Niektóre odmiany wiśni, mógły stracić nawet 50–60 proc. potencjalnego plonu

by kobieta

Mimo wiosennych przymrozków część sadowników może liczyć na zadowalające zbiory wiśni. Jak ocenia sytuację w swoim gospodarstwie Michał Piejak, wiele zależało od działań ochronnych podjętych podczas krytycznych nocy.

Tegoroczny sezon od początku budził niepokój sadowników. Wiosenne przymrozki dotknęły wiele rejonów kraju, a skala strat w sadach wiśniowych jest bardzo zróżnicowana. Jak podkreśla Michał Piejak, sytuacja w jego gospodarstwie zależy przede wszystkim od wieku i kondycji poszczególnych sadów.

Skutki przymrozków nadal trudne do oszacowania

Zdaniem Michała Piejaka pełna ocena strat spowodowanych przez wiosenne przymrozki nadal nie jest możliwa. Na ostateczny wynik wpływa nie tylko uszkodzenie kwiatów czy zawiązków przez mróz, ale również naturalny opad owoców, który teraz jest wyraźnie widoczny.

– Jedni mówią, że przymarzło mocno, inni, że szkody są niewielkie. W sadach wiśniowych widać już skutki przymrozków, ale pojawia się także duży naturalny opad owoców. Z rozmów z lokalnymi sadownikami wynika, że niektóre odmiany wiśni, jak choćby Nefris, mogą stracić nawet 50–60 proc. potencjalnego plonu – relacjonuje.

– W moim młodym sadzie wydaje mi się, że opad wyniesie około 10 procent. Natomiast w starszym sadzie widzę już straty rzędu 20, a może nawet 30 procent – mówi sadownik.

Jak wyjaśnia, wyniki w starszym sadzie nie są jednak do końca miarodajne. Kwatera była już przeznaczona do wycinki, jednak właściciel postanowił pozostawić ją jeszcze na kolejny sezon. Drzewa przez dłuższy czas nie były cięte, przez co mocno się zagęściły.

– Owoców było tam bardzo dużo. Być może gdyby sad był regularnie przycinany, opad byłby mniejszy – ocenia.

Sadownik podkreśla, że na tym etapie trudno jednoznacznie oszacować tegoroczny plon. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że w ubiegłym roku w gospodarstwie praktycznie nie prowadzono zbiorów przez przymrozki, co utrudnia bezpośrednie porównania.

Ochrona sadów mogła zrobić różnicę

Piejak podkreśla, że kluczowe znaczenie mogły mieć działania podjęte podczas przymrozków. W gospodarstwie zastosowano własne rozwiązania mające ograniczyć skutki spadków temperatury, w tym systemy wymuszające ruch cieplejszego powietrza.

– Przez trzy noce intensywnie pracowaliśmy przy ochronie sadu. Stosowałem wentylatory do mieszania ciepłego powietrza – relacjonuje.

Według niego efekty tych działań są widoczne w porównaniu z okolicznymi sadami.

– U niektórych sąsiadów owoców jest nawet trzy razy mniej niż u nas. Moim zdaniem część plonu udało się ochronić – mówi.

Szczególnie ważna mogła okazać się noc z niedzieli na poniedziałek, kiedy wystąpił stosunkowo krótki, ale dotkliwy mróz. Jak wspomina sadownik, wielu producentów nie spodziewało się wtedy zagrożenia i zrezygnowało z ochrony.

– Wiele osób wtedy odpuściło. My pracowaliśmy, bo widzieliśmy ryzyko. Wydaje mi się, że właśnie ta noc mogła mieć duże znaczenie dla późniejszego stanu sadów – podkreśla.

Choć sadownicy wciąż analizują skutki wiosennych przymrozków, coraz częściej pojawiają się pytania o termin rozpoczęcia zbiorów. Zdaniem Michała Piejaka sezon wiśniowy rozpocznie się zgodnie z typowym kalendarzem dla tej uprawy.

– Moim zdaniem pierwsze większe zbiory wiśni ruszą około połowy lipca, a główny sezon przypadnie prawdopodobnie na ostatni tydzień miesiąca – ocenia.

Pełny obraz tegorocznej produkcji poznamy jednak dopiero po zakończeniu zbiorów. Już dziś widać jednak, że gospodarstwa, które zdecydowały się na aktywną ochronę sadów podczas przymrozków, mogą liczyć na znacznie lepsze wyniki niż plantacje pozostawione bez zabezpieczenia.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować