Sadownicy z regionu sandomierskiego znów stają przed dobrze znanym problemem: co zrobić z owocami, kiedy na rynku brakuje pewnego odbiorcy? W czasie, gdy z sadów trafiają kolejne partie jabłek, w Dwikozach i Annopolu stoją nieczynne zakłady przetwórcze. Mają hale, linie produkcyjne i potencjał, który mógłby zostać wykorzystany. Pytanie brzmi: dlaczego nadal nie pracują?
Właśnie o tym rozmawiano pod zakładem TB Fruit. Tematem spotkania była nie tylko przyszłość dwóch konkretnych zakładów, ale też szerszy problem polskiego sadownictwa i przetwórstwa owocowo-warzywnego.
Karol Rytel ze Związku Zawodowego Rolników Indywidualnych „ORKA” zwracał uwagę, że sytuacja przypomina problemy, które wcześniej dotknęły inne gałęzie polskiego przemysłu rolno-spożywczego. Jego zdaniem zamykanie zakładów przetwórczych oznacza dla rolników coś więcej niż utratę jednego odbiorcy. W regionach, gdzie sadownictwo jest podstawą lokalnej gospodarki, oznacza to ograniczenie możliwości sprzedaży owoców i coraz większą zależność producentów od kilku podmiotów skupujących.
Zakład stoi, a owoce są
Problem najlepiej widać na przykładzie jabłek. Sadownik może wyprodukować dobrej jakości owoce, ale bez sprawnie działającego rynku zbytu sama produkcja nie gwarantuje opłacalności.
Dlatego propozycja dotycząca ponownego uruchomienia zakładów TB Fruit ma dla rolników znaczenie praktyczne. Nie chodzi wyłącznie o to, żeby przywrócić produkcję w pustych halach. Chodzi o stworzenie kolejnego, realnego miejsca, do którego sadownicy będą mogli dostarczać swoje owoce.
Grzegorz Socha, który od dłuższego czasu zabiega o rozwiązanie problemu nieczynnych zakładów, przedstawił dwa możliwe scenariusze.
Pierwszy zakłada, że zakłady mogłyby wrócić do wierzycieli. Przy odpowiednim wsparciu Skarbu Państwa mogłyby zostać ponownie uruchomione i zacząć produkcję. W takim modelu majątek nie pozostawałby niewykorzystany, a jego potencjał mógłby zostać wykorzystany przez samych zainteresowanych – w tym rolników, którzy mają swoje należności wobec zakładu.
Drugi pomysł jest jeszcze szerszy. Socha wskazuje na możliwość przejęcia zakładów przez Ministerstwo Obrony Narodowej i wykorzystania ich do produkcji oraz zabezpieczenia długoterminowych dostaw żywności dla wojska i państwa.
Nie tylko sok i koncentrat
W dyskusji pojawił się argument, który może mieć znaczenie szczególnie w obecnej sytuacji bezpieczeństwa. Zakłady przetwórstwa owocowo-warzywnego mogą produkować nie tylko klasyczne przetwory. Jedną z możliwości jest produkcja żywności liofilizowanej, która może być przechowywana przez długi czas i wykorzystywana między innymi jako zapas żywności.
To otwiera zupełnie inne spojrzenie na nieczynne zakłady. Zamiast traktować je wyłącznie jako majątek znajdujący się w postępowaniu upadłościowym, można zastanowić się, czy nie są one częścią infrastruktury, która w określonych sytuacjach może mieć znaczenie dla bezpieczeństwa żywnościowego państwa.
Dla regionu sandomierskiego oznaczałoby to również coś bardzo konkretnego: ponowne uruchomienie skupu owoców, miejsca pracy i dodatkowy odbiorca dla lokalnych gospodarstw.
Rolnicy chcą konkretów
Podczas spotkania przypomniano także apel rolników i plantatorów z województwa świętokrzyskiego dotyczący przyszłości zakładów TB Fruit. Ich oczekiwanie jest jasne: zakład powinien zostać wykorzystany w sposób, który będzie służył lokalnym producentom i zabezpieczy możliwość przetwarzania ich plonów.
Karol Rytel apelował, aby sprawą zainteresowali się minister rolnictwa Stefan Krajewski oraz minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Wskazywał przy tym na możliwość zaangażowania podmiotów państwowych, w tym Krajowej Grupy Spożywczej.
W tle pozostaje także kwestia przyszłego właściciela zakładów. Rytel mówił o obawach rolników związanych z możliwością przejęcia majątku przez podmioty powiązane z wcześniejszym właścicielem. To jednak kwestia, która wymaga szczegółowego wyjaśnienia w oparciu o dokumenty dotyczące postępowania i struktury własnościowej zainteresowanych spółek.
„Rolnicy nie potrzebują tylko zdjęć przy wieńcach”
Grzegorz Socha zwraca uwagę, że problem nie dotyczy wyłącznie Dwikóz i Annopola. Podobnych nieczynnych zakładów jest w Polsce więcej, a ich upadek odbija się na producentach, którzy tracą lokalne możliwości sprzedaży.
– Rolnicy nie potrzebują tylko zdjęć przy wieńcach dożynkowych. Potrzebują pewnego rynku zbytu, stabilnych cen i działających zakładów, które będą od nich kupować owoce i warzywa – przekonuje Socha.
To właśnie ten argument najmocniej wybrzmiewał podczas spotkania pod TB Fruit. Bo kiedy w sadach dojrzewają kolejne jabłka, a rolnik zastanawia się, czy będzie miał gdzie je sprzedać, nieczynny zakład przetwórczy za płotem staje się symbolem większego problemu.
Z jednej strony są gospodarstwa, które potrzebują odbiorców. Z drugiej – stojąca infrastruktura, która mogłaby te owoce przetwarzać.
Pytanie, które pozostaje po spotkaniu, jest więc proste: czy zakłady w Dwikozach i Annopolu muszą pozostać nieczynne, czy też można znaleźć sposób, aby ponownie zaczęły pracować – dla rolników, pracowników i bezpieczeństwa żywnościowego państwa?
Na odpowiedź czekają nie tylko właściciele i wierzyciele zakładów. Czekają także sadownicy, którzy już dziś muszą myśleć o tym, gdzie trafią ich kolejne zbiory.



