Wiosenne przymrozki ponownie dały się we znaki sadownikom. Tegoroczna fala spadków temperatury okazała się szczególnie dotkliwa dla drzew ziarnkowych znajdujących się w fazie kwitnienia. W takich warunkach wystarczy spadek temperatury do około -5°C, aby mówić nawet o całkowitych stratach w plonach, a w wielu sadach temperatura wynosiła -6, czy -8 stopni C.
Pierwsze uszkodzenia pojawiają się jednak znacznie wcześniej. Już przy -2°C dochodzi do naruszenia delikatnych struktur kwiatów, co znacząco ogranicza ich zdolność do zawiązywania owoców. To oznacza, że nawet krótkotrwałe ochłodzenia mogą mieć poważne konsekwencje dla przyszłych zbiorów.
Na rozmiar szkód w tym sezonie istotnie wpłynęły również warunki glebowe. Przedłużający się okres bez opadów sprawił, że podłoże było bardzo przesuszone. W takich warunkach gleba szybciej się wychładza, ponieważ brakuje w niej wody, która zwykle akumuluje ciepło w ciągu dnia i oddaje je nocą. W rezultacie temperatura przy powierzchni gruntu obniżała się szybciej i osiągała niższe poziomy, co nasilało skutki przymrozków.
Nie bez znaczenia pozostają również uszkodzenia pozimowe. Choć wiele pąków na pierwszy rzut oka wydawało się zdrowych, dokładniejsze obserwacje ujawniały przebarwienia tkanek oraz ich osłabienie. Tego rodzaju mikrouszkodzenia znacząco obniżają odporność roślin na stres termiczny.
W praktyce oznacza to, że pąki, które w normalnych warunkach byłyby w stanie przetrwać temperaturę na poziomie -3°C, w tym sezonie ulegały uszkodzeniom już przy -1°C. Takie obniżenie progu odporności sprawiło, że skala strat w wielu sadach może być znacznie większa, niż początkowo zakładano.
Sadownicy stoją dziś przed trudnym wyzwaniem oceny rzeczywistych strat oraz planowania dalszych działań w sezonie. Jedno jest pewne – tegoroczna wiosna po raz kolejny pokazała, jak duże znaczenie mają zmienne warunki pogodowe i jak silnie mogą one wpłynąć na produkcję owoców.






