Trwają tegoroczne zbiory jabłek, ale zamiast optymizmu w sadach coraz częściej słychać obawy o opłacalność produkcji. Owoców jest mniej, ich jakość i wielkość są mocno zróżnicowane, a część chłodni wciąż zajmują jabłka z ubiegłego sezonu. Sadownicy nie mają złudzeń – tegoroczny sezon może oznaczać walkę nie o zysk, lecz o pokrycie kosztów.
Kolejne dni zbiorów przynoszą coraz więcej powodów do niepokoju. Jak relacjonują sadownicy, jabłek w wielu sadach jest wyraźnie mniej niż w poprzednich latach. Problemem okazuje się również ich jakość oraz wielkość.
Choć zbiory trwają, tempo prac nie jest tak szybkie, jak można byłoby się spodziewać. Ekipy zrywające muszą poświęcić więcej czasu na znalezienie odpowiednich owoców. Skrzynie zapełniają się więc znacznie wolniej.
Mniej jabłek, mniej pracy, mniej nadziei na zysk
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że część chłodni nadal jest zajęta jabłkami z poprzedniego sezonu. O nowych zbiorach nie można więc mówić w kategoriach dużych zapasów.
– Są tylko niecałe dwie komory jabłek, a były lata, że było po dziesięć komór pełnych – mówi sadownik Cezary Rokicki.
Dla producentów oznacza to również mniej pracy. Przy mniejszych zbiorach potrzeba mniej osób do zrywania, a gospodarstwa muszą jednocześnie mierzyć się z wysokimi kosztami prowadzenia sadów.
– W tym roku będzie trudno cokolwiek zarobić. To już tylko walka o pokrycie kosztów – ocenia Rokicki.
Nie tylko ilość. Problemem jest także jakość
Mniejsza liczba jabłek to jednak niejedyny problem tegorocznego sezonu. Sadownicy zwracają uwagę również na ich trwałość i przydatność do przechowywania oraz transportu.
Nie wszystkie owoce spełniają wymagania, które pozwoliłyby przeznaczyć je na długie przechowywanie czy transport na większe odległości.
– Jabłka nie mają właściwości handlowych, nie wytrzymają transportu, będą się odgniatać i niszczyć. To jest takie jabłko do szybkiej sprzedaży – smaczne, ładne, ale nietrwałe i nienadające się do przechowywania – mówi sadownik Andrzej Jankowski.
Oznacza to, że część producentów może być zmuszona do szybszego wprowadzania owoców na rynek. Przy ograniczonej trwałości przechowywanie ich przez kolejne miesiące wiąże się bowiem z większym ryzykiem strat.
Przymrozki odcisnęły piętno na zbiorach
Tegoroczny sezon pokazuje również, jak duże znaczenie dla ostatecznego wyniku mają warunki pogodowe. W wielu sadach sytuacja wygląda zupełnie inaczej – różnice dotyczą nie tylko poszczególnych odmian, ale nawet konkretnych kwater.
– Wielkość zbiorów zależy od odmian, ale też od kwatery, w której rosły. Niemal w każdym sadzie jest inaczej – wyjaśnia sadownik Jakub Cholewiński.
Podaje przykład dwóch popularnych odmian. W przypadku Lobo plony mogą osiągnąć optymalny poziom, wynoszący około 60 ton. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku Jonaprince, gdzie spodziewane plony wynoszą około 20–30 ton, czyli mniej więcej połowę optymalnego poziomu.
Zdaniem sadownika tegoroczne jabłka są wyjątkowo zróżnicowane, a jednym z najważniejszych czynników, które wpłynęły na taki stan, były wiosenne przymrozki.
Tegoroczne zbiory przebiegają więc pod znakiem dużej niepewności. Mniejsza podaż, nierówna jakość owoców, problemy z ich trwałością oraz wciąż wysokie koszty produkcji sprawiają, że dla wielu gospodarstw będzie to sezon wymagający szczególnej ostrożności.
Dla sadowników najważniejsze pytanie brzmi dziś nie „ile uda się zebrać?”, ale czy po sprzedaży jabłek uda się pokryć wszystkie koszty ich produkcji.
Źródło: Agrobiznes, TVP, 16 września 2026 r.



