Ceny jabłek w skupach spadają. Sadownicy pytają: czy w ogóle opłaca się je zbierać?

by kobieta

Sadownicy liczą straty. Jabłek jest dużo, ale ceny w skupie rozczarowują

W gospodarstwie Rafała Kędziory jabłonie w tym roku obrodziły. Zbiory zapowiadają się dobrze, ale dla sadownika to niekoniecznie powód do zadowolenia. Problemem są ceny skupu, które są niższe niż przed rokiem.

– Coraz trudniej jest. Ten rok jest już całkowitą porażką – mówi Rafał Kędziora.

W zależności od skupu i regionu za jabłka sadownicy otrzymują około 63–68 groszy za kilogram. Różnice w cenach są dla nich trudne do wytłumaczenia.

– Nie wiemy, od czego to zależy. Ten problem wraca co roku jak bumerang – wskazuje Kędziora.

Sadownicy pytają o ceny

Część producentów podejrzewa, że na rynku może dochodzić do nieprawidłowości związanych z ustalaniem cen. Sadownicy zwracają uwagę na sytuacje, w których na początku sezonu zakłady przetwórcze mają awarie lub pracują wolniej, co powoduje powstawanie kolejek przed skupami.

Zdaniem części producentów, gdy kolejki rosną, ceny skupu zaczynają spadać. Są to jednak podejrzenia sadowników – sama obserwacja takich zjawisk nie przesądza o istnieniu zmowy cenowej.

Jednocześnie ceny jabłek w sklepach pozostają znacznie wyższe niż te oferowane producentom. Różnica między ceną skupu a ceną detaliczną jest jednym z głównych powodów frustracji sadowników.

Rosną koszty pośredników

Ekonomiści wskazują, że na ostateczną cenę owoców wpływa wiele elementów. W ostatnich latach wzrosły między innymi wynagrodzenia, podatki, koszty transportu i energii. Droższe stało się również przechowywanie zbiorów.

Te wydatki ponoszą kolejne ogniwa łańcucha dostaw, a część kosztów ostatecznie trafia do ceny płaconej przez konsumenta. Jednocześnie pośrednicy muszą uwzględniać własne koszty i marże, co ogranicza przestrzeń do podnoszenia cen płaconych producentom.

Na sytuację polskich sadowników wpływa także konkurencja z zagranicy. Na rynku dostępne są jabłka między innymi z Turcji i Chin. W przypadku Chin dodatkowym wyzwaniem jest rosnąca jakość produkowanych tam owoców. Przez lata europejski rynek koncentratu preferował przede wszystkim kwaśniejsze odmiany, podczas gdy chińscy producenci specjalizowali się głównie w słodszych jabłkach. To się jednak zmienia.

Brakuje rąk do pracy

Niskie ceny skupu to niejedyny problem. Sadownicy muszą również znaleźć ludzi do zbiorów. W gospodarstwie Rafała Kędziory jabłka trzeba zebrać z 13 hektarów. Pracuje przy tym 12 osób.

To i tak komfortowa sytuacja w porównaniu z gospodarstwami, które mają trudności ze skompletowaniem ekipy.

– Stawki dla pracowników sezonowych rosną od 5 do 10 procent rocznie – mówi sadownik.

Jak podkreśla, wyższe wynagrodzenie nie jest jedynym kosztem. Dla gospodarstwa ważna jest również pewność, że pracownicy pojawią się w sadzie w odpowiednim czasie. Zbiór musi być wykonany sprawnie, bo opóźnienia mogą oznaczać kolejne straty.

W efekcie sadownicy znajdują się między rosnącymi kosztami produkcji a cenami skupu, na które mają ograniczony wpływ. Tegoroczne zbiory mogą być więc obfite, ale dla wielu gospodarstw nie oznacza to dobrego sezonu finansowego.

Źródło: kielce.tvp.pl

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.