Ceny wiśni runęły w trzy dni! Sadownicy alarmują: „To nie rynek. Ktoś wykorzystuje naszą bezradność”
W środku sezonu wiśniowego wśród producentów narasta ogromne oburzenie. W ciągu zaledwie kilku dni ceny skupu spadły nawet o połowę, choć plony są znacznie niższe niż przed rokiem. Zdaniem Piotra Pasika, prezesa Krajowego Stowarzyszenia Producentów Wiśni, trudno mówić o zwykłych prawach rynku. – Zakłady przetwórcze wykorzystują swoją przewagę – mówi w rozmowie z naszym portalem.
Ceny jak sprzed pięciu lat, koszty wyższe o 70%
Piotr Pasik podkreśla, że większość sadowników od dwóch tygodni prowadzi intensywne zbiory. W tym samym czasie zakłady przetwórcze zaczęły gwałtownie obniżać ceny.
– My mamy ceny praktycznie sprzed pięciu lat, a nasze koszty wzrosły o około 70 procent. Podrożały drzewka, robocizna, środki produkcji, paliwo i wszystkie koszty pracy. Tymczasem cena skupu wróciła do poziomów sprzed kilku sezonów – podkreśla.
Szczególnie trudna jest sytuacja producentów zbierających owoce ręcznie. Koszt zbioru często pochłania znaczną część ceny oferowanej przez skupy. W praktyce wielu gospodarzy pracuje poniżej kosztów produkcji.
– Rolnik dziś nie zarabia. On nie dostaje nawet złotówki zysku. W wielu przypadkach dokłada do produkcji.
Wiśni nie można zostawić na drzewie
W przeciwieństwie do jabłek sadownicy nie mogą przeczekać niskich cen.
– To jest owoc miękki. Nie możemy powiedzieć: poczekamy tydzień. Wiśnia nie poleży na drzewie. Trzeba ją zebrać, bo inaczej stracimy nie tylko tegoroczny plon, ale możemy osłabić drzewa na przyszły sezon.
To właśnie ta presja czasu sprawia, że zakłady przetwórcze mają wyjątkowo silną pozycję negocjacyjną.
Spadek ceny o połowę w trzy dni. Przypadek?
Najwięcej emocji budzi tempo zmian cen.
– W ciągu trzech dni cena spadła praktycznie o połowę. I trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie. Zakłady nie sprzedają przecież tych wiśni od razu. Mrożą je, przetwarzają i sprzedają dopiero za kilka miesięcy.
Zdaniem prezesa Krajowego Stowarzyszenia Producentów Wiśni sytuacja wygląda nielogicznie również dlatego, że Europa zmaga się z niedoborami owoców.
W Europie brakuje wiśni, a w Polsce ceny spadają
Jak podkreśla Piotr Pasik, wiele krajów poniosło ogromne straty po wiosennych przymrozkach.
– Na Węgrzech mówi się nawet o 90-procentowych stratach. Zainteresowanie zakupem wiśni jest bardzo duże. Tymczasem w Polsce, mimo że również mamy znacznie mniejsze zbiory, ceny lecą w dół. To jest całkowicie wbrew logice podaży i popytu.
Według szacunków producentów tegoroczne zbiory w Polsce wynoszą średnio około 50 procent normalnego plonu. W wielu sadach są kwatery, które praktycznie nie owocowały po przymrozkach i gradobiciach.
„Nie możemy zrobić strajku”
Pojawiają się głosy, że sadownicy powinni wspólnie wstrzymać sprzedaż owoców. Prezes stowarzyszenia odpowiada krótko:
– Nie ma takiej możliwości. Wiśni nie da się przetrzymać. To nie jabłka. Albo zbierzemy je teraz, albo zostaną na drzewach i stracimy wszystko.
Apel do UOKiK i Ministerstwa Rolnictwa
Piotr Pasik apeluje o zdecydowane działania zarówno do UOKiK, jak i Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jak mówi, producenci od lat rozmawiają z przetwórcami o zasadach handlu, jednak niewiele z tych rozmów wynika.
Największym problemem pozostaje brak przejrzystych zasad.
– Gdzie na świecie jest tak, że przywożę towar do skupu i nie wiem, jaką cenę za niego dostanę? Do czego są powołane odpowiednie instytucje?
Zdaniem prezesa potrzebne są rozwiązania systemowe, które uniemożliwią skupowanie owoców poniżej kosztów produkcji. Według wyliczeń środowiska sadowniczego koszt wyprodukowania kilograma wiśni przemysłowej w tym sezonie wynosi około 3,79 zł/kg.
Największe ryzyko ponosi sadownik
Prezes Krajowego Stowarzyszenia Producentów Wiśni podkreśla, że przetwórcy również prowadzą działalność gospodarczą i ponoszą koszty. Jednak to sadownik bierze na siebie całe ryzyko związane z pogodą, przymrozkami, gradem i wielomiesięczną pielęgnacją sadu.
– Handel powinien opierać się na partnerstwie. Dziś tego partnerstwa nie ma. Zakłady mają przewagę, bo wiedzą, że sadownik musi sprzedać owoce natychmiast.
Na koniec Piotr Pasik apeluje o nagłośnienie problemu. Jak podkreśla, konsumenci często widzą w sklepach wiśnie po kilkanaście, a nawet dwadzieścia złotych za kilogram, podczas gdy producent otrzymuje za owoce przemysłowe stawki, które nie pokrywają nawet kosztów ich wyprodukowania.
Czy tegoroczny sezon stanie się punktem zwrotnym dla rynku wiśni? Sadownicy liczą, że sprawą zainteresują się nie tylko urzędy, ale również opinia publiczna.
