Gala może zdrożeć? Tego, co dzieje się w Europie, nie widać w tabelkach!

by kobieta

Dezinformacja, czyli spekulacje wielkich związków, na których tracą mali, czyli sadownicy

Czy polska Gala jest dziś rzeczywiście skazana na niskie ceny? Jeden z sadowników, który zwrócił się do naszej redakcji, uważa, że problemem branży jest nie tylko sytuacja rynkowa, ale również sposób, w jaki przekazywane są informacje o podaży, jakości i perspektywach cenowych. Jego zdaniem zbyt często patrzymy wyłącznie na tony jabłek, pomijając ich kaliber i jakość. Trudno nie przyznać, że jest to temat, o którym w branży mówi się zdecydowanie za mało.

Do naszej redakcji zgłosił się sadownik, który zwrócił uwagę na komunikat Roberta Sasa z IPSAD dotyczący tegorocznej sytuacji odmiany Gala. Jego zdaniem warto zastanowić się nad strategią sprzedaży i nie podejmować decyzji wyłącznie pod wpływem negatywnych informacji pojawiających się na rynku.

Nie chodzi jednak o to, aby każdą Galę zamknąć w komorach i czekać na wzrost cen. Chodzi o coś znacznie bardziej podstawowego: czy przy podejmowaniu decyzji sprzedażowych polski sadownik otrzymuje pełny obraz sytuacji na europejskim rynku?

Naszym zdaniem jest to pytanie zasadne.

Gala w Europie może mieć większy problem, niż pokazują same tabele

W komunikacie IPSAD zwrócono uwagę na wpływ tegorocznych upałów na produkcję jabłek w Europie Zachodniej i Południowej. Problemem nie jest wyłącznie liczba zebranych ton, ale przede wszystkim jakość handlowa owoców.

Według przedstawionych informacji wysokie temperatury w wielu regionach Francji, Niemiec, Austrii, krajów Beneluksu i Włoch doprowadziły do zahamowania wzrostu owoców, spadku jędrności, oparzeń słonecznych, a miejscami również przedwczesnego opadania jabłek.

Szczególnie dotknięta ma być Gala i jej sporty. W niektórych regionach średnica owoców miała podczas zbiorów nie przekraczać 60 mm.

To ważne, ponieważ 100 tysięcy ton jabłek nie zawsze oznacza 100 tysięcy ton takiego samego towaru.

Nie każda tona Gali jest warta tyle samo

W sadownictwie od lat funkcjonujemy na podstawie danych dotyczących produkcji, eksportu, zapasów czy prognoz zbiorów. Takie informacje są potrzebne. Problem zaczyna się wtedy, gdy sama liczba ton staje się najważniejszym wyznacznikiem sytuacji rynkowej.

Dla rynku deserowego liczy się przecież znacznie więcej.

Kaliber, wybarwienie, jędrność, brak oparzeń słonecznych, zdrowotność, trwałość przechowalnicza i przydatność do sprzedaży w kolejnych miesiącach – wszystkie te parametry decydują o tym, ile rzeczywiście wartościowego towaru znajduje się na rynku.

Dlatego prognozowany spadek produkcji o kilka czy kilkanaście procent nie musi dokładnie odpowiadać spadkowi podaży dobrej jakości jabłek deserowych.

IPSAD zwraca uwagę, że właśnie w przypadku Gali tegoroczne straty jakościowe mogą mieć większe znaczenie niż sugerowałby sam tonaż zbiorów.

We Francji branża sadownicza mówi o spadku produkcji jabłek jakościowych nawet o około 30 proc. względem poprzedniego sezonu. W Niemczech prognozowany jest zbiór blisko 20 proc. niższy niż w 2025 roku, natomiast w austriackiej Styrii zbiory mają wynieść około 65 proc. poziomu ubiegłorocznego.

Szczególnie interesujące jest Trentino

Z punktu widzenia polskich producentów Gali szczególnie istotna jest sytuacja we Włoszech.

W Trentino produkuje się ponad 500 tys. ton jabłek, w tym znaczące ilości odmian deserowych. Według informacji przedstawionych przez IPSAD całkowita produkcja ma być tam około 10–12 proc. niższa niż przed rokiem.

Jednak w przypadku Gali problem może być większy niż wskazuje sam spadek tonażu.

Pierwsze informacje dotyczące zakończonych zbiorów wskazują na mniejszy kaliber i masę owoców, niższą jędrność, oparzenia słoneczne oraz zwiększony udział owoców odpadających podczas sortowania.

I właśnie tutaj pojawia się zasadnicza kwestia dla polskiego sadownika.

Jeżeli w Europie będzie mniej dobrej jakości Gali, to Polska może mieć coś, czego rynek będzie potrzebował.

Polska Gala ma szansę, ale trzeba ją mieć czym sprzedać

Tegoroczna sytuacja nie oznacza oczywiście, że każda polska Gala powinna zostać natychmiast skierowana do przechowalni.

Wręcz przeciwnie.

Słabsze partie, owoce z niewystarczającą jędrnością, uszkodzeniami czy oparzeniami słonecznymi mogą nie być dobrym kandydatem do długiego przechowywania. Takie jabłka często lepiej sprzedać wcześniej.

Inaczej należy patrzeć na partie wysokiej jakości.

Dobrze wybarwiona, jędrna Gala, bez uszkodzeń i odpowiednio przygotowana do przechowywania, jest zupełnie innym produktem niż jabłko, które już w momencie zbioru ma problemy z jakością.

Dlatego sugestia, aby najlepszej Gali nie sprzedawać w całości bezpośrednio po zbiorach, wydaje się warta rozważenia.

Nie jest to gwarancja wyższej ceny. Rynek jabłek nigdy takiej gwarancji nie daje.

Jest to natomiast próba odpowiedzi na pytanie, czy w sytuacji potencjalnego ograniczenia podaży wysokiej jakości Gali warto posiadać część towaru również w późniejszym okresie sezonu.

„Nie może być tak, że Gala po sorcie daje 1,50 czy 1,60 zł”

W rozmowie z nami sadownik zwrócił również uwagę na drugą stronę problemu – koszty produkcji.

Jego zdaniem cena na poziomie około 1,50–1,60 zł za kilogram po sortowaniu jest dla producenta wysokiej jakości Gali poziomem, który trudno zaakceptować przy obecnych kosztach prowadzenia gospodarstwa.

I tutaj pojawia się problem, którego nie widać w tabelach.

Jeżeli produkcja dobrej jakości jabłek przestaje być ekonomicznie uzasadniona, sadownik zaczyna szukać oszczędności. A oszczędności w sadzie prędzej czy później mogą odbić się na jakości owoców.

Mniej intensywna ochrona, ograniczenie nawożenia, rezygnacja z części zabiegów, mniejsze nakłady na cięcie czy ochronę przed chorobami drewna i kory – to nie są oszczędności, które pozostają bez konsekwencji.

W dłuższej perspektywie może na tym stracić cała branża.

Kto powinien informować sadownika?

Producenci mają dostęp do danych dotyczących produkcji, eksportu czy zapasów, ale znacznie trudniej znaleźć regularne, praktyczne informacje dotyczące tego, co rzeczywiście dzieje się z jakością jabłek w poszczególnych regionach Europy.

Dane statystyczne są potrzebne. GUS, prognozy zbiorów, dane eksportowe i informacje o zapasach są ważnymi elementami analizy rynku.

Ale sama liczba ton nie odpowiada na wszystkie pytania.

Sadownik potrzebuje wiedzieć również, jaki jest kaliber owoców, jaka jest ich jędrność, jaki udział ma towar deserowy, ile jabłek odpada podczas sortowania i jak wygląda sytuacja u konkurencyjnych producentów.

Rynek jabłek to nie tylko tonaż. To także jakość.

Czy warto przetrzymać Galę?

To pytanie, które w najbliższych tygodniach będzie wracało w gospodarstwach.

Naszym zdaniem nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich.

Gospodarstwo bez odpowiedniego zaplecza chłodniczego i z koniecznością szybkiego zwolnienia skrzyń będzie podejmowało inną decyzję niż gospodarstwo dysponujące nowoczesnymi komorami i dobrze przygotowanym towarem.

Nie każdą Galę warto przechowywać.

Ale również nie każdą Galę warto sprzedawać natychmiast tylko dlatego, że na rynku pojawiają się informacje o dużej produkcji jabłek w Europie.

Jeżeli najlepszej jakości Gala jest towarem deficytowym, sytuacja w styczniu czy lutym może wyglądać inaczej niż bezpośrednio po zbiorach.

IPSAD właśnie na ten element zwraca uwagę, wskazując, że po zakończeniu zbiorów i sortowania dopiero będzie można dokładniej ocenić, jak duża jest rzeczywista podaż jakościowej Gali w Europie.

Sadownik potrzebuje informacji, a nie tylko tabel

W całej tej dyskusji nie chodzi o to, aby przekonywać producentów, że ceny na pewno wzrosną. Nie wzrosną „na pewno”, bo tego dziś nikt uczciwie nie może zagwarantować.

Chodzi o coś innego.

Sadownik powinien mieć możliwość podejmowania decyzji na podstawie możliwie pełnego obrazu rynku.

Jeżeli z jednej strony mówi mu się o ogromnej produkcji, a z drugiej strony nie informuje się go wystarczająco o problemach z kalibrem, oparzeniami, jędrnością czy odrzutem podczas sortowania w innych krajach, obraz rynku pozostaje niepełny.

A niepełna informacja może prowadzić do błędnych decyzji.

Dlatego jako redakcja uważamy, że głos dotyczący jakości europejskiej Gali zasługuje na poważną dyskusję. Nie dlatego, że należy bezkrytycznie przyjąć jedną prognozę cenową, ale dlatego, że wreszcie warto zacząć mówić o jabłkach nie tylko w tonach, lecz także w jakości handlowej.

Polska Gala wypracowała sobie przez lata dobrą pozycję. Sadownicy zainwestowali w sady, ochronę, nawożenie, nawadnianie, technologię zbioru i przechowywania. Nie można więc patrzeć na wysokiej jakości polskie jabłko wyłącznie przez pryzmat najniższej ceny dostępnej na rynku.

Tegoroczny sezon pokaże, czy ograniczona podaż jakościowej Gali w Europie rzeczywiście przełoży się na większe zapotrzebowanie na polski towar.

Jedno jest natomiast pewne już dziś: informacja o rynku powinna być czymś więcej niż tabelką z liczbą ton.

Bo 100 tysięcy ton małych, słabo wyrośniętych i uszkodzonych jabłek to nie jest ten sam towar co 100 tysięcy ton dużej, jędrnej i dobrze wybarwionej Gali.

A dla sadownika ta różnica może oznaczać bardzo wiele.

Materiał został opracowany na podstawie informacji przekazanych przez sadownika oraz komunikatu IPSAD dotyczącego sytuacji na europejskim rynku jabłek, w szczególności odmiany Gala.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.