Grad zmasakrował owoce. Teraz zaczyna się walka o odszkodowanie

by kobieta

Po gradzie zostały pokaleczone jabłka. Sadownik z okolic Łosic: „Zbiory wyglądają tragicznie”

W sadzie Marcina z okolic Łosic tegoroczne zbiory jabłek są mocno naznaczone skutkami gradobicia. Owoce mają widoczne uszkodzenia, a część z nich trudno będzie sprzedać jako pełnowartościowe jabłka deserowe. Sadownik zwraca też uwagę na problem z oceną szkód przez ubezpieczycieli i rzeczoznawców.

Pierwszy, niewielki grad spadł w tym rejonie 1 lipca. Kilkanaście dni później, 13 lipca, przyszedł kolejny, znacznie większy. Jak relacjonuje Marcin, właśnie to drugie gradobicie spowodowało poważne uszkodzenia w sadzie.

Skala strat została jednak oceniona różnie w zależności od tego, kto dokonywał oględzin. Według informacji przekazanych przez Marcina rzeczoznawcy ubezpieczyciela oszacowali uszkodzenia na 75 proc., a dodatkowe 5 proc. zakwalifikowali jako ogólne zniszczenia. Łącznie dało to 80 proc. strat na około 6 hektarach. To nie koniec rozbieżności. Jak relacjonuje sadownik, biegły sądowy, który zabezpieczał dowody, ocenił straty na poziomie od 85 do 100 proc.

Pokaleczone jabłka tracą wartość

Problem szczególnie dobrze widać teraz, kiedy rozpoczęły się zbiory. Na zdjęciach przesłanych przez sadownika widać jabłka z wyraźnymi śladami po gradzie – obicia, rany i uszkodzenia skórki.

Marcin zwraca uwagę, że takie owoce mogą być przez ubezpieczyciela różnie klasyfikowane. Według jego relacji jabłka z kilkoma uszkodzeniami mogą zostać uznane za owoce deserowe niższej klasy albo trafić do przemysłu.

– Generalnie problemem jest brak standardów – mówi.

Jak podkreśla, w przypadku gradobicia kilka niewielkich uszkodzeń może oznaczać zupełnie inną kwalifikację owocu niż w sytuacji, gdy jabłko zostało całkowicie strącone z drzewa. Jego zdaniem sposób oceny nie zawsze jest spójny.

Sadownik wskazuje też na przypadki, w których – według jego relacji – przy podobnych uszkodzeniach owoce w jednym gospodarstwie były kwalifikowane inaczej niż u sąsiada.

„Jabłko deserowe” bez jednej definicji?

Jednym z problemów, na które zwraca uwagę Marcin, jest również brak – w jego ocenie – jasnego standardu określającego, jakie uszkodzone jabłko nadal można uznać za deserowe.

Podczas oględzin zaproponował, aby wykorzystać definicję jabłka deserowego stosowaną przez IJHRS. Rzeczoznawcy mieli jednak nie zgodzić się na takie rozwiązanie. To właśnie kwalifikacja owoców ma ogromne znaczenie dla wysokości szkody. Jabłko z niewielkim śladem po gradzie może mieć zupełnie inną wartość niż owoc mocno obity, pęknięty czy uszkodzony w kilku miejscach.

Oględziny i zabezpieczenie dowodów kontra kalendarz zbiorów

W sprawie pojawia się jeszcze jeden problem: czas.

Pierwsze oględziny po gradobiciu odbyły się 15 lipca. Jak relacjonuje Marcin, zakończyły się jednak protokołem, w którym wpisano 0 proc. strat. Kolejne, końcowe oględziny zaplanowano na 31 sierpnia.

W międzyczasie owoce dojrzewają, a sad zaczyna być przygotowywany do zbiorów.

– Z jednej strony jest to dla nas korzystne i wraz z upływem czasu rany są coraz bardziej widoczne. Z drugiej strony mamy mniej czasu na reakcję, ponieważ zaczynamy zbiory – tłumaczy.

W przypadku postępowania sądowego procedura zabezpieczenia dowodów również wymaga czasu. Jak opisuje sadownik, po złożeniu wniosku sąd wyznacza biegłego, następnie dochodzi do przekazania dokumentów i ustalenia terminu czynności. Całość może potrwać kilka tygodni.

Dla gospodarstwa sadowniczego to istotny problem, ponieważ pod koniec września część odmian jest już zebrana.

Uszkodzenia widać na owocach

Marcin szacuje również, że sam efekt zniszczenia liści i brak możliwości pełnego wykorzystania preparatów podawanych dolistnie może dodatkowo wpłynąć na plon. Na podstawie rozmów z doświadczonymi sadownikami ocenia ten wpływ na około 20 proc.

Najbardziej widoczne są jednak szkody bezpośrednio na owocach. Jabłka po gradobiciu mają rany i obicia, które obniżają ich wartość handlową. Część takich owoców nie będzie mogła trafić na rynek jako standardowe jabłka deserowe.

W sadzie pod Łosicami problem nie kończy się więc na samym uszkodzeniu drzew i owoców. Dla gospodarstwa równie ważne staje się to, jak te uszkodzenia zostaną zakwalifikowane i wycenione.

Marcin jest obecnie w trakcie zbiorów. Jak wynika z jego relacji i przesłanych zdjęć, tegoroczny plon z uszkodzonych kwater wygląda bardzo źle, a pokaleczone przez grad jabłka są jednym z najbardziej widocznych skutków lipowego żywiołu.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.