UPADNIEMY, TO PRAWIE PEWNE. ALE CZY NAPRAWDĘ WIEMY DLACZEGO? – czytamy w nagłówku IPSAD Instytut Praktycznego Sadownictwa. Dalej w wpisie czytamy:
Bez większego echa pojawił się ostatnio w sieci wywiad z panem Witoldem Bogutą, w którym kładzie się on Rejtanem w obronie masowo krytykowanego procederu jakim jest sprzedaż w sklepach sieci Lidl jabłek o bardzo względnej jakości, pakowanych w skrzyniopalety. Według pana Witolda, są większe problemy niż kilka nadgniłych jabłek w jakiejś tam skrzyni, która stoi gdzieś tam w jednym ze sklepów. Dlatego w pełni podziela on stanowisko przedstawiciela Lidla, że tak naprawdę to nic się nie dzieje.
Jak podkreśla rozmówca, wiedziony ciekawością sam udał się do marketu niemieckiego właściciela, by naocznie ocenić sytuację. I co? I wszystko jest jak należy.
W skrzyni były jabłka i gruszki dobrej jakości, po korzystnych cenach
-ocenia pan Witold swoją wizytę w Lidlu. Całą sytuację, polegającą na krytyce przez innych sadowników lidlowego procederu, określa rozmówca jako „plucie sobie samemu w twarz” .
Jest również bezpardonowa obrona dostawcy samych jabłek, firmy Rajpol. Rajpol, pan Witold opisuje jako „dużą organizację producentów, która dba o jakość owoców już na etapie produkcji (…) i posiada szereg certyfikatów potwierdzających stosowane procedury i jakość produktów”, organizację, która według rozmówcy, działa dla dobra swoich członków a nie by zbawiać świata.
Na koniec pan Witold podkreśla, że samo publikowanie zdjęć rajpolowskich jabłek z Lidla ma niekorzystny wpływ na całą branżę, gdyż drastyczne zdjęcia popsutych owoców ZNIECHĘCAJĄ KONSUMENTÓW DO ZAKUPU I SPOŻYWANIA JABŁEK JAKO TAKICH I PROMUJĄ SPRZEDAŻ BANANÓW!!!
Podsumowywując, pan Witold twierdzi, że:
• oferowane w Lidlu jabłka w skrzyniach są dobrej jakości
• dostawca i sieć nie powinni być krytykowani, bo taka krytyka to jak plucie sobie w twarz
• publikowanie w mediach zdjęć jabłek z Lidla tylko odstrasza konsumentów
• Rajpol to firma, która posiada dużo certyfikatów jakości
• cała sprawa nie służy branży i ma jedynie na celu przyłożenia innemu.
Jeśli nie wszyscy wiedzą, pan Witold Boguta aktywnie pomagał przy powstawaniu wielu a może i większości grup producenckich. Obecnie jest prezesem ich zrzeszenia, czyli Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw. http://www.grupyogrodnicze.pl/o-zwiazku/wladze/
Co ciekawe, wiceprzewodniczącym tej organizacji jest pan Hubert Woźniak z firmy Rajpol. Firmy, która będąc członkiem Związku Grup, prawdopodobnie współfinansuje wynagrodzenie pana Witolda. Trudno się więc dziwić opiniom pana prezesa Boguty w sprawie jabłek z Lidla.
Warto również pamiętać, że pan Witold jest jednocześnie Przewodniczącym Komisji Funduszu Promocji Owoców i Warzyw, komisji, która decyduje o tym jak wydawane są, pochodzące ze składek sadowników, pieniądze przeznaczone między innymi na promocję owoców. Pieniądze, których efektu działania prawdopodobnie mało kto doświadczył.
Polskie sadownictwo jest już praktycznie nie do uratowania. I nie jest to wynikiem tego, że produkujemy za dużo a sami sadownicy są nieporadni, jak próbują to niektórzy tłumaczyć.
Sadownicy upadną dlatego, że cały czas tolerują sytuację, w której na ich los tak bardzo wpływa grupa, mniej lub bardziej formalnie powiązanych podmiotów, których celem jest ich własny dobrobyt a nie zbawienie świata(sadowniczego). Upadną bo tolerują to, że reprezentuje ich nijaki, a wręcz konformistyczny Związek Sadowników, który w sprawie jabłek z Lidla nigdy nie zajął oficjalnie żadnego stanowiska, czy dawno zapomniane Towarzystwo Rozwoju Sadów Karłowych.
PS. Panie Witoldzie, a co z CORE TEAM? Gdzie jest efekt pracy tego zespołu? Może warto kilka słów podsumowania jak prawdopodobnie zmarnowano ponad 1mln PLN.







4 komentarze