„To jest skandal, co się dzieje” – mówi Bernard Feliks, sadownik z okolic Grójca. Na nagraniu opublikowanym na Instagramie pokazuje jabłka odmiany Gala w jednym z hipermarketów oraz owoce z własnego sadu. Różnica między ceną detaliczną a ceną, jaką – według jego słów – otrzymuje producent, skłania go do postawienia prostego pytania: skoro Polska jest jednym z europejskich zagłębi produkcji jabłek, dlaczego konsument nie ma łatwego dostępu do świeżych, krajowych owoców?
Gala za 6 zł w sklepie, a w sadzie znacznie taniej
W nagraniu Bernard Feliks pokazuje bardzo słabej jakości jabłka odmiany Gala dostępne w sklepie w Grójcu. Jak relacjonuje, ich cena wynosi około 6 zł za kilogram.
Następnie zestawia je z owocami z własnego gospodarstwa.
– To jest jabłko Gala za 6 zł za kilo. Tę samą odmianę mam u siebie w sadzie. (…) Cena za takie jabłko świeże wychodzi gdzieś złoty sześćdziesiąt, złoty osiemdziesiąt za kilo – mówi sadownik.

To właśnie ta różnica stała się punktem wyjścia do szerszej krytyki funkcjonowania rynku. Felix zwraca uwagę, że między ceną uzyskiwaną przez producenta a ceną płaconą przez konsumenta występuje bardzo duża rozbieżność.
Wyświetl ten post na Instagramie
Nie chodzi przy tym wyłącznie o wysokość marży. Sadownik stawia pytanie o cały łańcuch dostaw: jak to możliwe, że w regionie, który produkuje ogromne ilości jabłek, konsument ma problem ze znalezieniem w markecie świeżych owoców od lokalnych producentów?
Grójec – serce polskiego sadownictwa
Argumentacja Bernarda jest związana nie tylko z ceną jednego kilograma jabłek. Sadownik wskazuje na skalę produkcji w swoim regionie.
Jak podkreśla, jego własne gospodarstwo produkuje w sezonie około miliona kilogramów jabłek, a w niektórych latach nawet więcej.
Do tego dochodzi ogromny potencjał całego regionu grójeckiego.
– Moje okolice są odpowiedzialne za 45 proc. produkcji jabłek w Polsce – mówi Feliks.
To liczba, która dobrze pokazuje skalę zagłębia sadowniczego na południu Mazowsza. Grójec i okoliczne miejscowości od lat są kojarzone z intensywną produkcją sadowniczą, a jabłka stanowią jeden z najważniejszych produktów rolnych tego obszaru.
Dlatego pytanie postawione przez sadownika ma wymiar szerszy niż interes jednego gospodarstwa.
Jeżeli jabłka są produkowane w ogromnej ilości właśnie tutaj, to dlaczego nie są bardziej widoczne na lokalnych półkach sklepowych?
Jeden sadownik mógłby zaopatrzyć całą okolicę?
Bernard Feliks próbuje zobrazować skalę swojej produkcji za pomocą prostego porównania.
Według przywoływanych przez niego danych w Grójcu i okolicznych miejscowościach mieszka około 27 tys. osób. Przy założeniu, że statystyczny Polak zjada około 15 kg jabłek rocznie, daje to około 405 tys. kg jabłek potrzebnych do pokrycia takiego rocznego spożycia.
Tymczasem – jak wskazuje sadownik – jego własna produkcja może sięgać około miliona kilogramów.
Oznacza to, że przy takim uproszczonym przeliczeniu produkcja jednego gospodarstwa byłaby ponad dwukrotnie większa niż ilość potrzebna do pokrycia rocznego spożycia jabłek przez 27 tys. osób.
Wyświetl ten post na Instagramie
To oczywiście nie oznacza, że cały milion kilogramów może zostać sprzedany mieszkańcom jednej gminy czy powiatu. Jabłka trafiają do różnych kanałów sprzedaży, są przeznaczane na różne rynki i podlegają wymaganiom dotyczącym sortowania, przechowywania, pakowania czy transportu.
Porównanie dobrze pokazuje jednak skalę problemu, na który zwraca uwagę producent: potencjał produkcyjny regionu jest ogromny, a mimo to lokalny konsument nie zawsze widzi go na sklepowej półce.
„Gdzie są te świeże jabłka w sklepach?”
W swoim nagraniu Feliks nie ogranicza się do kwestii ceny. Pyta również o pochodzenie jabłek dostępnych w handlu.
– Dlaczego nie ma ich w marketach? Dlaczego jesteśmy zagłębiem jabłkowym, mamy sezonowe jabłka i nie ma ich w tych marketach? – pyta.
To właśnie dostępność krajowych owoców w handlu detalicznym jest jednym z najważniejszych tematów poruszonych przez sadownika.
W jego ocenie polski rynek powinien w większym stopniu wykorzystywać krajową produkcję, szczególnie w okresie, kiedy świeże jabłka są dostępne bezpośrednio z polskich gospodarstw.
Jednocześnie trzeba pamiętać, że o tym, jakie owoce znajdują się na półkach, decyduje wiele elementów: wymagania sieci handlowych, kontrakty z dostawcami, dostępność odpowiednich partii towaru, kaliber i jakość owoców, sposób pakowania, logistyka, ciągłość dostaw oraz cena.
Samo istnienie dużej produkcji w danym regionie nie gwarantuje więc automatycznie, że każdy sklep będzie zaopatrywał się u lokalnych sadowników.
To nie jest tylko problem jednego sadownika
Historia opowiedziana przez Bernarda jest przykładem szerszego napięcia, które od lat pojawia się w polskim sadownictwie.
Produkcja jabłek w Polsce jest duża, ale sama produkcja nie rozwiązuje problemu sprzedaży. Sadownik musi jeszcze znaleźć odbiorcę, zapewnić odpowiednią jakość i przygotowanie towaru, przechować owoce, spełnić wymagania handlowe i zaakceptować cenę, przy której sprzedaż ma ekonomiczny sens.
Z perspektywy konsumenta sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Widzi on cenę na półce i często nie wie, ile z tej kwoty trafia do producenta, jakie były koszty przechowywania i transportu oraz skąd dokładnie pochodzi kupowany owoc.
I właśnie tę lukę między sadem a sklepową półką Bernard próbuje pokazać swoim nagraniem.
Jego pytanie pozostaje aktualne: skoro w regionie Grójca produkuje się tak ogromne ilości jabłek, to gdzie są te jabłka w polskich sklepach – i dlaczego producent oraz konsument tak często znajdują się po dwóch stronach tego samego rynku?



