Mniej jabłek w sadach, ale ceny nie zachwycą. Sadownicy mierzą się z trudnym sezonem
Tegoroczny sezon dla polskich sadowników zapowiada się jako jeden z najtrudniejszych od wielu lat. Choć komisje wciąż szacują skalę strat, wstępne dane wskazują, że na drzewach jest co najmniej o połowę mniej owoców niż w typowym roku. Przyczyną są przede wszystkim wiosenne przymrozki, gradobicia, upały oraz utrzymująca się susza. Eksperci studzą jednak nadzieje producentów na znaczący wzrost cen jabłek – informuje Agrobzies w TVP.
W gospodarstwie państwa Domańskich część plonów udało się uratować dzięki siatkom przeciwgradowym, które okazały się skuteczną ochroną nie tylko przed gradem, ale także przed skutkami wiosennych przymrozków i letnich upałów.
– To ciężkie lata. Człowiek czasem przeżywa załamanie, jak w tym roku po przymrozkach, kiedy chodziło się po sadzie i trudno było znaleźć owoce. Dużo jednak stymulowaliśmy drzewa, stosowaliśmy odżywki i myślę, że przyniosło to pewien efekt – mówi sadownik Dominik Domański.
Według ankiet przeprowadzonych przez jedną z organizacji producentów zbiory jabłek mogą być nawet o połowę niższe niż zazwyczaj. Hubert Woźniak zwraca jednak uwagę, że mniejsze plony nie oznaczają automatycznie wysokich cen.
– Moje stanowisko będzie kontrowersyjne. Zbiory jabłek będą najniższe od wielu lat, więc sadownicy liczą na bardzo wysokie ceny. Niestety, tak się nie stanie. Będą to raczej ceny na średnim poziomie – ocenia ekspert.
Sytuację komplikuje fakt, że cała Europa rozpoczyna nowy sezon z dużymi zapasami jabłek z ubiegłorocznych zbiorów, przy jednocześnie słabym popycie. Oznacza to, że część tegorocznych owoców trafi na rynek deserowy, a znaczna ilość zostanie przeznaczona do przetwórstwa.
Eksperci podkreślają również, że Polska nie może oderwać się od realiów europejskiego rynku.
– Jeśli będziemy oczekiwać zbyt wysokich cen, zamiast eksportować jabłka, zaczniemy sprowadzać tańsze owoce z zagranicy. Trzeba przygotować się na to, że cenowych fajerwerków nie będzie – wskazuje Woźniak.
Problemy sadowników nie kończą się jednak na rynku. Koszty produkcji nieustannie rosną, a zmiany klimatyczne stają się coraz bardziej odczuwalne. W wielu regionach owoce zostały uszkodzone przez grad i poparzenia słoneczne. Także w gospodarstwie Domańskich siatki ochronne ograniczyły skalę uszkodzeń.
– Tam, gdzie nie było siatek, pojawiło się sporo plam słonecznych. Osłony pomogły ochronić owoce przed skutkami upałów – podkreśla sadownik.
Coraz większym wyzwaniem pozostaje również susza. Wody zaczyna brakować nawet w studniach głębinowych, dlatego producenci szukają nowych sposobów na zatrzymanie wilgoci w glebie. W ramach projektu prowadzone są doświadczenia polegające m.in. na ściółkowaniu sadów słomą, która poprawia zawartość materii organicznej i pomaga ograniczyć parowanie wody.
Obecny sezon pokazuje, że sadownictwo stoi dziś przed podwójnym wyzwaniem. Z jednej strony producenci muszą radzić sobie z coraz częstszymi ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi, z drugiej – z trudną sytuacją rynkową i malejącą opłacalnością produkcji. Problemy sektora sadowniczego mogą w najbliższych latach odbić się nie tylko na samych gospodarstwach, ale również na przetwórstwie, handlu oraz całej gospodarce związanej z produkcją owoców.
