Tegoroczna wiosna stawia producentów grusz przed wyjątkowo trudnym wyzwaniem. Dynamiczne zmiany temperatur, okresy wysokiej wilgotności przeplatane suchą pogodą oraz zapowiadane lokalne przymrozki powodują, że sytuacja fitosanitarna w sadach wymaga bardzo uważnego monitorowania. W branży coraz częściej pojawiają się również pytania o ryzyko zarazy ogniowej oraz raka bakteryjnego. O aktualnej sytuacji i najważniejszych kierunkach ochrony rozmawiamy z Szymon Jabłoński z Symbioz.
– Jeżeli chodzi o grusze, to cały czas mamy duże zagrożenie ze strony raka bakteryjnego. Pogoda, którą obserwujemy obecnie, czyli ochłodzenie po wcześniejszych wysokich temperaturach, lokalne i często przelotne opady deszczu oraz podwyższona wilgotność powietrza, to są warunki bardzo sprzyjające rozwojowi bakterii Pseudomonas syringae – podkreśla ekspert.
Jak wyjaśnia Jabłoński, bakteria ta rozwija się przede wszystkim na powierzchni roślin i może tam długo przetrwać, nie powodując od razu widocznych objawów.
– To jest bakteria epifityczna, czyli taka, która może funkcjonować na powierzchni tkanek roślinnych praktycznie bezobjawowo. Problem zaczyna się w momencie, kiedy pojawiają się warunki umożliwiające jej wniknięcie do wnętrza rośliny. Wtedy dochodzi do infekcji i rozwoju raka bakteryjnego – tłumaczy.

Szczególnie niebezpieczne mogą okazać się prognozowane na najbliższe dni spadki temperatur.
– Jeżeli sprawdzą się zapowiedzi przymrozków z soboty na niedzielę, to musimy pamiętać, że każde uszkodzenie tkanek otwiera bakteriom drogę do infekcji. Jeśli dodatkowo pojawią się opady deszczu lub długo utrzymująca się wilgoć, ryzyko infekcji znacząco wzrośnie. Deszcz powoduje bowiem przemieszczanie bakterii po sadzie, a uszkodzone tkanki stają się dla nich idealnym miejscem do wnikania – mówi ekspert.
Mimo to sytuacja w tym sezonie, przynajmniej na razie, wygląda spokojniej niż w poprzednich latach.
– Widać wyraźnie, że presja raka bakteryjnego jest mniejsza niż bywało to w poprzednich sezonach. Choroba oczywiście już się pojawia w wielu sadach, ale jej nasilenie jest zdecydowanie słabsze. Kluczowym czynnikiem była tutaj sucha wiosna. Temperatury były wysokie, ale brakowało regularnych opadów, a właśnie obecność wody jest jednym z najważniejszych elementów warunkujących rozwój bakterii – zaznacza Jabłoński.
Szymon Jabłoński zwraca uwagę, że wielu sadowników zaczyna obecnie obawiać się również zarazy ogniowej, zwłaszcza po okresie cieplejszej pogody.
– Ocieplenia zawsze sprzyjają namnażaniu się bakterii zarazy ogniowej w tkankach, szczególnie w miejscach, gdzie bakteria przezimowała. Jednak trzeba pamiętać, że przebieg zimy miał tutaj również pewne znaczenie ograniczające. Niskie temperatury powodują zjawisko tzw. suszy fizjologicznej, czyli obumierania części tkanek, w których bakteria może zimować. W efekcie ograniczony zostaje dostęp do składników pokarmowych i wody, a część populacji bakterii po prostu zamiera – wyjaśnia.

Dodatkowo obecne warunki pogodowe nadal nie są idealne dla dynamicznego rozwoju zarazy ogniowej.
– Nadal mamy stosunkowo suchą pogodę i to ogranicza występowanie wycieków bakteryjnych. A trzeba pamiętać, że właśnie wycieki są głównym źródłem nowych infekcji. To z nich bakterie są przenoszone przez deszcz, wiatr czy owady na młode przyrosty, kwiaty i zawiązki. Dlatego na ten moment większą uwagę powinniśmy skupiać jednak na Pseudomonas syringae i raku bakteryjnym – podkreśla ekspert.
Zdaniem Jabłońskiego ochrona powinna obecnie działać dwutorowo.
– Z jednej strony musimy ograniczać populację bakterii znajdującej się na powierzchni roślin, a z drugiej strony wspierać roślinę od wewnątrz poprzez preparaty wykazujące działanie bakteriostatyczne i stymulujące naturalne mechanizmy odpornościowe. Samo działanie powierzchniowe często nie jest już wystarczające – tłumaczy.
Ekspert wskazuje także rozwiązania wspierające ochronę sadów gruszowych.
– W naszych doświadczeniach bardzo dobrze sprawdza się mieszanina Cobre i Megis. Co ważne, nie są to wyłącznie obserwacje praktyczne. Były prowadzone oficjalne badania w Instytucie Ogrodnictwa w Skierniewicach pod kątem zarazy ogniowej i wyniki potwierdziły bardzo dobre działanie bakteriostatyczne tej mieszaniny. Cobre działa bezpośrednio na bakterie, natomiast Megis aktywuje naturalne mechanizmy obronne rośliny, dzięki czemu poprawia jej zdolność do ograniczania rozwoju infekcji – wyjaśnia.
Jak dodaje, obecny moment może być dobrym terminem na wykonanie zabiegu, jednak konieczne jest zachowanie odpowiednich odstępów względem przymrozków.
– Przy stosowaniu produktów miedziowych trzeba zachować bardzo dużą ostrożność. Niezależnie od tego, czy mówimy o miedzi kontaktowej, czy produktach działających bardziej wgłębnie, należy utrzymać minimum dwa dni odstępu przed przymrozkiem i dwa dni po nim. W przeciwnym razie może pojawić się ryzyko fitotoksyczności, szczególnie na młodych tkankach – ostrzega.
Ekspert podkreśla również, że wraz z dalszym przebiegiem sezonu znaczenie ochrony przeciwko zarazie ogniowej może rosnąć.
– Jeśli pojawią się wyższe temperatury i częstsze opady deszczu, warunki dla zarazy ogniowej mogą się szybko poprawić. Wtedy warto regularnie stosować rozwiązania o działaniu bakteriostatycznym. Nie można też zapominać o miedzi kontaktowej, szczególnie w sadach o wysokiej presji choroby. Jej zadaniem jest przede wszystkim zabezpieczenie młodych, podatnych tkanek przed infekcją bakteriami przenoszonymi przez wiatr i deszcz – podsumowuje Szymon Jabłoński.





