Polska jest jednym z czołowych producentów jabłek. Od lat w krajowych sadach jest ich multum, eksport kwitnie, a na straganach każdy smakosz znajdzie swoją ulubioną odmianę. Ceny jeszcze nie zwalają klientów z nóg. Powoli kończy się sezon na odmiany jesienne, wkraczają te zimowe, zdatne do dłuższego przechowywania. Sytuacja na rynku jabłek jest jednak trudna. Producenci zwracają uwagę na nieopłacalność produkcji, możliwy wzrostów rachunków za prąd i brak pracowników.
Jabłek nie brakuje, ale sadownicy mają problem. Ceny w skupie powinny być wyższe i nie ma komu pracować.
Na Broniszach cena minimalna za krajowe Lobo lub Piros to 1,5 zł/kg.
Fatalna sytuacja odbija się na całym rynku sadowniczym. W utrzymanie produkcji inwestuje się coraz więcej, a nie ma to przełożenia na ceny. Wielu pracodawców rezygnuje z zatrudniania pomocy przy zbiorach, bo nie ma z czego zapłacić.
Przy ciągłym wzroście cen energii przechowywanie jabłek w chłodni staje się nieopłacalne. Wielu rolników boi się, że cena oferowana na wiosnę nie pokryje tego, co zostało włożone w działanie chłodni.
źródło: https://to.com.pl