Czarny scenariusz sadowników. Komisje szacują ogromne straty 90-100%

by kobieta

Sadownicy z Lubelszczyzny liczą straty po wiosennych przymrozkach. W wielu gospodarstwach zniszczenia sięgają 90–100 proc.

Wiosenne przymrozki, które na początku sezonu nawiedziły województwo lubelskie, pozostawiły po sobie ogromne straty w sadach i na plantacjach. Według wstępnych szacunków gminnych komisji powołanych do oceny szkód, w wielu gospodarstwach straty przekraczają 90 proc., a w niektórych przypadkach sięgają nawet 100 proc. Dotknięci klęską sadownicy obawiają się, że planowana pomoc państwa nie pokryje nawet części utraconych dochodów.

Najbardziej ucierpieli producenci owoców z powiatów opolskiego i kraśnickiego, które od lat należą do najważniejszych rejonów sadowniczych w regionie. Znaczne szkody odnotowano również w okolicach Puław i Nałęczowa. Jak podkreślają plantatorzy, tegoroczne zjawisko trudno nazwać zwykłym przymrozkiem.

– To nie był przymrozek, ale prawdziwy mróz. Przy gruncie temperatura spadała miejscami nawet do minus 9 stopni Celsjusza – relacjonują sadownicy.

Skutki niskich temperatur są widoczne niemal w każdym sadzie. Zamiast zawiązków owoców na gałęziach pozostały jedynie ślady po zniszczonych kwiatach. Szczególnie trudna sytuacja panuje na plantacji Wojciecha Pocka w Piotrowicach pod Nałęczowem.

– Największe straty mamy w czereśniach, śliwach i częściowo w leszczynie. Oceniając już okiem sadownika, w większości sadów straty wynoszą 100 procent – mówi właściciel gospodarstwa.

Aby oszacować skalę zniszczeń, w całym województwie rozpoczęły pracę specjalne komisje. Według danych przekazanych przez służby wojewódzkie, obecnie działa już 118 komisji. Część z nich prowadzi oględziny bezpośrednio w terenie, a kolejne mają rozpocząć pracę w najbliższych dniach.

Trzyosobowe zespoły odwiedzają gospodarstwa, których właściciele złożyli wnioski o oszacowanie szkód i przyznanie odszkodowań. Pierwsze wyniki kontroli potwierdzają wcześniejsze obawy producentów.

– Jeżeli chodzi o gatunki pestkowe, pierwsze szacunki pokrywają się z ocenami sadowników. W przypadku jabłoni sytuacja jest zróżnicowana, jednak są regiony, gdzie straty również przekraczają 90 procent – informują przedstawiciele branży.

Choć rolnicy liczą na wsparcie finansowe, wielu z nich sceptycznie podchodzi do możliwości pełnego zrekompensowania poniesionych strat. Zwracają uwagę, że nawet jeśli pomoc zostanie uruchomiona, prawdopodobnie pokryje jedynie część kosztów związanych z ochroną upraw oraz nawożeniem i pielęgnacją roślin w bieżącym sezonie.

– Mocno wątpię, aby rekompensaty wyrównały nam rzeczywiste straty. Najwyżej pozwolą odzyskać część środków wydanych na ochronę i dożywianie roślin – ocenia sadownik.

Na razie nie wiadomo, jaka będzie wysokość tegorocznego wsparcia dla poszkodowanych gospodarstw. Ostateczne decyzje mają zapaść po zakończeniu prac komisji oraz ustaleniu skali strat w całym kraju. Istotne znaczenie będzie miała również wysokość środków, jakie Polska otrzyma z funduszy unijnych przeznaczonych na pomoc po klęskach żywiołowych.

W ubiegłym roku najbardziej poszkodowani producenci mogli liczyć na wsparcie w wysokości 2400 złotych do hektara. Sadownicy podkreślają jednak, że przy obecnej skali zniszczeń i rosnących kosztach produkcji tegoroczne potrzeby mogą być znacznie większe.

Dla wielu gospodarstw obecny sezon oznacza nie tylko brak plonów, ale także poważne problemy finansowe. Eksperci ostrzegają, że skutki wiosennych mrozów mogą odbić się nie tylko na sytuacji producentów, lecz także na podaży krajowych owoców w nadchodzących miesiącach.

źródło: lublin.tvp.pl

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować