Jacek Pruszkowski: „Nie zmieni się nic, dopóki sami nie zbudujemy swojej pozycji na rynku”
Sytuacja na rynku wiśni po raz kolejny wywołała ogromne emocje wśród sadowników. Niskie ceny skupu, ograniczona siła negocjacyjna producentów oraz dominująca pozycja przetwórców sprawiają, że wielu zadaje sobie pytanie, czy przez ostatnie dekady wyciągnęliśmy jakiekolwiek wnioski. Do obecnej sytuacji odniósł się Jacek Pruszkowski, sadownik z powiatu grójeckiego.
– Obserwuję to, co dzieje się na rynku wiśni, choć sam od wielu lat nie prowadzę już produkcji tego gatunku – poza kilkoma drzewami. Patrząc jednak na obecną sytuację i porównując ją z tym, co działo się ponad dwadzieścia lat temu, trudno nie dojść do wniosku, że niewiele się zmieniło – mówi Jacek Pruszkowski.
Jak przypomina, przed laty sadownicy organizowali protesty i blokady zakładów przetwórczych, licząc na poprawę swojej sytuacji. Mimo upływu czasu problemy pozostają jednak niemal identyczne.
– Były strajki, blokady zakładów i prawdziwe pospolite ruszenie producentów. Dziś okazuje się, że przez tyle lat nie potrafiliśmy zbudować trwałych mechanizmów, które dawałyby sadownikom realny wpływ na rynek. Nadal znajdujemy się w tej samej sytuacji – ocenia.
Zdaniem sadownika tegoroczny kryzys, który dotyka nie tylko producentów wiśni, ale również wielu innych gatunków owoców, powinien stać się impulsem do głębszej refleksji nad przyszłością polskiego sadownictwa.
– To powinno dać nam wszystkim dużo do myślenia. Musimy zastanowić się, co chcemy robić dalej i przede wszystkim, jak możemy pomóc sami sobie. Liczenie wyłącznie na kolejne interwencje nie rozwiąże problemu – podkreśla.
Pruszkowski zwraca uwagę, że przy silnej koncentracji rynku po stronie odbiorców możliwości administracyjnego wpływu na ceny są bardzo ograniczone.
– Można dyskutować o działaniach ministrów czy kolejnych zapowiedziach interwencji, ale jeśli po stronie skupu funkcjonuje praktycznie monopol lub bardzo silna koncentracja rynku, to pole manewru państwa jest niewielkie. Dopóki producenci nie będą dysponowali własną siłą rynkową i udziałem w kanałach dystrybucji, ich pozycja negocjacyjna pozostanie słaba – zaznacza.
Według sadownika kluczowym wyzwaniem jest budowanie organizacji producentów oraz większego wpływu na sprzedaż i przetwórstwo owoców, zamiast dalszego zwiększania produkcji.
– Jeżeli nie będziemy mieli realnego udziału w rynku i własnych kanałów sprzedaży, sytuacja będzie się tylko pogarszać. To widać od lat. Dlatego zamiast bez końca sadzić kolejne hektary, powinniśmy zacząć myśleć strategicznie o tym, jak zwiększyć swoją siłę ekonomiczną i organizacyjną – podsumowuje Jacek Pruszkowski.
Obecny sezon po raz kolejny pokazuje, że problem rynku wiśni nie sprowadza się wyłącznie do wysokości cen skupu. Coraz wyraźniej uwidacznia się kwestia struktury rynku oraz słabej pozycji producentów wobec dużych podmiotów skupujących. Zdaniem wielu sadowników bez długofalowych zmian organizacyjnych podobne kryzysy będą powracały również w kolejnych latach.
