Od kilku dni o wiśniach mówi praktycznie cała branża. Portale sadownicze publikują kolejne informacje o cenach, organizacje producentów apelują o interwencje, w mediach społecznościowych nie brakuje emocjonalnych komentarzy, a temat trafił nawet do głównego nurtu dyskusji o kondycji polskiego sadownictwa. Jednym słowem – wiśnia stała się bohaterem sezonu.
W poniedziałek, 3 sierpnia, na punktach skupu w zagłębiu grójeckim ceny wiśni przeznaczonych do mrożenia wzrosły o 50 groszy na kilogramie – z 3,50 do 4,00 zł/kg. Jednocześnie zakłady podniosły stawki za wiśnie kierowane do tłoczenia o kolejne 20 groszy. Cena wzrosła z 2,50 do 2,70 zł/kg.
To wzrost, na który wielu sadowników czekało. Tylko że pojawia się pytanie – dlaczego dopiero teraz?
Czy jest to efekt ogromnej presji mediów i nagłośnienia problemu? Czy swoje zrobiły zapowiedzi interwencji i zdecydowane stanowisko ministra rolnictwa? A może zakłady przetwórcze zdążyły już kupić znaczną część surowca w najniższych cenach i dopiero teraz mogą pozwolić sobie na korektę cenników? Jest jeszcze jedna możliwość – być może wiśni zwyczajnie zabrakło. Być może skupiono mniej owoców, niż zakładano, a magazyny nie zapełniły się w takim stopniu, jak oczekiwano. W takiej sytuacji podwyżki byłyby naturalną próbą pozyskania brakującego surowca.
Która z tych odpowiedzi jest prawdziwa?
Tego dziś nie wiemy. I chyba właśnie dlatego pozostawmy te pytania otwarte.
Jedno natomiast wydaje się pewne. Dla zdecydowanej większości producentów obecne podwyżki są po prostu… musztardą po obiedzie.
W wielu gospodarstwach zbiory wiśni są już zakończone. W innych dobiegają końca i na drzewach zostały jedynie ostatnie partie owoców. Z rozmów z producentami wynika, że finał tegorocznych zbiorów w większości sadów przypadnie pomiędzy 6 a 10 sierpnia. Oznacza to, że znaczna część plonu została już sprzedana po wcześniejszych, zdecydowanie niższych stawkach.
To właśnie dlatego dzisiejsze podwyżki trudno uznać za przełom. Są raczej spóźnioną reakcją rynku niż realną poprawą sytuacji ekonomicznej większości gospodarstw.
Tegoroczny sezon wiśniowy po raz kolejny pokazuje, jak ogromne znaczenie ma tempo reagowania rynku. Kilkadziesiąt groszy więcej na kilogramie robi ogromną różnicę, ale tylko wtedy, gdy obowiązuje w momencie największej podaży owoców. Podnoszenie cen pod koniec kampanii nie zmieni już wyniku finansowego tysięcy sadowników.
Pozostaje mieć nadzieję, że z tegorocznego zamieszania wszyscy wyciągną wnioski. Bo emocje wokół wiśni kiedyś opadną, lecz pytania o sposób kształtowania cen, relacje pomiędzy producentami i przetwórcami oraz przejrzystość rynku pozostaną aktualne znacznie dłużej niż sam sezon zbiorów.



