Na pierwszy rzut oka prognoza zbiorów jabłek w Unii Europejskiej na 2026 rok może wyglądać dla sadowników optymistycznie. Jabłek ma być wyraźnie mniej. Mirosław Maliszewski zwraca jednak uwagę, że w tej historii ważniejsza od samej liczby ton jest zmiana struktury odmianowej. Coraz mniej miejsca zajmują odmiany, na których przez lata opierała się polska produkcja, a coraz szybciej rośnie znaczenie odmian klubowych.
Kilka dni temu podczas konferencji Prognosfruit 2026 w Konstancji WAPA przedstawiła pierwszą prognozę zbiorów jabłek na sezon 2026/2027. Według organizacji produkcja w głównych krajach UE ma być o 15,6 proc. niższa niż w poprzednim sezonie i wynieść około 9,5 mln ton.
Ale – jak podkreśla Mirosław Maliszewski – nie warto zatrzymywać się na tej jednej liczbie.
„Przeanalizujmy, jak to wygląda odmianami”
– To per saldo w odniesieniu do całych jabłek. Przeanalizujmy, jak to wygląda odmianami, tymi zwłaszcza odmianami, które mają ogromne znaczenie dla sytuacji na rynku jabłek w Polsce – mówi Maliszewski.
I właśnie w odmianach zaczyna się ciekawsza część tej prognozy.
WAPA przewiduje, że Gali będzie w UE mniej – około 1,36 mln ton, a Goldena Deliciousa około 1,81 mln ton. Spadki dotyczą także Idareda.
Maliszewski zwraca jednak uwagę, że w przypadku Polski trzeba spojrzeć jeszcze szerzej.
– Inne ważne z punktu widzenia Polski odmiany to też odmiany, które są specyficzne dla naszego kraju, produkowane głównie w Polsce, jak Idared, którego przewiduje się zebrać o 20% mniej, zwykły Jonagold 27% mniej, czy Jonagored 33% mniej. Te odmiany jeszcze uprawia się w Polsce cały czas – zauważa.
To ważne słowa, bo pokazują, że europejski rynek nie zmienia się jedynie pod wpływem wielkości zbiorów. Zmienia się również to, jakie jabłka trafiają do produkcji i handlu.
Prince mocno w dół
W podobnym kierunku idzie prognoza dla Red Jonaprince.
– Bardzo popularny w Polsce, w odróżnieniu do wielu innych krajów Unii Europejskiej, Prince. Jego zbiory przewiduje się na poziomie 37% mniej, około 304 000 ton – mówi Maliszewski.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, co taka zmiana oznacza dla polskich sadowników. Bo jeśli duża część krajowej produkcji opiera się na odmianach, których znaczenie na europejskim rynku słabnie, sama informacja o mniejszych zbiorach nie daje jeszcze pełnej odpowiedzi na pytanie o przyszłość sprzedaży.
„Jedna pozycja powinna szczególnie zaniepokoić”
Zdaniem Maliszewskiego szczególnej uwagi wymaga jednak coś zupełnie innego.
– Na uwagę zasługuje jedna pozycja, która powinna szczególnie zaniepokoić sadowników w Polsce. To jest o blisko 10% wzrost udziału produkcji odmian klubowych – mówi.
Według danych WAPA produkcja odmian klubowych przedstawiona na grafikach wzrasta do około 694 tys. ton, podczas gdy w 2022 roku było to niespełna 500 tys. ton.
Maliszewski zwraca uwagę, że dla polskiego sadownictwa nie jest to już odległy trend obserwowany gdzieś na zachodzie Europy.
– Czyli w ciągu kilku zaledwie lat o 100 000 ton wzrosła produkcja odmian klubowych jabłek w Europie, gdzie w Polsce wiemy dobrze, że to są dopiero pojedyncze jaskółki.
I właśnie to zdanie jest chyba najważniejszym elementem całej jego analizy.
Bo nawet jeżeli europejska produkcja jabłek spada, równocześnie rozwija się segment, w którym Polska wciąż ma znacznie mniejszy udział.
Europa zmienia jabłkowy rynek
To nie jest zresztą pierwszy raz, kiedy Mirosław Maliszewski zwraca uwagę na ten kierunek. W jednej z wcześniejszych wypowiedzi mówił wprost, że „świat jabłkowy się zmienia”, a na zachodnioeuropejskim rynku coraz większe znaczenie będą miały odmiany klubowe. Wskazywał również, że polscy sadownicy już zaczynają wprowadzać nowoczesne odmiany i wchodzić do zagranicznych klubów.
Podobny kierunek widać również w wypowiedziach Maliszewskiego dotyczących przyszłości produkcji. Zwracał uwagę, że coraz więcej firm i konsorcjów na świecie stawia na odmiany klubowe, a ich znaczenie na niektórych rynkach wyraźnie rośnie.
Dlatego tegoroczną prognozę WAPA można czytać nie tylko jako informację o tym, że jabłek będzie mniej.
Można ją czytać jako kolejne potwierdzenie tego, że zmienia się europejski sad.
Mniej jabłek, ale także stare problemy z zapasami
Maliszewski zwraca przy tym uwagę na jeszcze jeden problem, którego nie pokazuje sama prognoza tegorocznych zbiorów.
– Warto też zwrócić uwagę (…) że zapasy jabłek z poprzedniego sezonu największe są w grupie odmian, których w Polsce produkujemy najwięcej – mówi.
Jego zdaniem szczególnie istotne są tutaj Gala, Golden Delicious i Red Jonaprince.
To może mieć znaczenie dla handlu w najbliższych tygodniach, ponieważ rynek nie zaczyna sezonu wyłącznie od zera. Tegoroczne jabłka spotkają się z tymi owocami, które pozostały jeszcze w magazynach.
Dlatego – jak podkreśla Maliszewski – właśnie poziom zapasów może mieć „decydujący wpływ na następne tygodnie handlu jabłkami w Polsce i na ceny uzyskiwane przez producentów”.
Nie wystarczy powiedzieć: jabłek będzie mniej
I chyba właśnie tutaj znajduje się sedno całej sprawy.
Prognoza WAPA mówi o wyraźnie mniejszych zbiorach w UE. Ale dla polskiego sadownika równie ważne jest to, których jabłek będzie mniej, które odmiany nadal będą poszukiwane i jak szybko będzie rósł segment odmian klubowych.
Bo rynek jabłek nie jest jednym rynkiem.
Gala to nie Idared. Golden to nie Jonagold. Red Jonaprince to nie odmiana klubowa.
Każda z tych odmian ma innego odbiorcę, inną pozycję handlową i inną perspektywę rozwoju.
Dlatego słowa Maliszewskiego o „mniej Gali i Goldena, więcej odmian klubowych” można potraktować jako znacznie więcej niż krótkie podsumowanie tegorocznych wykresów.
To opis zmiany, która dokonuje się na europejskim rynku jabłek – i z którą polskie sadownictwo będzie musiało się mierzyć.
Bo o przyszłości polskich sadów może zdecydować nie tylko to, ile jabłek zbierzemy. Coraz ważniejsze będzie to, jakie jabłka będziemy produkować.



