Kiedy sadownik staje się bankiem. Coraz więcej pytań o uczciwość handlu jabłkami
Polskie sadownictwo od lat zmaga się z wieloma problemami. Pogoda, ceny, koszty produkcji, brak pracowników czy rosnące wymagania rynku to codzienność, z którą producenci nauczyli się żyć. Coraz częściej jednak największym zagrożeniem nie są ani przymrozki, ani gradobicia. Największym problemem staje się… kontrahent.
Od kilku miesięcy do naszej redakcji napływają niepokojące sygnały od sadowników nie tylko z powiatu grójeckiego, ale również z Lubelszczyzny i rejonu sandomierskiego. Łączy ich jedno – opowieść o sprzedaży jabłek, po której zamiast pieniędzy pozostaje tylko oczekiwanie. I to oczekiwanie trwa nie tydzień czy dwa. Trwa miesiąc. Dwa. Cztery…
To już nie jednostkowe przypadki
Każda redakcja otrzymuje różnego rodzaju skargi. Jedne okazują się nieporozumieniem, inne efektem zwykłego konfliktu handlowego. Dlatego pojedynczych historii często się nie opisuje. Trudno bowiem budować obraz całej branży na podstawie jednego przypadku.
Tym razem sytuacja wygląda jednak inaczej.
W ciągu ostatniego półrocza zgłosiło się do nas kilkunastu sadowników, którzy opisują niemal identyczny mechanizm działania jednej z firm działających na terenie powiatu grójeckiego. Relacje pochodzą od osób z różnych miejscowości i różnych regionów kraju. Wielu z nich nie zna się nawzajem, a mimo to opowiadają bardzo podobną historię.
Schemat ma wyglądać następująco.
Firma aktywnie poszukuje dostawców jabłek. Zamieszcza ogłoszenia na facebookowych grupach branżowych i portalach internetowych. Deklaruje zakup owoców, często w dużych ilościach. Towar zostaje odebrany, jakość rozliczona zgodnie z ustaleniami, dokumenty wystawione.
I wtedy zaczyna się najdłuższy etap całej transakcji.
Czekanie na pieniądze.
Od 20 do nawet 120 tysięcy złotych
Kwoty, o których mówią sadownicy, trudno nazwać symbolicznymi.
Jedna z osób czeka na około 20 tysięcy złotych. Inna na 40 tysięcy. Kolejna mówi o 60 tysiącach, następna o 80 tysiącach. Najwyższa zgłoszona nam należność przekracza 120 tysięcy złotych.
Dla kogoś z zewnątrz mogą to być jedynie liczby.
Dla sadownika są to często pieniądze za wiele miesięcy pracy całej rodziny. To środki potrzebne na wypłatę pracownikom, zakup nawozów, środków ochrony roślin, spłatę kredytów czy przygotowanie kolejnego sezonu.
Gdy podobnych historii zaczyna przybywać, pojawia się pytanie, czy nadal mówimy o pojedynczych opóźnieniach, czy już o zjawisku, którego nie można ignorować.
„Mamy problemy z płynnością”
Praktycznie wszyscy rozmówcy przekazują nam podobną odpowiedź, jaką słyszą podczas rozmów telefonicznych.
„Mamy problemy z płynnością finansową.”
To zdanie samo w sobie nie jest niczym nadzwyczajnym. Problemy finansowe mogą dotknąć każdą firmę. Rynek bywa trudny, ceny się zmieniają, kontrahenci również potrafią nie płacić.
Pytanie pojawia się jednak gdzie indziej.
Jeżeli przedsiębiorstwo rzeczywiście ma problemy z regulowaniem zobowiązań wobec obecnych dostawców, to czy powinno w tym samym czasie aktywnie poszukiwać kolejnych producentów i zachęcać ich do sprzedaży towaru?
Jak relacjonują sadownicy, z czasem kontakt z przedstawicielami firmy staje się coraz trudniejszy. Gdy cierpliwość się kończy i zaczynają częściej dzwonić z pytaniem o termin przelewu, niektórzy twierdzą, że ich telefony pozostają bez odpowiedzi, połączenia są odrzucane, a zdarza się również, że ich numery zostają zablokowane. Jeśli te relacje znajdują potwierdzenie, trudno nie odnieść wrażenia, że zamiast rzeczowej informacji o terminie zapłaty wierzyciele pozostają bez możliwości skutecznego kontaktu z kontrahentem.
Dwie rzeczywistości
Największe kontrowersje budzi właśnie ten rozdźwięk.
Z jednej strony obecni dostawcy od miesięcy czekają na swoje pieniądze i słyszą o trudnościach finansowych. Z drugiej strony w mediach społecznościowych pojawiają się kolejne ogłoszenia o skupie jabłek. Według relacji sadowników, przekaz marketingowy sugeruje sprawną współpracę i terminowe rozliczenia.
To rodzi fundamentalne pytanie.
Czy potencjalny sprzedający powinien wiedzieć, że wobec części wcześniejszych dostawców występują wielomiesięczne zaległości?
Czy ma prawo podjąć świadomą decyzję, znając pełny obraz sytuacji?
Bo przecież nikt rozsądny nie zgodziłby się świadomie zostać kolejnym wierzycielem firmy, gdyby wiedział, że inni czekają na zapłatę od kilku miesięcy.
Sadownik nie jest instytucją finansową
W tej historii jest jeszcze jeden aspekt, o którym mówi się zdecydowanie za mało.
Coraz częściej to właśnie producenci rolni stają się nieformalnym źródłem finansowania działalności swoich kontrahentów.
Mechanizm jest prosty.
Firma odbiera towar, sprzedaje go dalej, obraca pieniędzmi, rozwija działalność, pozyskuje kolejnych dostawców, a producent… czeka.
Miesiąc.
Dwa.
Pięć.
Sześć.
W praktyce oznacza to, że sadownik kredytuje działalność przedsiębiorstwa własnymi pieniędzmi.
Tyle że robi to nie z własnej woli.
Nie podpisuje umowy kredytowej.
Nie nalicza odsetek.
Nie analizuje zdolności finansowej kontrahenta.
Po prostu zostaje postawiony przed faktem dokonanym.
Gdzie przebiega granica uczciwości?
Nie przesądzamy, czy w opisanej sprawie doszło do naruszenia prawa. Od tego są odpowiednie instytucje i sądy.
Ale jako dziennikarze mamy obowiązek zadawać pytania.
Czy uczciwe jest pozyskiwanie nowych dostawców w sytuacji, gdy wcześniejsi od wielu miesięcy nie otrzymali zapłaty?
Czy etyczne jest budowanie kolejnych transakcji na pieniądzach tych, którzy już wcześniej zaufali firmie?
Czy przedsiębiorca powinien otwarcie informować nowych kontrahentów o istniejących opóźnieniach w płatnościach?
Bo jeśli odpowiedź na każde z tych pytań brzmi „nie”, to znaczy, że problem nie dotyczy wyłącznie płynności finansowej.
Dotyczy zaufania.
Milczenie działa na korzyść nierzetelnych
Branża sadownicza od zawsze opierała się na zaufaniu. Wielu producentów przez lata prowadziło handel praktycznie na słowo.
Dzisiaj takie zaufanie coraz częściej okazuje się kosztowne.
Dlatego warto mówić o podobnych przypadkach. Nie po to, aby kogokolwiek skazywać w medialnym procesie, ale po to, aby ostrzec innych przed ryzykiem.
Jeżeli podobnych sygnałów jest kilka, można mówić o przypadku.
Jeżeli jest ich kilkanaście i wszystkie opisują ten sam mechanizm działania, trudno przejść obok tego obojętnie.
Nasz apel
Jeżeli jesteś sadownikiem i spotkała Cię podobna sytuacja, nie zostawaj z problemem sam.
Dokumentuj transakcje.
Zachowuj faktury, potwierdzenia odbioru oraz korespondencję.
Dochód swoich należności.
Informuj organizacje branżowe i odpowiednie instytucje.
A przede wszystkim rozmawiajmy o takich sytuacjach. Bo tylko dzięki wymianie informacji można ograniczyć skalę problemu.
Rynek potrzebuje uczciwej konkurencji, rzetelnych firm i terminowych płatności.
Bo jabłka można wyprodukować ponownie.
Zaufanie – znacznie trudniej.
