Kto naprawdę korzysta na wojnie cenowej skupów? Sadownicy już to widzą

by kobieta

Jeden skup podnosi cenę, drugi nie chce zostać w tyle, a sadownik? Czy cenowa przepychanka między skupami potrwa cały sezon?

Na rynku jabłka przemysłowego zaczyna robić się ciekawie. W jednym z rejonów sadowniczych cena za jabłko z przeznaczeniem na przemysł wzrosła z około 62 do 65 groszy za kilogram. Nie wszędzie jednak obowiązuje już taka stawka — większość skupów nadal płaci 62 grosze.

Skąd różnica?

Jak wynika z rozmów na rynku, swoją rolę odgrywa nowy skup, który pojawił się w okolicy i próbuje przyciągnąć dostawców wyższą ceną. Konkurencja nie zamierza jednak oddawać klientów bez walki. Efekt? Kolejne podmioty muszą podnosić stawki, żeby utrzymać dostawy.

To klasyczna walka o surowiec. Tyle że tym razem jej skutki mogą być wyjątkowo korzystne dla sadowników.

Kto na tym zyskuje?

Przede wszystkim ten, kto ma jabłko do sprzedania.

Jeżeli jeden skup podnosi cenę, konkurencja ma w zasadzie dwa wyjścia: zaakceptować odpływ dostaw albo również sięgnąć głębiej do kieszeni. A kiedy zaczyna się wyścig, sadownik może wybierać, komu sprzedać towar.

Co ciekawe, według rozmówców z rynku taka walka może potrwać nawet przez cały sezon. Trudno oczywiście dziś przesądzać, jak długo potrwa cenowa rywalizacja, ale jedno jest pewne: pojawienie się nowego gracza potrafi bardzo szybko zmienić układ sił.

I nie chodzi wyłącznie o przemysł.

Sadownicy zaczynają selekcjonować już w sadzie

W rozmowie z jednym z skupujących jabłka pokazuje się ciekawy obraz przy odmianie Golden Delicious.

Jak podaje sadownik i skupujący: Po wiosennych przymrozkach ta odmiana w wielu miejscach wygląda stosunkowo dobrze. Jednocześnie coraz wyraźniej widać tendencję do wcześniejszego przerywania owoców, które mają niewielkie szanse osiągnąć rozmiar handlowy.

Dlaczego?

Z rynku handlowego płyną sygnały, że Golden o średnicy 7 cm i większej jest znacznie łatwiejszy do sprzedaży, podczas gdy jabłko w przedziale 6–7 cm staje się problematycznym dodatkiem w skrzyni.

Sadownik może więc kalkulować: zamiast utrzymywać drobne owoce do zbioru, lepiej wyeliminować je wcześniej i zostawić drzewo z większą ilością owoców, które mają szansę osiągnąć atrakcyjny kaliber.

Nie musi to oznaczać niższego plonu. Może natomiast oznaczać lepszą jakość handlową zbieranego jabłka i większy udział owoców grubych.

Wojna skupów może więc mieć jednego dużego wygranego

I wcale nie musi nim być skup.

Jeżeli konkurencja o dostawcę będzie się zaostrzać, a podmioty będą próbowały przyciągać jabłko ceną, największym beneficjentem może zostać sadownik.

Bo w tej układance działa prosta zasada: im bardziej skupy potrzebują jabłka, tym mocniejszą pozycję negocjacyjną ma człowiek, który to jabłko posiada.

A jeżeli dodatkowo sadownicy coraz bardziej świadomie decydują, jakie owoce zostawić na drzewie, a jakie kierować na przemysł, rynek zaczyna działać jeszcze bardziej selektywnie.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.