Tegoroczny sezon czereśniowy pokazał, że nawet rynek, który jeszcze niedawno wydawał się gwarantować producentom dobre ceny, może w krótkim czasie diametralnie zmienić swoją sytuację. Związek Sadowników Rzeczpospolitej Polskiej zwraca uwagę przede wszystkim na skalę importu czereśni z Turcji oraz na rozwiązania, po które sięgają producenci z innych części świata.
Według danych przywołanych przez Związek do Polski w tym sezonie trafiło grubo ponad 10 tys. ton czereśni z importu. Wśród sadowników pojawiły się głosy, że najlepszym rozwiązaniem byłoby całkowite zatrzymanie importu. Związek wskazuje jednak, że problem warto analizować szerzej – przez pryzmat konkurencyjności całego rynku.
Turcja produkuje na zupełnie inną skalę
Turcja jest jednym z najważniejszych producentów czereśni na świecie. Jak podkreśla ZSRP, tureccy sadownicy w tym sezonie zebrali około 750 tys. ton czereśni, podczas gdy w Polsce produkcja wynosi około 50 tys. ton.
Tak ogromna różnica skali przekłada się również na możliwości sprzedaży. Tureckie owoce trafiają nie tylko do Polski, ale na wiele rynków Europy i Azji. Według informacji przedstawionych przez Związek Turcja sprzedawała w tym sezonie do Niemiec nawet trzykrotnie więcej czereśni niż Polska.
Problem nie dotyczy więc wyłącznie polskiego rynku. Wysoka podaż tureckich owoców wpływa na sytuację producentów w wielu krajach, szczególnie tam, gdzie lokalni sadownicy nie są w stanie konkurować ceną z importowanym produktem.
Inni producenci zamiast walczyć z importem, zmieniają strategię
Związek zwraca uwagę na przykład producentów z Australii, Nowej Zelandii, Stanów Zjednoczonych, a nawet Chin. Tamtejsi sadownicy również od lat muszą mierzyć się z presją ze strony tureckich czereśni.
Według ZSRP zamiast koncentrować się wyłącznie na ograniczaniu importu, część producentów postawiła na budowanie własnych marek i wyróżnianie produktu. Powstawały marki handlowe, brandy rynkowe, kluby producenckie oraz wyspecjalizowane kanały dystrybucji.
Chodzi o to, by czereśnia nie była dla konsumenta po prostu „czereśnią”. Producent próbuje stworzyć produkt rozpoznawalny, kojarzony z konkretną jakością, pochodzeniem czy marką.
Takie podejście można było zobaczyć również podczas targów Asia Fruit Logistica w Hongkongu, gdzie prezentowane były różne marki czereśni z zagranicy. Targi są ważnym miejscem spotkań producentów, eksporterów i importerów z rynków Azji. Polska branża również od lat wykorzystuje to wydarzenie do poszukiwania nowych odbiorców.
Sama walka z importem może nie wystarczyć
Zdaniem organizacji polscy producenci powinni również szukać sposobów na zwiększenie wartości własnego produktu i jego rozpoznawalności.
To szczególnie istotne w sytuacji, gdy konkurencja dysponuje znacznie większą skalą produkcji. Próba konkurowania wyłącznie ceną może być dla polskich gospodarstw trudna.
Skala tegorocznego importu pokazuje natomiast, że polski rynek jest częścią znacznie większego, międzynarodowego systemu handlu czereśniami. W podobny sposób sytuację oceniano już wcześniej – Związek zwracał uwagę na rosnący import czereśni z Turcji i innych państw oraz na konieczność kontroli sprowadzanych owoców.
Dla polskich sadowników najważniejsze pytanie brzmi więc nie tylko: jak ograniczyć import? Równie ważne jest to, jak sprawić, żeby polska czereśnia była produktem rozpoznawalnym i poszukiwanym także poza krajowym rynkiem.
źródło: ZSRP Facebook



