Władysław Serafin o funduszach promocji: „Z każdego miliona 300 tysięcy można ukraść”
Władysław Serafin był gościem Krzysztofa Stanowskiego w Kanale Zero. W rozmowie poruszono m.in. kwestie funkcjonowania organizacji rolniczych, funduszy promocji oraz pieniędzy, które – zdaniem Serafina – zamiast służyć rolnikom, trafiają na działalność organizacji i rozmaite wydarzenia promocyjne.
Były prezes Krajowego Związku Rolników, Kół i Organizacji Rolniczych przedstawił bardzo krytyczną ocenę systemu finansowania funduszy promocji. Jego zdaniem rolnicy często nie mają świadomości, w jaki sposób wykorzystywane są pieniądze pochodzące z opłat wnoszonych przez producentów.
„Pierwsze źródło kradzieży to są fundusze promocyjne”
Serafin przekonywał, że problem zaczyna się już na poziomie samej konstrukcji funduszy.
„Pierwsze źródło kradzieży to są fundusze promocyjne. To są tak zwane obwoźne sprzedawanie kiełbasek, cholera wie czego, wyjazdy po całym świecie zagraniczne, wożą swoje dupska po kilkanaście razy w roku i to za te pieniądze, które rolnicy płacą jako haracz”.
Jak tłumaczył, pieniądze wpłacane na fundusze pochodzą m.in. od przedsiębiorców rozliczających określone kwoty od tony zboża, kilograma mięsa czy litra mleka.
„Przedsiębiorca niby od każdej tony zboża, kilograma mięsa, litra mleka płaci na fundusz. Rozumie pan? A potem de facto to i tak rolnika są pieniądze i oni robią promocje”.
Zdaniem Serafina problemem nie jest sama idea promocji polskich produktów, lecz sposób rozliczania wydatków i kontrolowania pieniędzy.
„Proszę pana, w funduszach promocji według mnie jest 30% tak zwanego ubytku, czyli z każdego miliona zostaje na 300 tysięcy. Taką se wprowadzili zasadę rozliczeń, rozumie pan? To się nazywa koszty biurowe”.
„Z każdego miliona 300 tysięcy można ukraść”
W rozmowie padło pytanie o skalę środków, którymi dysponują fundusze.
Serafin wskazywał na kwoty sięgające setek milionów złotych rocznie. Później, pytany o rzeczywistą skalę strat, mówił o jeszcze większych kwotach:
„Rocznie kradzionych jest z Funduszu Promocji 70 milionów, nie będę się liczyć”.
Jednocześnie podkreślał, że jego zdaniem kluczowym mechanizmem pozostają koszty własne organizacji.
„Do 30% można mieć kosztów własnych”.
Na pytanie, gdzie trafiają te pieniądze, odpowiedział:
„Zostaje w tej organizacji na balangi. Tak, ale na wyjazdy”.
„To są pieniądze, które rolnicy płacą jako haracz”
Według Serafina rolnicy powinni znacznie bardziej interesować się tym, w jaki sposób wydawane są środki funduszy promocji.
„Rolnicy nie zdają sobie sprawy, że to są pieniądze, które oni płacą jako haracz”.
Jego zdaniem część wydarzeń organizowanych w ramach promocji ma niewiele wspólnego z rzeczywistą promocją polskiego rolnictwa.
„Zobaczcie te pikniki, te grille, to wszystko jest idea fix, fundusze promocyjne. Polega na promocji światowej. Jak na Jasnej Górze w trakcie dożynek mszalnych promować polską kiełbasę. To kogoś porąbało. I to miliony rozliczają”.
Serafin kwestionował również sens części wydatków związanych z promocją produktów rolnych.
„Ta kiełbaska, która jest sprzedana, to ona nie jest zamawiana w kategorii kiełbas będących przedmiotem eksportu. Zamawiają z tych funduszy pańskich różnych obrzędów, robią te kiełbasy i ten naród wcina tą śmierdzącą głupotę, a oni kasę tłuką i tłuką”.
Zarzuty dotyczące faktur
Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy były twierdzenia dotyczące sposobu rozliczania wydatków.
Serafin mówił o możliwości zawyżania faktur:
„Zawsze można sto kilo wrzucić, a fakturę wystawić na pięć ton. I tu jest przekręt”..
W rozmowie padła również sugestia, że podobny mechanizm może dotyczyć innych kosztów ponoszonych przez organizacje.
Serafin podkreślał przy tym, że przedstawia własną wiedzę i doświadczenia oraz że w przeszłości składał zawiadomienia do organów państwa.
„Ja wykorzystałem wszystkie procedury. Mam setki postanowień pisowskiej prokuratury: odmawiam, odmawiam, umarzam, oddalam. Ja mogę wszystko pokazywać. Obecne prokuratury też”.
Jak twierdził, o swoich zastrzeżeniach informował przedstawicieli kolejnych rządów:
„Zawiadamiałem premierów, ministrów, wszystkich”.
„To nie PSL. To są pisowskie pomysły, które kontynuuje PSL”
W rozmowie pojawił się również polityczny wymiar funkcjonowania funduszy i organizacji rolniczych. Serafin przekonywał, że jego zdaniem problem nie ogranicza się do jednej partii.
„To nie PSL. To są pisowskie pomysły, które kontynuuje PSL”.
Stanowski zwrócił uwagę, że oznaczałoby to istnienie podobnego mechanizmu niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę.
Serafin odpowiedział:
„I tu PSL-owi odpowiada ten mechanizm”.
Jego zdaniem system jest wygodny dla kolejnych ekip politycznych, ponieważ pozwala wykorzystywać istniejące struktury organizacji rolniczych.
Koła gospodyń wiejskich – kolejny obszar sporu
Drugim dużym wątkiem rozmowy były koła gospodyń wiejskich i sposób ich finansowania. Serafin bardzo ostro krytykował rozwiązania wprowadzone za czasów ministra Jana Ardanowskiego i później kontynuowane przez kolejne władze.
„Gembicka z Ardanowskim wymyśliła ustawę o KGW, setki milionów jest defraudowane”.
Pytany, na czym miała polegać defraudacja, odpowiadał:
„Na finansowanie kół gospodyń. To jest nielegalna instytucja”.
Serafin twierdził, że od lat próbuje zainteresować tą sprawą organy państwa:
„I ja napisałem o tym do wszystkich organów państwa. 6 lat o to walczę”.
W jego ocenie wprowadzone rozwiązania doprowadziły do odejścia od tradycyjnej formy działalności kół.
„Ardanowski stworzył koła gospodyń państwowe zarządzane za pieniądze państwowe”.
I dalej:
„Rozwalono mi organizację, upaństwowiono koła gospodyń. One nie są kołami gospodyń. Działają na innej podstawie prawnej”.
„Każde koło gospodyń dostaje dotację państwową”
Serafin kwestionował również sposób przyznawania dotacji kołom gospodyń.
„Warszawa ustanowiła, Ardanowski, że każde koło gospodyń dostaje dotację państwową co roku po 8–10 tysięcy”.
Jego zdaniem stworzyło to zachętę do rejestrowania nowych organizacji wyłącznie po to, aby otrzymać publiczne pieniądze.
„I wszystkie chóry parafialne i wszystkie grupy strażaków przekształcają się w koło gospodyń i biorą po 10 tysięcy rocznie dotacji. Przecież to jest skandal”.
W dalszej części rozmowy podał przykład organizacji, z którą był związany:
„14 chłopów założyło koło gospodyń. Moje organizacje, moje kółko rolnicze przekształciło się w koło gospodyń”.
„Tam siedzą wypasione arbuzy”
Serafin bardzo krytycznie wypowiadał się także o władzach izb rolniczych i systemie obsadzania funkcji w organizacjach.
„Poza tym, jak zostają im miliony na koniec roku, to organizują czy w Olsztynie, czy w Szczecinie, czy gdzieś, trzydniowe w najdroższym hotelu imprezy. Naprawdę. Zapytajcie o to swoich rolników”.
Następnie mówił o osobach zarządzających organizacjami:
„Tam siedzą wypasione arbuzy”.
W tym kontekście wymieniał również Wiktora Szmulewicza, wskazując na jego liczne funkcje i związane z nimi wynagrodzenia. Są to jednak twierdzenia i oceny przedstawione przez Serafina podczas rozmowy, a nie niezależnie zweryfikowane ustalenia.
„Trzeba zlikwidować”
Władysław Serafin zakończył ten wątek jednoznacznym apelem o zmianę całego systemu.
„Po prostu ten fundusz, apeluję do premiera, trzeba zlikwidować”.
Jego zdaniem obecny system tworzy mechanizmy, które pozwalają organizacjom korzystać z pieniędzy pochodzących od rolników, podczas gdy sami rolnicy mają niewielki wpływ na sposób ich wydawania.
UWAGA! Są to zarzuty i oceny Władysława Serafina przedstawione w wywiadzie na „Kanale Zero”. Ich przytoczenie nie oznacza potwierdzenia ich prawdziwości. Dla pełnego obrazu konieczne byłoby skonfrontowanie tych twierdzeń z dokumentacją finansową funduszy, stanowiskami właściwych instytucji oraz wypowiedziami osób i organizacji, których dotyczą.



