Sezon brzoskwiń jest obecnie na początku. Sadownik Grzegorz Dybiec z okolic Sandomierza, rozpoczyna zbiory kolejnych odmian – w najbliższych dniach będzie zbierał już trzecią odmianę. W typowym roku pierwsze brzoskwinie zaczynają dojrzewać około 10 lipca, a zbiory trwają do połowy września.
W przypadku moreli sezon jest już bardziej zaawansowany. Grzegorz uprawia jedynie kilka wcześniejszych odmian, traktując je jako uzupełnienie przed rozpoczęciem zbiorów brzoskwiń.
Przymrozki i grad mocno ograniczyły plony
Tegoroczny sezon został silnie dotknięty przez wiosenne przymrozki, a później także grad. Owoce uszkodzone przez grad nie nadają się do sprzedaży w handlu detalicznym, dlatego często trafiają pod drzewa.
Problemem jest również brak rynku dla takich owoców.
– Skup na brzoskwinię zaczyna się dopiero pod koniec sezonu, mniej więcej przy odmianie Redhaven. Działa bardzo krótko, bo przetwórnie muszą przestawiać linie technologiczne na odpestkowywanie brzoskwiń. To im się często nie opłaca.
W praktyce oznacza to, że sadownicy mają niewielkie możliwości sprzedaży owoców przemysłowych, szczególnie tych uszkodzonych przez grad.

Ceny są dobre, ale owoców deserowych jest bardzo mało
Pierwsze partie brzoskwiń sprzedawane były po 6–7 zł/kg, co daje około 100–110 zł za skrzynkę. Obecnie ceny nadal utrzymują się na dobrym poziomie – na giełdzie dochodzą do około 100 zł za skrzynkę, natomiast przy sprzedaży hurtowej sadownik uzyskuje około 80 – 90 zł za skrzynkę.
Jak podkreśla Grzegorz Dybiec, wysokie ceny nie rekompensują jednak ogromnych strat w plonach.
Skala strat jest porażająca. Z 1,5-hektarowej kwatery, która zwykle rodzi około 40 ton owoców, uda się zebrać jedynie 6–7 ton. Dla porównania, rok temu – mimo przymrozków – plon wyniósł tam około 20 ton. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja na pozostałych 7 hektarach sadów brzoskwiniowych, morelowych i nektarynowych, gdzie plony zostały zniszczone w 100 procentach!
Jak podkreśla sadownik, plon z zaledwie 1,5 hektara nie jest w stanie zrekompensować strat poniesionych na 7 hektarach sadu, gdzie nie ma już czego zbierać.

Wielkość owoców zależy od przerzedzania
Zdaniem sadownika wielu producentów nie wykonuje prawidłowego przerzedzania zawiązków.
– Brzoskwinia nie rośnie jak jabłoń. Jeśli zostawi się za dużo owoców na drzewie, będą drobne. U mnie na jedno drzewo przypada nawet 30–45 minut przerzedzania. Docelowo między owocami powinno być około 15–20 cm odstępu.
Brak tego zabiegu powoduje, że na rynek trafiają drobne owoce, co obniża ceny całego rynku.
Koniec sezonu
Zbiory brzoskwiń potrwają do połowy września, czyli praktycznie do rozpoczęcia głównego sezonu jabłkowego. Niektórzy producenci przechowują późniejsze odmiany w chłodniach, licząc na wyższe ceny. Grzegorz zrezygnował jednak z bardzo późnej odmiany Inka, ponieważ pod koniec sezonu ceny często spadają nawet do około 30 zł za skrzynkę (około 2–2,5 zł/kg).
Nektarynki
W przypadku nektarynek rozpoczęły się zbiory drugiej odmiany. Wczesne odmiany zostały już zebrane, jednak plony okazały się bardzo słabe.
– W tym roku miałem zaledwie dwie skrzynki. Mam też nektarynki białomiąższowe, ale przez przymrozki praktycznie nie wydały owoców. Nektarynki są bardziej wrażliwe na przymrozki niż brzoskwinie.

Tegoroczny sezon pokazuje, jak bardzo produkcja owoców pestkowych zależy od pogody. Nawet dobre ceny nie są w stanie zrekompensować strat, gdy wiosenne przymrozki i grad ograniczają plony do ułamka normalnych zbiorów. Dla wielu sadowników największym problemem nie jest dziś sprzedaż, lecz zwyczajnie brak owoców.
Przed producentami pozostaje jeszcze kilka tygodni zbiorów brzoskwiń. To, jak zakończy się sezon, będzie zależało od przebiegu pogody oraz utrzymania obecnych cen. Jedno jest jednak pewne – dla wielu gospodarstw z regionu Sandomierza rok ten zapisze się jako jeden z najtrudniejszych sezonów ostatnich lat.
