Ceny jabłek letnich wracają do 2,50 zł/kg. Jacek Maliszewski: „Najlepszym wyznacznikiem cen jest podaż”
Ceny jabłek letnich ponownie wracają do poziomu 2,42–2,50 zł/kg. Jeszcze pod koniec ubiegłego tygodnia część firm próbowała obniżać stawki. Dziś ceny ponownie odbudowały wcześniejszy poziom. Co to oznacza dla sadowników? Zdaniem Jacka Maliszewskiego kluczowa będzie podaż, a tegoroczny sezon może pokazać, czy produkcja jabłek w Polsce na poziomie około 2,7 mln ton jest optymalna dla rynku.
Rynek jabłek wchodzi w nowy sezon w bardzo specyficznej sytuacji. Z jednej strony wciąż obecne są duże zapasy jabłek z poprzedniego sezonu, z drugiej – tegoroczne zbiory mają być zdecydowanie niższe.
Pierwsze tygodnie sezonu pokazują już, że sytuacja może być bardziej skomplikowana, niż wynikałoby to z samego poziomu zapasów.
Ceny jabłek letnich wracają do wcześniejszego poziomu
Jak mówi w rozmowie z naszym portalem Jacek Maliszewski, ceny jabłek letnich na początku sezonu kształtowały się na poziomie około 2,32–2,50 zł/kg, w zależności od odmiany i sortowania.
Pod koniec ubiegłego tygodnia część firm zdecydowała się obniżyć oferowane stawki.
– Część z firm zdecydowała się te stawki obniżyć, lecz dziś aktualnie te stawki znowu wróciły do tych poziomów: 2,42–2,50 – mówi Jacek Maliszewski.
To, jego zdaniem, jest bardzo istotny sygnał dla całego rynku.
Nie chodzi bowiem wyłącznie o samą wysokość ceny. Ważne jest to, jak rynek reaguje na próby jej obniżenia.
Podaż będzie decydowała o cenach jabłek?
Zdaniem Jacka Maliszewskiego odpowiedź jest stosunkowo prosta.
– Najlepszym wyznacznikiem, jeżeli chodzi o ceny i o kształtowanie cen, jest podaż – podkreśla.
To właśnie dostępność surowca decyduje o tym, kto w danym momencie ma silniejszą pozycję negocjacyjną.
Jeżeli jabłek jest bardzo dużo, firmy mogą wybierać spośród wielu dostawców. Presja na ceny rośnie, a sadownicy mają coraz mniejsze możliwości negocjowania stawek.
Kiedy natomiast podaż jest ograniczona, sytuacja zmienia się diametralnie.
– Podaż, która w latach nieurodzaju nie pozwala na obniżanie cen, ponieważ firmy po prostu walczą o surowiec – zauważa Maliszewski.
I właśnie z takim mechanizmem możemy mieć do czynienia w tym sezonie.
W latach dużych zbiorów ceny spadają do „sadowniczego dna”
Jacek Maliszewski zwraca uwagę, że rynek jabłek bardzo dobrze pokazuje podstawową zasadę ekonomii – kiedy produktu jest zbyt dużo, cena zaczyna walczyć o przetrwanie.
– Z kolei podaż w roku z dużymi zbiorami powoduje, że ceny niekiedy sięgają po prostu sadowniczego dna – mówi.
To właśnie ten mechanizm w poprzednich latach wielokrotnie decydował o bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej gospodarstw sadowniczych.
Duża produkcja oznacza konieczność zagospodarowania ogromnej ilości owoców. Sadownik nie może przecież przechować wszystkich jabłek. Część musi sprzedać na bieżąco, a przy dużej podaży odbiorca ma zdecydowanie mocniejszą pozycję.
Tegoroczny sezon może jednak odwrócić tę sytuację.
Czy 2,7 mln ton jabłek to optymalna produkcja dla Polski?
To właśnie tutaj pojawia się najważniejsze pytanie, które stawia Jacek Maliszewski.
– Czy ten sezon pokazuje i pokaże, że ten poziom produkcji jabłek, który mamy w Polsce, czyli około 2,7 miliona ton, to jest optymalnym poziomem produkcji? – pyta.
Nie chodzi oczywiście o maksymalizowanie cen za wszelką cenę.
Chodzi o znalezienie równowagi.
Takiej, w której polski rynek jest odpowiednio zaopatrzony, konsument może kupić jabłka w akceptowalnej cenie, firmy mogą prowadzić handel, a sadownik otrzymuje stawkę, która pozwala mu pokryć koszty i rozwijać gospodarstwo.
Jak zauważa Maliszewski, chodzi o „racjonalne ceny, nie zawyżone, nie zaniżone”.
I właśnie tegoroczny sezon może być bardzo dobrym testem tej teorii.
50 groszy na kilogramie może zdecydować o przyszłości gospodarstwa
Warto przy tym pamiętać, że zmiana ceny o kilkadziesiąt groszy wygląda zupełnie inaczej z perspektywy konsumenta, a inaczej z perspektywy gospodarstwa.
Dla osoby kupującej kilka kilogramów jabłek różnica 50 groszy może być praktycznie niezauważalna.
Dla sadownika sprzedającego dziesiątki czy setki ton jest to już ogromna kwota.
Maliszewski zwraca uwagę, że 50 groszy czy złotówka różnicy na kilogramie może decydować o przyszłości gospodarstwa.
– Dla sadownika te 50 groszy, złotówka na jabłku, to jest często być albo nie być dla gospodarstwa – podkreśla.
To jeden z najważniejszych aspektów obecnej sytuacji na rynku.
Cena jabłka nie jest bowiem wyłącznie wynikiem rynkowej gry. Za tą ceną stoi konkretne gospodarstwo, jego koszty, inwestycje i plany na kolejne lata.
Lepsza cena daje gospodarstwu „oddech”
Według Jacka Maliszewskiego różnica pomiędzy ceną, która pozwala jedynie przetrwać, a ceną zapewniającą odpowiednią rentowność może mieć ogromne znaczenie dla rozwoju polskich sadów.
– Lepsze ceny dają po prostu oddech gospodarstwom, żeby po prostu podejmowały jakieś inwestycje– zauważa.
Jak dodaje, gospodarstwa znajdujące się w trudniejszej sytuacji finansowej często po prostu trwają, bez możliwości dynamicznego rozwoju.
– Gospodarstwa, które mają trochę gorszą sytuację finansową czy nie rozwijają się tak dynamicznie, po prostu trwają w swoim takim marazmie – mówi Maliszewski.
Lepsza cena może natomiast pokazać gospodarstwu, w którym kierunku powinno się rozwijać.
To może oznaczać inwestycje w przechowalnictwo, sortowanie, modernizację parku maszynowego, nowe nasadzenia czy poprawę jakości produkowanego owocu.
Gala pierwszym poważnym testem rynku
Zdaniem Jacka Maliszewskiego odpowiedź na pytanie o siłę podaży nie przyjdzie jednak od razu.
Pierwszym ważnym sprawdzianem będzie Gala.
– Dość pesymistycznie wchodzimy w ten sezon, jeżeli chodzi o Galę. Ale czy pesymistycznie on będzie trwał, to się okaże – mówi.
To ważne zastrzeżenie.
Obecne nastroje mogą być bowiem inne niż rzeczywista sytuacja, która pojawi się wraz ze wzrostem podaży.
Jeżeli Gala w momencie zwiększenia dostępności surowca będzie utrzymywała relatywnie dobre ceny, może to być pierwszy sygnał, że niższe tegoroczne zbiory rzeczywiście zmieniają układ sił na rynku.
Szampion pokaże, co wydarzy się jesienią
Jeszcze ważniejszym sprawdzianem może być Szampion.
Maliszewski wskazuje, że właśnie ta odmiana może dostarczyć bardzo interesującej odpowiedzi na pytanie, jak rynek zachowa się podczas masowego zbioru popularnych odmian.
– Będzie też odpowiedź wcześniej, jeżeli chodzi o Galę, bo dość pesymistycznie wchodzimy w ten sezon. Ale odpowiedź będzie pewnie pod koniec października, gdzie będzie masowy wysyp tych jabłek, jeżeli chodzi o te popularne odmiany, czyli na przykład Szampiona, który względnie dobrze przetrwał przymrozek – wyjaśnia.
To właśnie przełom września i października może więc okazać się kluczowy.
Wtedy na rynek trafi znacznie więcej jabłek, a firmy będą musiały odpowiedzieć na pytanie, ile surowca rzeczywiście potrzebują i po jakiej cenie są gotowe go kupować.
Zapasy z poprzedniego sezonu kontra niższe zbiory
Tegoroczny rynek ma jeszcze jeden bardzo ważny element.
To zapasy jabłek z poprzedniego sezonu.
Mogłoby się wydawać, że ich obecność powinna automatycznie wywoływać silną presję na ceny nowych jabłek.
Tymczasem pierwsze ruchy cen pokazują, że nie musi to być takie proste.
Jeżeli przy próbie obniżenia cen firmy szybko wracają do wcześniejszych stawek, może to oznaczać, że bieżąca podaż zaczyna mieć większe znaczenie niż sam fakt istnienia zapasów.
I właśnie tutaj wracamy do podstawowej tezy Jacka Maliszewskiego: to podaż jest najlepszym wyznacznikiem ceny.
Ile kosztują jabłka w marketach?
Zupełnie osobną kwestią pozostaje cena jabłek dla konsumenta.
Jacek Maliszewski również zwraca uwagę na tę różnicę.
– Zupełnie inną sprawą jest to, ile kosztuje jabłko w markecie. Tego nie wiem, trzeba to sprawdzić, ale wydaje się, że w markecie tych wahań cenowych nie ma – mówi.
I rzeczywiście, ceny detaliczne nie muszą zmieniać się w takim samym tempie jak ceny otrzymywane przez sadowników.
Pomiędzy gospodarstwem a sklepową półką znajduje się przecież cały łańcuch: sortowanie, pakowanie, transport, magazynowanie, handel hurtowy i detaliczny.
Dlatego spadek lub wzrost ceny skupu nie musi automatycznie oznaczać takiej samej zmiany ceny dla konsumenta.
Najbliższe tygodnie pokażą, kto ma rację
Tegoroczny sezon zapowiada się więc jako wyjątkowo interesujący test dla całego rynku jabłek.
Z jednej strony mamy zapasy z poprzedniego sezonu i trudną sytuację rynkową. Z drugiej – znacznie niższą tegoroczną produkcję.
Jak podkreśla Jacek Maliszewski, najważniejsza będzie podaż.



