Woda będzie decydować o przyszłości sadów? Problem, którego nie można już odkładać

by kobieta

Jeszcze do niedawna woda w gospodarstwie była traktowana przede wszystkim jako jeden z elementów produkcji. Była potrzebna wtedy, gdy brakowało deszczu, a rozwiązaniem problemu miało być nawadnianie. Dzisiaj takie podejście może już nie wystarczyć. Woda coraz wyraźniej staje się zasobem strategicznym – także dla polskiego sadownictwa.

Najnowszy raport Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego „Woda jako strategiczny zasób bezpieczeństwa państwa”pokazuje problem znacznie szerzej. Autorzy wskazują, że dostępność wody wpływa nie tylko na środowisko, ale również na ciągłość produkcji, bezpieczeństwo żywnościowe i stabilność gospodarki. Polska należy przy tym do państw o stosunkowo niewielkich zasobach wodnych w Europie – około 1600 m³ odnawialnych zasobów wodnych przypada na mieszkańca, a w czasie suszy wartość ta spada do około 1000 m³.

Dla producenta owoców nie jest to już wyłącznie problem, o którym dyskutuje się na poziomie ministerstw. To kwestia tego, jak będzie wyglądało gospodarstwo za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

Nie chodzi już tylko o suszę

Największym problemem jest to, że coraz trudniej przewidzieć, kiedy i w jakiej formie pojawi się woda.

Raport zwraca uwagę na nakładanie się kilku zjawisk: rosnących temperatur, większego parowania, niedoboru opadów oraz coraz częstszych opadów krótkotrwałych i bardzo intensywnych. W wielu regionach Polski problem przestaje być wyłącznie suszą rolniczą czy hydrologiczną. Pojawia się również susza hydrogeologiczna, czyli sytuacja, w której poziom wód podziemnych spada poniżej wartości bezpiecznych dla ich naturalnego odnawiania. Co ważne, odbudowa zasobów wód podziemnych przebiega znacznie wolniej niż odbudowa zasobów wód powierzchniowych.

To oznacza, że nawet intensywny deszcz nie zawsze rozwiązuje problem.

Jeżeli po długim okresie suszy przychodzi gwałtowna ulewa, duża część wody może szybko spłynąć po powierzchni. Zamiast zasilić glebę i wody podziemne, powoduje lokalne podtopienia. Z punktu widzenia gospodarowania wodą jest to bardzo ważna różnica: nie każda woda, która spada z nieba, staje się wodą dostępną dla rolnictwa w okresie suszy.

Straty liczone są w miliardach

Autorzy raportu przypominają, że problem niedoboru wody przekłada się bezpośrednio na ekonomię rolnictwa. Według przywołanych w opracowaniu wyliczeń Instytutu Zrównoważonej Gospodarki susza powoduje w Polsce straty w produkcji rolnej sięgające od 3 do nawet 11 mld zł.

To liczby dotyczące całego rolnictwa, ale pokazują skalę ryzyka. W gospodarstwie sadowniczym problem z wodą może oznaczać nie tylko niższy wynik produkcyjny w jednym sezonie. Przy coraz większej zmienności pogody rośnie znaczenie tego, czy gospodarstwo jest przygotowane na sytuację, w której woda staje się dobrem ograniczonym.

I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie: czy polskie rolnictwo jest przygotowane na gospodarowanie wodą w warunkach jej niedoboru?

Raport nie daje na to jednoznacznie pozytywnej odpowiedzi.

Nawadnianie to nie wszystko

Polskie rolnictwo korzysta przede wszystkim z wody opadowej, a następnie z wód powierzchniowych. Według raportu rolnictwo odpowiada za około 10 proc. poboru wody w Polsce, przy czym autorzy zaznaczają, że dane te mogą być niedoszacowane. Jednocześnie zwracają uwagę na bardzo istotny problem: około 80–85 proc. gospodarstw nawadnia uprawy bez systemów opomiarowania, określając zapotrzebowanie na wodę na podstawie własnej oceny, czyli – jak określono w raporcie – „na oko”.

To ważny sygnał również dla sadownictwa.

W sytuacji, gdy zasoby wodne były traktowane jako praktycznie nieograniczone, dokładne mierzenie poboru mogło być postrzegane jako dodatkowy koszt i obowiązek. Jeżeli jednak niedobory wody będą się pogłębiały, pomiar staje się podstawą racjonalnego gospodarowania zasobem.

Nie chodzi przy tym wyłącznie o to, żeby pobierać mniej wody. Chodzi o to, żeby wiedzieć, ile jej rzeczywiście jest, ile gospodarstwo wykorzystuje i jak zmienia się dostępność wody w kolejnych sezonach.

Najważniejsza jest woda, którą uda się zatrzymać

Jednym z najciekawszych wniosków raportu jest zwrócenie uwagi na retencję. Nie tylko tę dużą, kojarzoną ze zbiornikami, ale przede wszystkim retencję krajobrazową.

Małe zbiorniki, tereny zalewowe, mokradła, torfowiska czy odpowiednio zagospodarowane obszary zieleni mogą zatrzymywać wodę opadową i stopniowo oddawać ją w okresach niedoboru. Takie rozwiązania mogą ograniczać skutki suszy, stabilizować stosunki wodne na terenach rolniczych i zmniejszać ryzyko spadku plonów.

To zmiana sposobu myślenia o wodzie.

Zamiast zastanawiać się wyłącznie nad tym, skąd wziąć wodę, kiedy jej zabraknie, coraz większego znaczenia nabiera pytanie: co zrobić, żeby zatrzymać ją wtedy, kiedy jest jej dużo?

W tym kontekście szczególne znaczenie mają mokradła i torfowiska. Raport przypomina, że w Polsce w wyniku prowadzonego w przeszłości programu melioracji osuszono około 90 proc. terenów podmokłych. Tymczasem torfowiska należą do ekosystemów o bardzo dużych zdolnościach magazynowania wody.

Dla rolnictwa oznacza to, że polityka wodna nie powinna ograniczać się do budowania kolejnych urządzeń. Ważne jest również zachowanie tych elementów krajobrazu, które naturalnie zatrzymują wodę.

Rów, zastawka, zbiornik – proste rozwiązanie, trudna procedura

Problem polega jednak na tym, że nawet niewielkie inwestycje związane z retencją mogą być dla rolnika trudne do przeprowadzenia.

Autorzy raportu podają przykład niewielkiej zastawki wodnej. Jej realizacja może wymagać aż sześciu odrębnych procedur administracyjnych, w tym decyzji środowiskowej, pozwolenia wodnoprawnego i pozwolenia na budowę. W przywołanym przypadku przygotowanie dokumentacji i uzyskanie wszystkich wymaganych decyzji trwało ponad dwa lata i kosztowało około 20 tys. zł, podczas gdy sama budowa zastawki kosztowała około 12 tys. zł.

Dla gospodarstwa jest to ważny problem. Bo z jednej strony mówi się o konieczności zwiększania retencji i przygotowania rolnictwa na suszę, a z drugiej – wykonanie niewielkiej inwestycji wodnej może wymagać czasu, pieniędzy i znajomości skomplikowanych procedur.

Raport zwraca również uwagę, że rolnicy często nie mają pewności co do statusu prawnego istniejących rowów i urządzeń melioracyjnych. Nie zawsze wiadomo, czy dany obiekt jest ciekiem naturalnym, rowem melioracyjnym czy innym urządzeniem wodnym. Obawa przed naruszeniem przepisów i sankcjami może zniechęcać do podejmowania działań.

Potrzebna jest zmiana myślenia o gospodarstwie

Raport Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego stawia sprawę jasno: rolnictwo potrzebuje bardziej kompleksowego i systemowego podejścia do gospodarowania wodą. Dotychczasowy model, w którym państwo w dużej mierze reaguje na straty po wystąpieniu suszy, nie rozwiązuje źródła problemu.

W praktyce oznacza to konieczność przesunięcia akcentów – od rekompensowania skutków suszy w kierunku budowania odporności gospodarstw.

Ubezpieczenie czy pomoc po wystąpieniu klęski nadal mogą być potrzebne. Nie zastąpią jednak inwestycji i działań, które ograniczają ryzyko wystąpienia strat.

W raporcie wskazano również, że system ubezpieczeń upraw od suszy może – w pewnych warunkach – ograniczać motywację do inwestowania w rozwiązania zwiększające odporność gospodarstw, w tym poprawiające retencję. Autorzy nie kwestionują samego mechanizmu rekompensat, lecz zwracają uwagę na potrzebę połączenia go z działaniami zapobiegawczymi.

Sadownik potrzebuje nie tylko wody, ale pewności

Dla producentów owoców szczególnie istotna jest jeszcze jedna kwestia: przewidywalność.

Jeżeli dostępność wody będzie coraz bardziej zależna od lokalnej sytuacji hydrologicznej, znaczenia nabiorą nie tylko indywidualne inwestycje gospodarstw, lecz także współpraca między sąsiadującymi gospodarstwami, samorządem i innymi użytkownikami wody.

Raport wskazuje w tym kontekście na Lokalne Partnerstwa Wodne, które mogą być jedną z form współpracy rolników, samorządów i przedsiębiorców. Ma to szczególne znaczenie tam, gdzie pojedyncza inwestycja wodna może wpływać na sytuację wielu gospodarstw.

To podejście może okazać się szczególnie ważne na terenach o dużej koncentracji produkcji sadowniczej. Woda nie zatrzymuje się przecież na granicy działki. Jej dostępność zależy od całej zlewni, stanu wód podziemnych, gleby, cieków wodnych oraz sposobu zagospodarowania otaczającego terenu.

Potrzebna jest strategia, nie tylko interwencja

Najważniejszy postulat raportu dotyczy stworzenia w Polsce kompleksowej Strategii Bezpieczeństwa Zasobów Wodnych/Odporności Wodnej. Dokument miałby jasno określać priorytety, narzędzia działania i źródła finansowania. Autorzy podkreślają również potrzebę lepszego wykorzystania danych oraz powiązania polityki wodnej z rolnictwem, leśnictwem, energetyką i planowaniem przestrzennym.

Wśród rekomendacji znalazło się również stworzenie zintegrowanego systemu danych hydrologicznych oraz lepsze opomiarowanie wykorzystania wody.

Z punktu widzenia sadownika jest to kwestia bardzo praktyczna. Im lepsza będzie wiedza o zasobach wodnych, tym łatwiej będzie planować inwestycje, oceniać ryzyko i podejmować decyzje dotyczące gospodarstwa.

Woda jako element bezpieczeństwa gospodarstwa

Woda coraz wyraźniej przestaje być tematem wyłącznie środowiskowym. Staje się elementem bezpieczeństwa żywnościowego, a więc również bezpieczeństwa gospodarstw produkujących żywność.

Polska ma wysoki poziom samowystarczalności żywnościowej, ale – jak wskazuje raport – stabilność produkcji rolnej jest coraz bardziej narażona na skutki zmian klimatu i niedoboru wody.

Dla sadowników wniosek jest prosty: o wodzie trzeba myśleć nie dopiero wtedy, gdy przychodzi susza, ale już na etapie planowania przyszłości gospodarstwa.

Retencja, pomiar zużycia wody, ochrona zasobów lokalnych, współpraca z innymi użytkownikami wody i dostęp do wiarygodnych danych mogą z czasem stać się równie ważnymi elementami zarządzania gospodarstwem jak inwestycje w park maszynowy czy infrastrukturę przechowalniczą.

Bo w kolejnych latach problemem może nie być tylko to, ile owoców uda się wyprodukować, ale również to, czy w kluczowym momencie sezonu będzie dostępny zasób, od którego ta produkcja zależy.

Źródło materiału: Artykuł opracowany na podstawie raportu Karoliny Pawlik i Macieja F. Bukowskiego, „Woda jako strategiczny zasób bezpieczeństwa państwa”, Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego, Warszawa 2026, w szczególności rozdziału 6 „Woda a rolnictwo” oraz części dotyczącej sytuacji hydroklimatycznej i rekomendacji strategicznych. Raport został opublikowany we wrześniu 2026 r.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.