Borówka po trudnym sezonie. Marceli Dubczyk: „Największym problemem stają się ludzie do zbioru”

by kobieta

Tegoroczny sezon borówkowy przyniósł plantatorom wiele wyzwań. Najpierw upały w okresie dojrzewania pierwszych odmian, później chłody i opady, problemy z jakością owoców, a w szczycie zbiorów bardzo niskie ceny. O sytuacji na plantacjach, cenach borówki i coraz większym problemie z dostępnością pracowników mówił podczas Borówkowego Factory 2026 Marceli Dubczyk, prezes Stowarzyszenia Polskich Plantatorów Borówki.

4 września w Karczmiskach odbył się finał tegorocznej edycji Borówkowego Factory. Spotkanie, organizowane na plantacji dr. Pawła Krawca, było okazją do podsumowania sezonu 2026 oraz oceny rozwiązań stosowanych w uprawie borówki wysokiej. W programie znalazła się m.in. debata dotycząca rynku borówki, w której uczestniczył Marceli Dubczyk.

Trudny początek sezonu

Zdaniem Marcelego Dubczyka tegoroczny sezon od początku stawiał przed plantatorami poważne wyzwania. Szczególnie mocno dały się we znaki warunki pogodowe w okresie dojrzewania pierwszych odmian.

– Na dzień dobry mieliśmy falę upałów w momencie dojrzewania pierwszych jagód, czyli odmian typu Duke. Spowodowało to znaczące obniżenie jakości. Potem po fali upałów przyszły chłody i deszcze – mówił Marceli Dubczyk.

Jak podkreślał, początek sezonu upłynął przede wszystkim pod znakiem problemów z jakością i nierównomiernym dojrzewaniem owoców. Dotyczyło to m.in. odmiany Duke.

– Duke był niewybarwiony, nie miał takich parametrów. Odbiorcy, szczególnie z najbardziej wymagających rynków, zgłaszali, że poziom Brix w tych jagodach jest niewystarczający – wskazywał prezes Stowarzyszenia Polskich Plantatorów Borówki.

Pogoda przełożyła się więc nie tylko na tempo dojrzewania, ale również na parametry handlowe owoców. Dla plantatorów oznaczało to dodatkową presję ze strony odbiorców i konieczność większej selekcji produkcji.

Borówka po 10 zł za kilogram

Kolejnym problemem okazały się ceny. Początkowo część producentów spodziewała się mniejszej ilości owoców na rynku. Ostatecznie podaż okazała się większa, niż wcześniej zakładano, co doprowadziło do gwałtownego spadku cen w szczycie sezonu.

– Borówka w tym roku potrafiła spaść nawet do 10 zł – mówił Dubczyk.

Przy obecnych kosztach produkcji tak niski poziom cen jest szczególnie trudny do zaakceptowania. Jak zauważył, rosną wydatki związane z ochroną, zbiorem oraz logistyką, dlatego cena na poziomie 10 zł za kilogram stanowi dla producentów poważne wyzwanie.

Jednocześnie sytuacja na rynku zaczęła się poprawiać wraz z końcówką sezonu.

– W sierpniu mamy odbicie cenowe. Z prostej przyczyny – po prostu mamy mniej owocu na rynku. W tej chwili ceny są satysfakcjonujące. Za dobrej jakości jagody można uzyskać ponad 30 zł – powiedział.

To jednak nie oznacza, że poprawa cen rozwiązała wszystkie problemy plantatorów.

Cena jest, ale brakuje ludzi

W ocenie Marcelego Dubczyka jednym z najpoważniejszych problemów polskiej produkcji borówki staje się dziś dostępność pracowników do zbioru.

– Tej dobrej jakości jagód w tej chwili już nie ma, a co najważniejsze, nie ma kto ich zbierać. To jest bardzo poważny problem, który z roku na rok się pogłębia – podkreślał.

W jego gospodarstwie sezon, mimo trudnego początku i bardzo niskich cen w szczycie zbiorów, można uznać za udany. Jednocześnie producent zwraca uwagę, że coraz trudniej patrzeć na kolejne lata bez obaw o organizację zbiorów.

– Pomimo udanego sezonu, pomimo zbiorów satysfakcjonujących, pomimo sprzedaży w odpowiednim terminie i uzyskania dobrych cen jest niepokój o przyszłe lata. Kto nam to po prostu zbierze? – pytał.

Problem dotyczy również pracowników z Ukrainy. Jak zaznaczył Dubczyk, procedury związane z ich zatrudnianiem stały się trudniejsze, co dodatkowo komplikuje organizację pracy w gospodarstwach.

Mechaniczny zbiór nie dla każdej plantacji

Jedną z odpowiedzi na rosnące problemy z pracownikami może być mechanizacja zbioru. Nie jest to jednak rozwiązanie możliwe do zastosowania na każdej plantacji.

– Oczywiście możemy nastawić się na zbiór kombajnowy, natomiast nie każda plantacja jest do tego przystosowana i nie każda odmiana się do tego nadaje – zaznaczył Dubczyk.

W praktyce owoce z plantacji niedostosowanych do mechanicznego zbioru mogą trafiać w większym stopniu do przetwórstwa. To z kolei oznacza niższą wartość produkcji w porównaniu z owocem przeznaczonym na rynek świeży.

Kwestia przygotowania plantacji do zbioru mechanicznego była zresztą jednym z tematów tegorocznego Borówkowego Factory. W trakcie wydarzenia prezentowano m.in. rozwiązania dotyczące formowania i prowadzenia krzewów pod zbiór kombajnowy oraz pokazano pracę kombajnu do zbioru borówki.

Przechowywanie sposobem na przeczekanie dołka cenowego

Dubczyk zwrócił również uwagę na znaczenie przechowywania owoców. W jego gospodarstwie w sytuacji bardzo niskich cen część odmian, które nadają się do przechowania, nie jest sprzedawana natychmiast.

– Jeżeli mamy odmiany, które jesteśmy w stanie przechować, po prostu przechowujemy je i sprzedajemy w momencie, kiedy ceny zaczynają wzrastać – wyjaśnił.

Taka strategia pozwala częściowo uniezależnić sprzedaż od sytuacji w szczycie podaży. W tym sezonie, jak wynika z jego obserwacji, przyniosło to wymierny efekt.

Zbiory mogą potrwać do końca września

Mimo że główny okres zbiorów borówki jest już za nami, na części plantacji owoce mogą być zbierane jeszcze pod koniec września. Dotyczy to przede wszystkim późniejszych odmian.

– Jeżeli ktoś ma kim zbierać, to zbiory spokojnie do końca września na niektórych plantacjach jeszcze będą się odbywać – mówił Dubczyk.

Wymienił m.in. takie odmiany jak Aurora i Last Call, a w niektórych gospodarstwach także Liberty czy Chandler.

Jednocześnie wraz z nadejściem września zmieniają się warunki zbioru. Chłodniejsze poranki i rosa wpływają na jakość owoców. Z drugiej strony mniejsza podaż może podtrzymywać zainteresowanie rynku.

Udany sezon, ale z dużym znakiem zapytania

Podsumowując tegoroczne zbiory, Marceli Dubczyk ocenia swój sezon jako udany. Nie oznacza to jednak, że sytuacja producentów jest stabilna.

Problemem pozostają rosnące koszty produkcji, duże wahania cen, wymagania odbiorców oraz przede wszystkim dostępność pracowników.

I właśnie ten ostatni element może w kolejnych latach coraz mocniej decydować o opłacalności produkcji borówki. Jak pokazuje tegoroczny sezon, samo wyprodukowanie dobrej jakości owocu nie wystarczy. Plantator musi jeszcze znaleźć ludzi, którzy zdążą go zebrać i przygotować do sprzedaży w odpowiednim terminie.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.