Polska produkcja jabłek może być niższa od prognoz GUS. Dominik Woźniak o kondycji sadów i wyzwaniach dla rynku

by kobieta

Podczas XXVI Dnia Otwartego Sadu Doświadczalnego SGGW „Wilanów” jednym z ważnych tematów debaty były tegoroczne szacunki zbiorów jabłek w Polsce. Dominik Woźniak zwrócił uwagę na znaczące różnice między prognozą Głównego Urzędu Statystycznego a szacunkami Towarzystwa Rozwoju Sadów Karłowych (TRSK). Jego zdaniem ostateczna skala produkcji będzie zależała przede wszystkim od rzeczywistego stanu sadów oraz tego, ile owoców ostatecznie trafi do chłodni.

Według GUS tegoroczne zbiory jabłek w Polsce mają wynieść około 3,1 mln ton. TRSK oszacowało natomiast produkcję na około 2,7 mln ton. Skąd tak duża różnica?

Nie jest prosto robić takie szacunki, jeżeli chodzi o realia polskie, nie tylko polskie, ale w Polsce mamy, szacuje się, że to jest około 15 proc. producentów owoców zorganizowanych w jakiejś formie współpracy, typu grupy czy organizacje producenckie – wyjaśniał podczas debaty Dominik Woźniak.

Jak zaznaczył, w przypadku producentów zrzeszonych w organizacjach czy grupach można stosunkowo łatwo zebrać informacje o potencjale produkcyjnym. Znacznie trudniejsze jest natomiast oszacowanie zbiorów w gospodarstwach indywidualnych, które nie przekazują danych do organizacji producenckich.

Gro produkcji jest u indywidualnych sadowników, którzy są niezależni i bardzo dobrze oczywiście. Ciężko jest szacować, jakie zbiory są tam – mówił Woźniak.

Przymrozki mocno zróżnicowały sytuację w sadach

Na rozbieżność między prognozami wpływa również bardzo zróżnicowana kondycja polskich sadów. W wielu gospodarstwach skutki wiosennych przymrozków są bardzo poważne. Są sady, w których plon będzie stanowił zaledwie niewielką część potencjalnych zbiorów, podczas gdy w innych miejscach sytuacja jest zdecydowanie lepsza.

To, co widzimy w sadach, są naprawdę sady w bardzo słabej kondycji pod względem przymrozków, bez owoców. Są sady, gdzie zbiór będzie na poziomie 10 czy 20 proc., i to na pewno ciągnie nam średnią w dół. Są też sady oczywiście, które będą miały bardzo dobre zbiory i tu nie ma nawet dwóch zdań – podkreślił przedstawiciel branży sadowniczej.

Woźniak zwrócił jednocześnie uwagę, że prognoza TRSK nie jest jeszcze ostatecznym wynikiem. Została przygotowana około 20 lipca, a przed rozpoczęciem zasadniczych zbiorów pozostawało jeszcze kilka tygodni.

Pamiętajmy, że prognoza była robiona około 20 lipca, są to ciągle tak naprawdę żyjące dane, jak to się ładnie określa, ponieważ jeszcze mamy 2–3 tygodnie do rozpoczęcia zbiorów, więc wiele się może zmienić tak naprawdę – zaznaczył.

Dlatego jego zdaniem na tym etapie trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, czy bliższa rzeczywistości okaże się prognoza GUS, czy TRSK.

Czy nasze dane będą prawdziwe, czy GUS będzie miał rację? Czas pokaże – powiedział.

Najważniejsze będzie to, co trafi do chłodni

Zdaniem Woźniaka sama prognoza zbiorów nie powinna być jednak jedynym punktem odniesienia przy ocenie sytuacji na rynku. Kluczowe znaczenie będzie miała rzeczywista ilość jabłek, które po zbiorach zostaną skierowane do przechowywania.

Myślę, że ważniejsza sprawa to będzie to, co będziemy mieli włożone do chłodni 1 listopada. Bo dopiero to będzie coś, co będzie miało realny wpływ na rynek – podkreślił.

To właśnie rzeczywista podaż owoców po zakończeniu zbiorów pokaże, jak duża będzie dostępność jabłek deserowych i przemysłowych oraz jak może kształtować się sytuacja cenowa w kolejnych miesiącach.

Woźniak odniósł się również do pojawiających się w przestrzeni międzynarodowej prognoz dotyczących polskiej produkcji. Jak relacjonował, podczas kongresu prognoz owoców pojawiła się nawet liczba 3,5 mln ton jabłek dla Polski. Taka liczba została zaprezentowana prze Ukraińskiego przedstawiciela.

Oczywiście wypomniałem od razu, że no słuchaj, to jest niemożliwe, daleko jednak się przesadziłeś – mówił, odnosząc się do tej prognozy.

Turcja zwiększa produkcję i pozostaje silnym konkurentem

Podczas debaty Woźniak zwrócił uwagę, że polski rynek należy analizować również w kontekście sytuacji w innych krajach produkujących jabłka. Szczególne znaczenie ma Turcja, która w ciągu ostatniej dekady bardzo mocno zwiększyła potencjał produkcyjny.

Turcja około 10 lat temu miała produkcję rzędu 2–2,5 miliona ton. Konsekwentnie, co rok po roku zwiększała produkcję zarówno jabłek, jak i czereśni (…) aż doszli do poziomu 4,5 miliona ton dwa lata temu – przypomniał Woźniak.

W ubiegłym roku turecką produkcję mocno ograniczyły przymrozki. Według przedstawionych przez niego danych zbiory spadły wówczas do około 2,5 mln ton. W tym roku produkcja ma jednak ponownie wzrosnąć do około 4,6 mln ton.

To jest nasz bezpośredni konkurent na rynkach azjatyckich. I nie jest obarczony barierą do Rosji – zauważył.

Jego zdaniem przewagę Turcji stanowi również położenie geograficzne oraz dobre relacje handlowe z krajami Zatoki Perskiej i Indiami. Turecki sektor sadowniczy w ostatnich latach rozwijał się także pod względem technologii produkcji, doboru odmian, pakowania i dystrybucji.

Woźniak wskazał jednak na pewien czynnik, który może działać na korzyść polskich producentów. Ponad połowę tureckiej produkcji stanowi odmiana Golden Delicious, podczas gdy struktura odmianowa polskiego sadownictwa jest bardziej zróżnicowana.

Francja pokazuje, jakie problemy mogą czekać Europę

Ważnym wątkiem wypowiedzi Dominika Woźniaka była również sytuacja we Francji. Jak podkreślił, tegoroczne francuskie zbiory mają być wyjątkowo niskie, mimo że nie doszło tam do podobnych, dramatycznych przymrozków jak w Polsce.

Francja w tym roku ma bardzo niskie zbiory, najniższe od wielu lat. I co jest istotne, to naprawdę warto podkreślić, to będzie, myślę, że w kolejnych latach bardzo istotne zagadnienie. Tam nie wystąpiły we Francji jakieś przymrozki, jakieś takie dramatyczne rzeczy – mówił.

Jego zdaniem przyczyną spadku produkcji są między innymi ograniczenia dotyczące dostępności środków ochrony roślin.

Oni powiedzieli jasno: redukcja plonu rzędu 20 proc. głównie ze względu na wycofywane kolejne środki ochrony roślin – zaznaczył.

Woźniak ostrzegł, że podobne problemy mogą w przyszłości w coraz większym stopniu dotyczyć również polskich sadowników.

Ja myślę, że to niestety będzie też i u nas coraz większy problem. Pamiętajmy, że w krajach, chociażby jak Turcja, no oni takich problemów nie mają – podsumował.

Nie tylko wielkość zbiorów

Wypowiedź Dominika Woźniaka pokazuje, że ocena tegorocznej sytuacji polskiego sadownictwa nie może sprowadzać się wyłącznie do jednej liczby. Różnice między prognozą GUS a szacunkami TRSK wynikają między innymi z trudności w zebraniu danych z rozdrobnionego sektora, ogromnego zróżnicowania kondycji sadów po przymrozkach oraz faktu, że prognozy powstają jeszcze przed rozpoczęciem zasadniczej części zbiorów.

Ostatecznym sprawdzianem będzie jesień i rzeczywista ilość jabłek, która trafi do gospodarstw, sortowni oraz chłodni. Dopiero wtedy rynek będzie mógł odpowiedzieć na pytanie, czy Polska rzeczywiście wyprodukuje około 3,1 mln ton jabłek, jak zakłada GUS, czy też bliższa prawdy okaże się prognoza TRSK na poziomie 2,7 mln ton.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.