Czy naprawdę to sadownicy są sami sobie winni? Polemika z Pawłem Kazaną
Paweł Kazana w swoim ostatnim komunikacie (27 komunikat sadowniczy z dnia 03.07.2026) nie gryzł się w język. Wręcz przeciwnie – postanowił wystawić rachunek… własnemu środowisku. Według niego to sami sadownicy odpowiadają za niskie ceny, wielomiesięczne terminy płatności i problemy z nierzetelnymi firmami. Padają mocne słowa: „To jest chore”, „Daliśmy sobie na łeb wejść”, „Sami sobie sramy we własne gniazdo”, a nawet stwierdzenie, że „część nie powinna w ogóle produkować żywności”.
To mocny przekaz. Problem w tym, że bardzo niesprawiedliwy. Bo choć łatwo jest powiedzieć, że wszystkiemu winni są sadownicy (mówi tak Paweł Kazana), rzeczywistość wygląda zdecydowanie bardziej skomplikowanie.
Słuchając Pawła Kazany można odnieść wrażenie, że polski sadownik codziennie rano wstaje z jedną myślą:
komu by tu sprzedać taniej niż sąsiad.
Tylko czy naprawdę tak wygląda rynek? Czy sadownik, który inwestuje setki tysięcy złotych w gospodarstwo, przez cały rok walczy z pogodą, chorobami i kosztami produkcji, nagle wpada na pomysł, żeby sprzedać swoje jabłka poniżej kosztów tylko po to, żeby zrobić komuś na złość? To zwyczajnie nie trzyma się logiki.
To nie głupota. To często desperacja.
Kazana mówi, że ktoś jedzie na Bronisze i oddaje towar za 80 groszy, choć mógłby sprzedać za złotówkę. Tylko nie zadaje najważniejszego pytania.
Dlaczego? Czy dlatego, że lubi tracić pieniądze? Czy dlatego, że nie zna matematyki?
A może dlatego, że bank czeka na ratę kredytu, za tydzień trzeba zapłacić za nawozy, pracownikom wypłacić pensje, a firma, która jeszcze tydzień temu obiecywała odbiór, nagle przestała odbierać telefon?
Łatwo jest powiedzieć: „Trzeba być twardym.”
Znacznie trudniej być twardym, gdy za kilka dni komornik może zapukać do drzwi.
Bo często chęć sprzedaży za niższą cenę bardzo często wynika właśnie z zadłużenia i walki o utrzymanie płynności finansowej.
A co w sytuacji, gdy ktoś kupuje od sadownika jabłka 20 groszy taniej i nie płaci w terminie, na pieniądze trzeba czekać 3–6 miesięcy?
Komentarze pod filmem pokazują coś zupełnie innego
Pod filmem pojawiło się wiele komentarzy. Jeden z sadowników napisał:
„Jestem sadownikiem z sandomierskiego i nie wyobrażam sobie handlować na tak długie terminy płatności. Zawsze kasa na kole od pośrednika lub przelew 14 dni.”
I właśnie to zdanie pokazuje, że odpowiedzialni producenci istnieją. Nie godzą się na półroczne kredytowanie firm. Nie podpisują wszystkiego, co podsunie kupujący. Tylko dlaczego o nich mówi się tak mało?
Są przypadki. Ale nie wolno z nich robić reguły.
Tak, zdarzają się gospodarstwa, które sprzedadzą taniej. Tak, zdarzają się ludzie, którzy zgodzą się na absurdalne terminy płatności. Ale czy z kilku czy kilkunastu takich przypadków można zbudować obraz całego środowiska? To tak, jakby na podstawie kilku nieuczciwych firm stwierdzić, że wszystkie firmy skupujące oszukują. Przecież sami sadownicy pierwsi zaprotestowaliby przeciwko takiej generalizacji.
„Sami prosimy się o problemy”
Kazana przekonuje, że sami nauczyliśmy firmy odroczonych płatności.
Ja bym zapytała:
Dlaczego firmy w ogóle proponują takie warunki? Gdyby rynek był naprawdę partnerski, standardem byłyby szybkie rozliczenia. Tymczasem w wielu przypadkach to właśnie przewaga ekonomiczna kupującego pozwala mu narzucać warunki.
Najbardziej zabolały słowa o tym, kto „nie powinien produkować żywności”
To chyba najmocniejszy fragment całej wypowiedzi.
Stwierdzenie, że część ludzi nie powinna produkować żywności, brzmi efektownie.
Ale jest też wyjątkowo krzywdzące.
Bo większość sadowników to ludzie ciężko pracujący, często prowadzący rodzinne gospodarstwa od pokoleń.
To nie są hazardziści.
To nie są spekulanci.
To ludzie, którzy znaleźli się na rynku pełnym nierównowagi. I bardzo często podejmują złe decyzje nie dlatego, że są niekompetentni. Podejmują je dlatego, że wybierają mniejsze zło.
Łatwo oceniać z boku
Nie sposób odmówić Pawłowi Kazanie jednego. I potrafi porwać słuchaczy. Ale czasami publicystyczna ostrość sprawia, że gubi się proporcja.
Bo owszem – są sadownicy, którzy psują rynek. Są tacy, którzy sprzedadzą taniej od wszystkich. Są tacy, którzy zgodzą się na półroczny termin płatności. Tyle że oni nie stanowią większości.
Większość polskich sadowników doskonale rozumie wartość swojej pracy i nie oddaje owoców za bezcen z własnej woli. Jeżeli już to robi, to zwykle dlatego, że została postawiona pod ścianą.
I właśnie dlatego trudno zgodzić się z główną tezą Pawła Kazany, że to sadownicy są głównymi sprawcami własnych problemów. Bo winy nie można sprowadzić wyłącznie do ludzi, którzy stoją na końcu łańcucha i mają najmniejszą siłę negocjacyjną.
Prawdziwy problem jest znacznie bardziej złożony. Tworzą go nierównowaga na rynku, przewaga kupujących, brak skutecznych mechanizmów zabezpieczających płatności oraz ogromna presja ekonomiczna. Dopiero na tym tle pojawiają się pojedyncze przypadki nieprzemyślanych decyzji producentów.
Opracowanie na podstawie: Youtube / Gospodarstwo Sadownicze Paweł Kazana – 27 komunikat sadowniczy z dnia 03.07.2026
