w

Polskiej borówki jeszcze nie ma. Skąd więc wzięła się na sklepowych półkach?

Zdjęcie wygenerowane przy użyciu AI

Za kilka dni, około 12 czerwca, na polskich plantacjach rozpoczną się pierwsze zbiory borówki z upraw tunelowych. Nie będą to jeszcze wielkie ilości. Raczej symboliczny początek sezonu, pierwsze skrzynki, pierwsze dostawy i pierwsze emocje. Ale właśnie te pierwsze owoce mają szczególną wartość. Nie tylko dla konsumentów spragnionych smaku świeżej polskiej borówki, lecz także dla handlu. Bo pierwsza polska borówka zawsze kosztuje więcej. Znacznie więcej.

I tu zaczyna się historia, która budzi pytania o uczciwość oraz szacunek dla klientów i producentów.

W ubiegłym roku jedna z sieci handlowych zastosowała rozwiązanie, które można określić mianem handlowej sztuczki wykonanej „w białych rękawiczkach”. Do magazynów trafił jeden transport pierwszej polskiej borówki. Jeden zestaw, jeden tir. Jednocześnie sprowadzono znacznie większe ilości owoców z Serbii, gdzie sezon rozpoczął się wcześniej, a podaż była już duża. Co za tym idzie – ceny były zdecydowanie niższe w zakupie dla sieci.

I właśnie wtedy wydarzyło się coś, co wielu producentów wspomina do dziś. Owoce sprowadzone z Serbii otrzymały opakowania sugerujące polskie pochodzenie. Dla klienta przekaz był prosty: kupuje polską borówkę. Dla sieci handlowej korzyść była jeszcze prostsza: możliwość sprzedaży tańszego towaru po cenie, jaką konsumenci gotowi są zapłacić za pierwsze krajowe owoce.

Czy było to zgodne z duchem uczciwego handlu? Każdy może odpowiedzieć sobie sam.

Tegoroczna sytuacja budzi podobne wątpliwości. Według informacji z rynku, polskiej borówki z tuneli praktycznie jeszcze nie ma. Pierwsze zbiory mają ruszyć dopiero za kilka dni. Tymczasem na półkach tej samej sieci handlowej już dziś można znaleźć… „polską borówkę”.

Jak to możliwe?

Odpowiedź nasuwa się sama. Być może w najbliższych dniach pojawi się symboliczny transport z polskich plantacji, który pozwoli stworzyć odpowiednią narrację. Reszta towaru może pochodzić z miejsc, gdzie sezon rozpoczął się wcześniej. Na przykład z Serbii, gdzie borówki są obecnie dostępne w dużych ilościach i po znacznie niższych cenach.

Nie jest moim celem wydawanie wyroków. Od tego są odpowiednie instytucje kontrolne. Warto jednak zadać pytanie: czy klient nie ma prawa wiedzieć, skąd naprawdę pochodzi produkt, za który płaci? Czy polski plantator, który miesiącami walczył z kosztami produkcji, nie zasługuje na uczciwą konkurencję? I wreszcie – czy krótkoterminowy zysk jest wart utraty zaufania konsumentów?

Borówka to tylko owoc. Jednak za każdym opakowaniem stoją ludzie, ich praca i ich reputacja. Kiedy ktoś manipuluje informacją o pochodzeniu produktu, nie oszukuje wyłącznie klienta. Uderza również w producentów, którzy uczciwie budują markę polskiego rolnictwa.

Dlatego warto zachować czujność. Czytać etykiety. Pytać o pochodzenie produktów. A sprzedawcom przypominać, że zaufanie konsumenta buduje się latami, lecz stracić je można w jeden sezon.

Bo prawda, podobnie jak dobra borówka, prędzej czy później zawsze wychodzi na światło dzienne.

UDOSTĘPNIJ

Złodzieje polują na elektronikę z ciągników rolniczych. Rośnie liczba zgłaszanych szkód