Kto sprzeda taniej Galę?

by kobieta

Mniejsi eksporterzy zwracają uwagę na problem, który od lat pojawia się na rynku jabłek: wzajemne zbijanie cen przez duże grupy producenckie i inne podmioty handlowe może uderzać przede wszystkim w sadowników. „Kto na tym traci? Nie grupy, nie sprzedający, ale sadownicy” – mówi jeden z uczestników rynku.

Na rynku jabłek eksportowych znów pojawia się pytanie, czy część firm i grup producenckich nie zaczyna zbyt agresywnie konkurować ceną. W efekcie stawki oferowane zagranicznym odbiorcom spadają, a wraz z nimi presja przenosi się na ceny płacone sadownikom.

Jeden z eksporterów, który zgodził się na rozmowę pod warunkiem zachowania anonimowości, zwraca uwagę, że sytuacja jest szczególnie widoczna w przypadku Gali.

– Na razie nie mam jeszcze oficjalnej ceny dla swoich dostawców. Czekam, co pokaże rynek. Pojawiają się oferty dużych podmiotów w okolicach 1,50 zł za kilogram, w Sandomierzu słyszę o 1,40 zł za Galę – za wagę w skrzyni. Do sortu mówi się o 1,70–1,80 zł. Na razie czekamy – mówi.

Jednocześnie handel eksportowy już się rozpoczyna. Jak zaznacza rozmówca, firma przygotowuje pierwsze wysyłki na rynek indyjski.

„Ktoś oferuje dwa dolary taniej”

Problemem, na który eksporter zwraca szczególną uwagę, są sygnały od zagranicznych klientów. Według jego relacji odbiorcy informują, że polskie jabłka są obecnie oferowane taniej niż jeszcze kilka dni wcześniej.

– Klienci piszą, że polscy eksporterzy mają oferty nawet o dwa dolary taniej na buszlu niż przed niedzielą – mówi.

Skąd taka obniżka?

– Grupy albo inni podmioty. Nie wiem dokładnie kto. Ale ktoś schodzi z ceny i to mocno– dodaje.

Zdaniem eksportera może to prowadzić do sytuacji, w której firmy konkurują ze sobą nie tym, kto ma lepszy produkt czy stabilniejszą ofertę, ale tym, kto zaoferuje zagranicznemu klientowi niższą cenę.

– Oni się prześcigają, kto sprzeda taniej albo kto sprzeda więcej. Tego nie rozumiem – mówi.

I właśnie tutaj, jego zdaniem, pojawia się problem dla całego rynku.

Historia może się powtarzać

Rozmówca przypomina sytuację sprzed kilku lat. Wtedy początkowe stawki za Galę były znacznie wyższe, jednak jedna z dużych grup producenckich zdecydowała się zaoferować jabłka taniej, mimo że – jak twierdzi eksporter – nie musiała tego robić.

– Pierwsze stawki za Galę były wtedy po około 3 złote. Jedna z dużych grup w powiecie grójeckim, jedna z największych, mogła wziąć 3 złote, a powiedziała, że sprzedaje po 2,40 zł. I momentalnie wszystkie mniejsze podmioty musiały się do tego dostosować – wspomina.

Według niego podobny mechanizm może być widoczny również teraz.

Początkowo mówiło się o stawkach rzędu 2,20 zł za kilogram, później około 2 zł, a obecnie pojawiają się oferty na poziomie 1,80 zł za lepszą Galę.

– Jeżeli duży podmiot znowu zrobi 1,80 zł, wszystkie mniejsze podmioty też będą musiały obniżyć ceny. A kto na tym traci? Nie grupy, nie sprzedający, ale sadownicy – podkreśla.

„Ludzie sami sobie utrudniają życie”

Zdaniem eksportera problem nie polega wyłącznie na tym, że ktoś chce sprzedać większą ilość jabłek. Chodzi o sposób konkurowania.

– Ludzie sami sobie utrudniają życie. Naprawdę można byłoby to spokojnie handlować tak jak było, ale nie. Trzeba się ścigać: kto taniej sprzeda – mówi.

Jak zauważa, część sadowników nie chce dziś sprzedawać jabłek po 1,80 zł, licząc na poprawę sytuacji.

– Dzwonią ludzie, mówimy 1,80 zł do sortu i nie chcą sprzedawać. Mówią, że to za tanio. Ale takie są teraz stawki na rynku – tłumaczy.

To z kolei może doprowadzić do sytuacji, w której presja cenowa zacznie działać w drugą stronę.

Sadownicy też mogą powiedzieć „nie”

Eksporter zwraca uwagę, że jeżeli sadownicy konsekwentnie odmówią sprzedaży po zbyt niskich stawkach, grupy i firmy mogą zostać zmuszone do podniesienia cen, aby wywiązać się z kontraktów eksportowych.

– Jeżeli sadownicy nie będą chcieli sprzedawać, wtedy grupy będą musiały powiedzieć swoim klientom w Indiach czy innych krajach: musicie dać więcej, bo nie mamy jabłek w tej cenie. To też jest jakieś rozwiązanie – zauważa.

Rynek działa bowiem w obie strony. Tak jak eksporterzy i grupy producenckie mogą próbować konkurować ceną, tak sadownicy mogą zdecydować, że przy określonej stawce nie sprzedają.

– Jeżeli duże grupy chcą schodzić z ceny i przebijać się, kto taniej sprzeda i kto więcej, to sadownicy też mogą powiedzieć: w takim razie nie sprzedajemy – podsumowuje rozmówca.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.