Pracownik nie chce słuchać gospodarza? Dyskusja sadowników pokazuje, że problem jest znacznie szerszy

by kobieta

Czy dzisiejszy pracownik rzeczywiście jest trudniejszy do znalezienia, wyszkolenia i utrzymania? A może zmieniły się po prostu oczekiwania obu stron? Dyskusja, która wywiązała się na grupie „Sadownictwo – doradztwo”, pokazuje, że temat pracowników w gospodarstwach wciąż budzi sporo emocji. I trudno sprowadzić go wyłącznie do narzekania na jakość pracy.

Punkt wyjścia był bardzo prosty. Autor wpisu zwrócił się do innych sadowników z pytaniem, czy również mają problem z pracownikami, którym – jak opisywał – trudno przekazać sposób wykonania konkretnej pracy. Zwracał uwagę na sytuacje, w których pracownik po zwróceniu uwagi miał reagować niechęcią albo deklarować, że po prostu wróci do domu.

Na pierwszy rzut oka to historia dobrze znana wielu gospodarzom. W sadownictwie, szczególnie w okresach spiętrzenia prac, sprawna organizacja zespołu ma ogromne znaczenie. Czasu jest niewiele, czynności trzeba wykonywać w określony sposób, a błędy mogą kosztować nie tylko kilka godzin pracy, ale również uszkodzenia drzew, owoców czy sprzętu.

Jednak komentarze pod wpisem szybko pokazały, że problem nie kończy się na stwierdzeniu: „dzisiejsi pracownicy nie chcą pracować”.

„Kiedyś było inaczej” – ale czy na pewno?

Część sadowników uczestniczących w dyskusji opisywała podobne doświadczenia. Pojawiały się relacje o osobach, które mimo wielokrotnego pokazania pracy wykonywały ją po swojemu, a po zwróceniu uwagi tłumaczyły, że wcześniej robiły inaczej.

W komentarzach przewijał się również pogląd, że część pracowników przyzwyczaiła się do stawiania własnych warunków. Zdaniem niektórych uczestników dyskusji wpływają na to wyższe oczekiwania finansowe, większa możliwość wyboru miejsca pracy oraz przekonanie, że w razie konfliktu bez większego problemu można znaleźć inne zajęcie.

Niektórzy sadownicy porównywali obecną sytuację z wcześniejszymi latami, kiedy – w ich ocenie – pracownik miał mniejszą możliwość dyktowania warunków. Pojawiły się również głosy, że część problemów wynika z tego, iż gospodarze zbyt długo tolerują zachowania, których nie zaakceptowaliby w innych warunkach.

Ale w tej dyskusji pojawiła się również druga strona medalu.

Czy problem leży wyłącznie po stronie pracownika?

Nie wszyscy komentujący patrzyli na sprawę wyłącznie przez pryzmat winy pracowników. W dyskusji pojawiły się głosy zwracające uwagę na rolę gospodarza i sposób organizacji pracy.

To ważny element całej rozmowy. Pracownik może nie mieć doświadczenia, może czegoś nie rozumieć albo po prostu potrzebować kilku dni, żeby nauczyć się konkretnego systemu pracy. W gospodarstwie, w którym zatrudnia się ludzi sezonowo, rotacja jest przecież częścią rzeczywistości. Nie każdy nowy pracownik od pierwszego dnia będzie znał specyfikę danego sadu, odmiany, sposób cięcia, zbioru czy obsługi maszyn.

Granica między „pracownik nie chce się nauczyć” a „pracownik nie został właściwie wdrożony” nie zawsze jest więc tak oczywista, jak może się wydawać.

Jeden z uczestników dyskusji zwrócił uwagę właśnie na odpowiedzialność gospodarza: skoro ktoś zatrudnia pracowników, musi również organizować ich pracę i egzekwować ustalone zasady. Inni wskazywali natomiast, że nadmierna pobłażliwość może prowadzić do sytuacji, w której pracownik zaczyna traktować wymagania gospodarstwa jako coś opcjonalnego.

Pieniądze, transport i warunki pracy

W komentarzach pojawił się też bardzo praktyczny wątek. Pracownik nie jest dla gospodarstwa wyłącznie kosztem stawki godzinowej czy dniówki.

Dochodzi transport, organizacja dojazdu, czas poświęcony na znalezienie ludzi, zakwaterowanie, wyżywienie w niektórych przypadkach, przygotowanie stanowiska pracy i czas gospodarza poświęcony na nadzór.

Jeden z uczestników opisywał własne rozwiązanie, w którym stara się odpowiednio wynagradzać ludzi, a jednocześnie sam organizuje pracowników i nie korzysta z dodatkowych pośredników. Inni wskazywali, że właśnie różnice w wynagrodzeniach, warunkach i sposobie organizacji mogą powodować, że pracownicy wybierają konkretne gospodarstwa.

To pokazuje jeszcze jedną rzecz: rynek pracy w sadownictwie coraz trudniej analizować wyłącznie przez wysokość stawki.

Dla jednego pracownika najważniejsze będzie wynagrodzenie. Dla innego transport. Dla kolejnego liczba godzin, atmosfera, sposób traktowania albo możliwość szybkiego rozpoczęcia i zakończenia pracy.

„Problem z pracownikiem” czy problem z całym modelem zatrudnienia?

I tutaj dochodzimy do najciekawszego pytania, jakie wynika z całej dyskusji. Być może problem nie polega wyłącznie na tym, że „ludzie nie chcą pracować”. Być może zmienił się cały układ zależności między gospodarzem a pracownikiem.

Pracownik ma dziś większą możliwość odejścia. Gospodarz natomiast nadal odpowiada za wykonanie pracy w konkretnym terminie. Jeżeli podczas zbiorów zabraknie kilku osób, nie zawsze można po prostu przesunąć zadanie o tydzień.

Z drugiej strony pracownik, który przychodzi do nowego gospodarstwa, również podejmuje ryzyko. Nie wie, czy ustalenia dotyczące wynagrodzenia zostaną dotrzymane, jak będzie wyglądała organizacja pracy i sposób traktowania ludzi.

W efekcie obie strony mają swoje oczekiwania, a problem zaczyna się wtedy, gdy nie zostaną one jasno określone.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.