w

Sadownicy alarmują: „To dopiero początek opadu”.

Sadownicy alarmują: „To dopiero początek opadu”. Po przymrozkach i suszy jabłka masowo spadają z drzew

W polskich sadach narasta niepokój. Sadownicy z centralnej Polski mówią wprost: tegoroczny sezon może okazać się jednym z najtrudniejszych od lat. Choć na początku wydawało się, że po wiosennych przymrozkach część odmian uda się jeszcze uratować, dziś coraz więcej gospodarzy obserwuje gwałtowny opad zawiązków i pogarszającą się kondycję drzew.

Największe problemy dotyczą odmian z grupy Jonagoldów, ale sytuacja zaczyna wymykać się spod kontroli również w Ligolu, Idaredzie czy Szampionie.

– Golden jeszcze trochę jest na drzewie. Gala wygląda mniej więcej pół na pół. Szampion niby jest, ale zaczyna się bardzo różnicować. Natomiast grupa Jonagoldów wygląda najgorzej – tam miejscami nie ma jabłek wcale – relacjonuje sadownik z gminy Białej Rawskiej.

Według producentów owoców tegoroczne straty są efektem kilku nakładających się czynników. Wiosenne przymrozki uszkodziły kwiaty i młode zawiązki, późniejsza susza osłabiła drzewa, a chłodny maj ograniczył aktywność owadów zapylających. Efekt widać dziś niemal w każdym sadzie.

Sadownicy podkreślają, że obecnie trwa już kolejna fala naturalnego, ale wyjątkowo silnego opadu. W wielu przypadkach drzewa nie są w stanie utrzymać owoców, które przetrwały wcześniejsze uszkodzenia.

– W miarę wyglądał jeszcze Ligol tydzień temu, ale teraz opad jest ogromny. Spadło nawet 80 procent tego, co po przymrozkach zostało na drzewach – mówi sadownik.

Szczególnie trudna sytuacja panuje w rejonie gminy Biała Rawska, jednym z najważniejszych zagłębi sadowniczych w kraju. Tam sadownicy z niepokojem obserwują odmianę Idared.

– Idared sypie jak szalony. Ludzie jeszcze nie zdają sobie sprawy, co będzie się działo w czerwcu. Czerwony opad dopiero się zaczyna i bardzo dużo jabłek spadnie z drzew – alarmują.

Coraz częściej pojawiają się też głosy, że część sadów utrzymywana jest obecnie wyłącznie dzięki intensywnej ochronie i stosowaniu preparatów wzmacniających zawiązki.

– To wszystko jest dziś sztucznie utrzymywane produktami. Drzewo samo pokazuje, że nie ma siły utrzymać owoców – twierdzą sadownicy.

Eksperci branżowi zwracają uwagę, że tegoroczny opad rozpoczął się wcześniej niż zwykle i może przebiegać znacznie dynamiczniej niż w poprzednich latach. Wielu producentów spodziewa się, że decydujące będą najbliższe trzy tygodnie.

– Do 20 czerwca wszystko się wyklaruje. Wtedy będzie wiadomo, co naprawdę zostało na drzewach – słyszymy wśród sadowników.

Na razie jednak dominują obawy. W wielu gospodarstwach z dnia na dzień ubywa owoców, które jeszcze kilka tygodni temu wydawały się uratowane po przymrozkach. Najpierw spada Ligol i Idared, a producenci czekają teraz na rozwój sytuacji w kolejnych odmianach.

Jeżeli obecne tempo opadu się utrzyma, tegoroczne zbiory jabłek mogą być wyraźnie niższe od wcześniejszych prognoz. Sadownicy podkreślają jednak, że ostateczny obraz sezonu poznamy dopiero po połowie czerwca. Wtedy okaże się, które odmiany przetrwały wyjątkowo trudną wiosnę, a które straciły plon niemal całkowicie.

UDOSTĘPNIJ

Susza zagraża uprawom sadowniczym! Najtrudniejsza sytuacja na Mazowszu