Jacek Pruszkowski o jabłkach przemysłowych i koncentracie: „Samo nakładanie ceł nic nie da”

by kobieta

Dyskusja dotycząca importu koncentratu jabłkowego z Ukrainy, ceł oraz sytuacji na rynku jabłek przemysłowych w ostatnim czasie wywołuje wiele emocji wśród sadowników. Do rozmowy na ten temat w mediach społecznościowych odniósł się Jacek Pruszkowski. W jego ocenie problemu nie można sprowadzać wyłącznie do kwestii ceł i importu. Jego zdaniem znacznie ważniejsze jest zjawisko przenoszenia produkcji na Wschód oraz konieczność podejmowania przez samych producentów konkretnych działań.

Pruszkowski zwrócił uwagę na dużą liczbę komentarzy i wypowiedzi pojawiających się w internecie w związku z importem koncentratu z Ukrainy. Jak podkreślił, w dyskusji często pojawiają się postulaty dotyczące wprowadzenia ceł czy ograniczenia kontyngentów.

– Czy my to cło nałożymy, czy nie nałożymy, czy nałożyliśmy, nie wiem, bo czy te kontyngenty będą, czy nie będą, to i tak nic nie zmieni – stwierdził.

Jak argumentował, koncentrat wyprodukowany na Ukrainie już znajduje się w strukturach światowego rynku. W swojej wypowiedzi wskazał również na powiązania kapitałowe przedsiębiorstw działających w Polsce i na Ukrainie.

– Ten koncentrat już jest wyprodukowany przez zakłady, które są na Ukrainie i właściciele są w zasadzie ci sami co w Polsce, bo tam też dwa duże zakłady ma firma, która w Polsce dominuje – powiedział.

W jego ocenie oznacza to, że nawet ewentualne działania ograniczające import do Polski nie rozwiążą zasadniczego problemu nadpodaży. Koncentrat, który został już wyprodukowany, będzie bowiem funkcjonował na rynku międzynarodowym.

Produkcja przesuwa się na Wschód

Zdaniem Pruszkowskiego dyskusja powinna zatem koncentrować się nie tylko na samym imporcie, ale przede wszystkim na długoterminowych zmianach zachodzących w światowej produkcji.

– Bardziej trzeba się martwić tym, że produkcja przesuwa się na Wschód i że dla nas, dla tego asortymentu, na rynku światowym zaczyna brakować miejsca – zauważył.

W jego opinii właśnie ten aspekt powinien stać się przedmiotem szerszej dyskusji w branży. Samo reagowanie na bieżące problemy poprzez postulowanie kolejnych ceł czy ograniczeń importowych, bez szerszego spojrzenia na sytuację na światowym rynku, może jego zdaniem nie przynieść oczekiwanych efektów.

– Chyba trzeba by się było zastanowić, żeby zmienić coś tutaj, bo samo nakładanie ceł i takie kombinowanie, no nic nie da – stwierdził.

Od internetowych dyskusji do konkretnych działań

Druga część wypowiedzi Jacka Pruszkowskiego dotyczyła aktywności środowiska sadowniczego w mediach społecznościowych. Zwrócił uwagę, że w internecie bardzo aktywna jest grupa zarówno młodszych, jak i starszych producentów, którzy komentują sytuację w branży i wyrażają swoje niezadowolenie.

Jego zdaniem problemem jest jednak niewystarczające przełożenie tej aktywności na realne działania.

– Mamy bardzo dużo ludzi, młodych, starszych, którzy udzielają się w internecie, między innymi ja. Ale to udzielanie się nasze w ogóle nie przekłada się na praktyczne jakieś działania – powiedział.

Jak podkreślił, odpowiedzialności za rozwiązanie problemów nie można całkowicie przerzucać na innych. Jeżeli dane kwestie są istotne dla środowiska sadowniczego, sami zainteresowani powinni angażować się w ich rozwiązywanie.

– I nie chodzi tu o to, że my mamy powiedzieć, a ktoś ma to zrobić. To my mamy zrobić – zaznaczył.

W jego ocenie samo komentowanie sytuacji w internecie, nawet jeśli towarzyszą mu silne emocje, nie prowadzi automatycznie do zmian.

– Nie sztuka w internecie pokrzyczeć, ponarzekać, ale ważne jest, żeby to, co nam leży, to, co na sercu, co nam przeszkadza, żeby to się przełożyło na praktyczne działania – mówił.

„Tylko kto to jest to wy?”

Pruszkowski zakończył swoją wypowiedź zwróceniem uwagi na sposób myślenia o odpowiedzialności za sytuację w branży. Jego zdaniem częstym mechanizmem jest oczekiwanie, że ktoś inny podejmie działania, podczas gdy sami uczestnicy dyskusji pozostają przede wszystkim na etapie komentowania problemu.

– My myślimy naprawdę w taki uproszczony sposób: ponarzekamy, pokrzyczymy, a reszta się i zrobi. Tylko kto to jest to „wy”? – zapytał.

Wypowiedź Jacka Pruszkowskiego wpisuje się w szerszą dyskusję o przyszłości rynku jabłek przemysłowych i koncentratu jabłkowego. Z jednej strony producenci zwracają uwagę na presję cenową i konkurencję ze strony innych krajów, z drugiej – coraz częściej pojawia się pytanie o długoterminową konkurencyjność europejskiego, w tym polskiego, sektora przetwórstwa i produkcji owoców.

Z perspektywy sadowników oznacza to konieczność spojrzenia na problem szerzej niż tylko przez pryzmat bieżącego importu. Ostatecznie o pozycji polskich producentów na rynku decydować będą nie tylko regulacje handlowe, ale również koszty produkcji, skala i efektywność przetwórstwa, organizacja rynku oraz zdolność branży do wspólnego podejmowania konkretnych działań.

2 komentarze

Krzysztof 4 października 2026 - 08:06

czy jak rusek nas zaatakuje to my będziemy wykupować niemiecki przemysł tak jak Ukraina u nas,co ekspert na to.

Reply
Krzysztof 2 października 2026 - 09:05

a kto to jest ten Jacek Pruszkowski? Kolejny ekspert od wszystkiego i niczego? Od wielu lat jest nadprodukcja owoców w Europie a Polska wiedzie w tym prym ( w ostatnich 20 latach wzrost produkcji jabłek z 2 do 4 mln ton czyli o 100% !). Skąd więc takie założenia że ceny powinny być wyższe skoro konsumentów nie przybyło, a wręcz odwrotnie ? Niestety, co najmniej 30 % gospodarstw sadowniczych do likwidacji. Takie są prawa rynku.

Reply

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.