Tegoroczne zbiory jabłek w gospodarstwie Czarka Rokickiego z Białej Rawskiej wyraźnie odbiegają od normalnego sezonu. Choć w sadach wciąż trwają zbiory Goldena i Szampiona, ilość owoców jest zdecydowanie niższa niż w poprzednich latach. – Łudziłem się do końca, że Golden i Szampion trochę nadrobią, ale i tak jest mniej, niż oczekiwałem – mówi sadownik.
Obecnie Czarek Rokicki kończy zbiór Szampiona i wraca do zbioru Goldena. Jak ocenia tegoroczne owoce?
– Szampion pod względem koloru, wielkości i jakości jest bardzo dobry. Problemem jest ilość. Będzie go około 60 proc. tego, co w normalnym roku – mówi.
W przypadku Goldena sytuacja wygląda nieco lepiej. Sadownik szacuje, że zbierze około 75 proc. typowego plonu. Jego zdaniem nie ma jednak powodów do obaw, że owoce zostały zebrane zbyt późno.
– Jeżeli Golden był gdzieś rzadszy i grubszy, to rzeczywiście powinien być już ściągnięty. Ale jeżeli był gęstszy, drobniejszy i nie było przerostów, to nic mu nie jest – tłumaczy.
Po zakończeniu Goldena w gospodarstwie pozostanie jeszcze Red Paulina. Zbiory powinny zakończyć się około 10–15 października.
Osiem osób wystarcza, bo jabłek jest znacznie mniej
Tegoroczna różnica widoczna jest nie tylko w ilości owoców, ale również w zapotrzebowaniu na pracowników.
– Mam ośmiu pracowników. To jest wystarczająca liczba. W zeszłym roku miałem 16 osób i było za mało, a w tym roku osiem jest za dużo, jeżeli chodzi o ilość pracy. Po prostu jabłek jest mało – mówi Rokicki.
Pracownicy nie są przypadkowymi osobami zatrudnionymi tylko na jeden sezon. Sadownik współpracuje z nimi od trzech lat.
Skala tegorocznego spadku plonów najlepiej widoczna jest jednak w liczbach. W normalnym, średnim sezonie gospodarstwo powinno zebrać około 1200 ton jabłek. W tym roku prognoza jest znacznie niższa.
– Będę miał około 350 ton jabłek wszystkich – mówi.
To oznacza, że do magazynu trafi o około 850 ton jabłek mniej niż w przeciętnym roku.
Prince najlepiej pokazuje skalę problemu
Najbardziej jaskrawym przykładem jest odmiana Prince. Rok temu Rokicki zebrał jej około 730 ton. W tym sezonie spodziewa się zaledwie około 100 ton.
– Mam oberwane pięć hektarów Prince’a i mam trzy rzędy w chłodni. To jest dramat – mówi wprost.
Jak podkreśla, podobne informacje docierają do niego również od innych sadowników z regionu.
Tegoroczna sytuacja jest o tyle trudna do jednoznacznej oceny, że w czasie sezonu część sadowników liczyła na to, iż owoce, które pozostały na drzewach, osiągną większą masę i częściowo zrekompensują wcześniejsze straty.
– Po tych przymrozkach coś było widać na drzewach i człowiek się łudził. Myślałem, że Golden i Szampion nadrobią. Wiedziałem, że jabłek jest mało, ale łudziłem się do końca, że może jednak będzie ich więcej. Tymczasem waga się nie zgadza – przyznaje Rokicki.
Jego zdaniem tegoroczne wyniki pokazują, że sama liczba owoców pozostających na drzewach nie zawsze przekłada się na końcowy tonaż.
W gospodarstwie z Białej Rawskiej sezon powoli zmierza więc do końca. Zostały jeszcze ostatnie kwatery, a następnie przyjdzie czas na podsumowanie tegorocznych zbiorów. Już dziś wiadomo jednak, że pod względem ilości będzie to sezon zdecydowanie słabszy od przeciętnego.



