Mini kiwi: niszowa uprawa z dużym potencjałem i dużym ryzykiem

by kobieta

Dla producentów owoców ten sezon jest wyjątkowo trudny. Dobrze wiedzą o tym także plantatorzy mini kiwi, którzy właśnie prowadzą zbiory tych coraz bardziej popularnych, choć wciąż niszowych owoców. Ich doświadczenia pokazują, że w sadownictwie poszukiwanie alternatywnych upraw może być szansą na dodatkowy dochód, ale wiąże się również z dużym ryzykiem.

Historia plantacji mini kiwi na ziemi grójecko-warckiej, nazywanej często największym sadem Europy, jest podobna do historii wielu gospodarstw szukających nowych możliwości. Pierwsze rośliny zostały posadzone w 2017 roku.

– Zdecydowaliśmy się na zasadzenie pierwszego mini kiwi. Poszukaliśmy alternatywy dla uprawy jabłoni, bo to robiło się coraz cięższe i coraz mniej opłacalne – mówi Piotr Stykowski.

Pomysł okazał się trafiony, ale szybko wyszło na jaw, że mini kiwi wymaga dużego nakładu pracy, a sama uprawa jest mocno uzależniona od pogody. Szczególnie niebezpieczne są wiosenne przymrozki.

Osiem nocy walki z mrozem

Mini kiwi dobrze znosi zimowe spadki temperatury. Problem pojawia się wiosną, kiedy rośliny rozpoczynają wegetację. Wtedy nawet niewielki przymrozek może zniszczyć młode pędy i kwiaty.

W tym sezonie plantatorzy przez osiem nocy z rzędu musieli chronić swoje rośliny.

– Osiem nocy pod rząd walczyliśmy z przymrozkami. Można powiedzieć, że z regularnymi mrozami, bo to nie były przymrozki tylko nad ranem. Całą noc chroniliśmy rośliny – relacjonuje Stykowski.

Walka zakończyła się jednak powodzeniem. Według oceny plantatora na pnączach pozostało około 70 proc. owoców.

To oznacza, że przyszedł czas na kolejny etap – zbiory. Mini kiwi trzeba zebrać, zanim zacznie dojrzewać. Praca jest czasochłonna. Całe kiście ścina się sekatorem, a następnie każdą jagodę trzeba oddzielić.

– Uważam, że warto było, bo to jest naprawdę bardzo fajny, ciekawy owoc. Uprawa jest jeszcze w miarę opłacalna, pod warunkiem że nie zmarznie – mówi plantator.

Problemem pozostaje sprzedaż

Sama produkcja nie jest jednak jedynym wyzwaniem. Dużo trudniejsza może okazać się sprzedaż większych partii owoców.

Mini kiwi z gospodarstwa trafia przede wszystkim na rynek hurtowy, a następnie do warzywniaków i na targowiska. Choć owoc ma w Polsce coraz więcej zwolenników, wciąż pozostaje produktem niszowym.

Zdaniem ekspertów mini kiwi nie ma obecnie szans powtórzyć sukcesu borówki wysokiej i stać się masową uprawą. Może jednak znaleźć swoje miejsce jako specjalistyczny kierunek produkcji.

– Ci, którzy przetrwali ten wstępny, trudny okres i zaaklimatyzowali się, będą dalej uprawiać i myślę, że większe lub mniejsze sukcesy będą odnosić. Być może otworzy się też rynek zagraniczny. W tej chwili widzę duże zainteresowanie tym owocem w Unii Europejskiej – ocenia prof. Piotr Latocha.

Dużo pracy, ale może się opłacać

Mini kiwi jest rośliną wymagającą. Plantacja wymaga odpowiedniego przygotowania, pielęgnacji i dużej ilości pracy ręcznej. To uprawa czasochłonna, a wejście w nią oznacza również spore nakłady początkowe.

– Jest to niełatwa w uprawie roślina, wymaga dużo nakładu pracy i jest czasochłonna. Jeżeli jednak ktoś to opanuje, jest w stanie całkiem nieźle funkcjonować i mieć godziwy dochód – prof. Piotr Latocha.

Dodatkowym atutem mini kiwi są jego walory żywieniowe. Owoce są bogate w składniki odżywcze i zaliczane są do tzw. superżywności. To może w przyszłości pomóc w budowaniu popytu, szczególnie jeśli polscy konsumenci będą sięgali po nie częściej.

Na razie jednak plantatorzy muszą przede wszystkim radzić sobie z ryzykiem produkcyjnym.

Zmiany klimatu zwiększają ryzyko

Paradoksalnie, ocieplający się klimat nie oznacza dla producentów mini kiwi mniejszego zagrożenia. Cieplejsze zimy i wcześniejsze rozpoczęcie wegetacji mogą sprawić, że rośliny będą bardziej narażone na późnowiosenne spadki temperatury.

– O ile klimat nam się ociepla i mamy cieplejsze lata, to przymrozki są co roku. Może być tak, że wegetacja będzie ruszać wcześniej, a przymrozki nadal będą występować i będą powodować większe szkody. Czyli przymrozki są tutaj większym problemem – prof. Piotr Latocha.

Dla plantatorów oznacza to konieczność inwestowania w ochronę przed mrozem i dokładnego obserwowania pogody. W przypadku mini kiwi kilka chłodnych nocy w kluczowym momencie sezonu może zdecydować o wyniku całego roku.

Ryzyko pojawia się także jesienią. Zmienna pogoda w czasie zbiorów może utrudniać terminowe zebranie owoców, a dodatkowym problemem jest dostępność pracowników sezonowych. Przy ręcznym zbiorze i sortowaniu mini kiwi ich brak może szybko przełożyć się na problemy z organizacją pracy.

Mini kiwi nie zastąpi jabłoni czy borówki na dużą skalę. Może jednak być interesującą alternatywą dla gospodarstw, które szukają niszowych kierunków produkcji i są gotowe ponieść większe nakłady pracy oraz ryzyko pogodowe. Ten sezon pokazuje przy tym bardzo wyraźnie, że w przypadku tej uprawy granica między opłacalnością a stratą może przebiegać dosłownie między jedną mroźną nocą a drugą.

źródło: TVP3 – AGROBZINES

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.