Uprawa czarnej porzeczki jest obecnie mniej popularna niż kilkadziesiąt lat temu. Jednak jej profesjonalna produkcja może być dochodowa, jeżeli od wczesnych etapów wegetacji plantacja będzie zadbana, a roślinom zostaną dostarczone niezbędne składniki odżywcze i wspomagające owocowanie. Kluczowa jest jakość plonów – również przeznaczonych na cele przetwórcze. Warto o nią zadbać szczególnie w tak wymagającym sezonie jak obecny, kiedy po wiosennej suszy nastąpiły silne przymrozki. Jakie rozwiązania pozwoliły zregenerować kwitnące plantacje i zawalczyć o plon?
Czarna porzeczka to uprawa, która kilka dekad temu zyskała w Polsce dużą popularność. Nawet niewielkie, 1- czy 2-hektarowe plantacje przynosiły wówczas wysokie zyski. Niestety później, w latach 90., doszło do drastycznego spadku cen tych owoców, co przyczyniło się do likwidacji właściwie większości plantacji. W ostatnich latach porzeczka sukcesywnie wraca na pola i staje się ponownie opłacalna. Aby tak było, warunkiem jest profesjonalne prowadzenie uprawy, zadbanie o kondycję roślin oraz o jakość plonów i ich trwałość pozbiorczą. Gdy owoce są dorodne i wyrównane, ułatwia to zarówno zbiór mechaniczny, jak i sprzedaż. Obecnie nawet porzeczka przeznaczona dla przetwórstwa musi spełniać wysokie wymagania. Co mogą zrobić producenci, żeby im sprostać?

Czarna porzeczka w malowniczym Beskidzie Wyspowym
Jednym z regionów w naszym kraju, gdzie uprawia się czarną porzeczkę, jest Limanowszczyzna. W tej części Małopolski cechą charakterystyczną jest duże rozdrobnienie gospodarstw – ich areał wynosi zwykle ok. 5-10 hektarów. Jeżeli chodzi o produkcję owocową, dominują tam sady jabłoniowe, a niektórzy gospodarze decydują się także na grusze. Czarna porzeczka nie należy co prawda do najważniejszych upraw na tym terenie, ale w okolicach znajduje się ok. 30 gospodarstw, które mają większe plantacje tej rośliny. Jak wynika z informacji od lokalnych agronomów, plantatorzy znają dobrze specyfikę porzeczki i prowadzą produkcję na wysokim poziomie.
Gospodarstwo rodzinne Pawła Stawarza, położone we wsi Jodłownik (powiat limanowski) w Beskidzie Wyspowym, specjalizowało się przed laty w hodowli bydła. W związku zachodzącą transformacją rynku z czasem zmienił się profil produkcji. Obecnie ma ono powierzchnię 40 hektarów – połowę zajmują sady jabłoniowe, a drugą właśnie plantacje czarnej porzeczki, uprawianej z przeznaczeniem na cele przetwórcze. Owoce te trafiają do zakładu produkcyjnego w pobliskim Tymbarku, a także do bezpośrednich kontrahentów z Lublina.

Kwietniowe przymrozki zagrażały kwitnieniu
Jedną z odmian porzeczki uprawianych w gospodarstwie w Jodłowniku jest Tisel – wczesna, plenna, odporna na choroby grzybowe i dobrze sprawdzająca się w produkcji towarowej. Tej wiosny powodzenie przedsięwzięcia stanęło jednak pod znakiem zapytania, kiedy w kwietniu – i tak problematycznym ze względu na panującą suszę – nadeszły dwie fale przymrozków. W połowie miesiąca, gdy procesy wegetacyjne już trwały, temperatury spadały w nocy nawet do -5 stopni C. Po dwóch tygodniach ponownie odnotowano tam przymrozki, tym razem ok. -3 stopni C.
Te dwa epizody przymrozkowe stanowiły dla roślin bardzo silny stres, dlatego po konsultacji z doradcą zapadła decyzja o zastosowaniu produktów, które poprawią kondycję plantacji w krytycznym okresie kwitnienia oraz wspomogą regenerację po wystąpieniu niekorzystnych czynników atmosferycznych. W tym celu wykonano dwa zabiegi z wykorzystaniem biostymulatora AMAFOL o wysokiej zawartości aminokwasów pochodzenia roślinnego – najpierw w dawce 1,5 l/ha, a następnie w połączeniu z AMARE, produktem algowym, w dawkach 1,5 l/ha + 2 l/ha. Czy taka interwencja przyniosła efekt?
– Myślę, że te rozwiązania sprawdziły się. Kwitnienie nie było obfite, więc walczyliśmy o każdy kwiat. Zastosowane produkty w pełni zadowalają gospodarza, mnie również – mówił w drugiej połowie maja Tomasz Kalita, doradca z firmy Agrochemik z Bochni. – Jeśli te zawiązki utrzymają się, to plon naprawdę będzie zadowalający. A w tym roku czarna porzeczka nie powinna być skupowana za bezcen.

Czas zadbać o jakość owoców
Majowe opady deszczu zdecydowanie poprawiły sytuację hydrologiczną i stan roślin na plantacji porzeczki w Jodłowniku, co pozwoliło na optymistyczne rokowania na przyszłość. Jednak wraz z postępami wegetacji można było zauważyć, że owoce rozwijają się nieco nierównomiernie i są różnej wielkości, co później może przełożyć się na trudności podczas zbiorów oraz na niższą jakość handlową plonu.
Żeby zadbać o poprawny wzrost mniejszych zawiązków i wyrównanie owoców, Tomasz Kalita rekomendował właścicielowi gospodarstwa kolejne sprawdzone rozwiązanie z oferty Amagro – nawóz biostymulujący ENERMAX. Zawiera on wyselekcjonowaną kompozycję aminokwasów, witamin i węglowodanów, a także potas, fosfor i inne mikroelementy. Składniki te, dobrze wchłaniające się i szybko działające w roślinach, zapewniają uprawom wspomaganie podczas najważniejszych okresów wzrostu, gdy występuje zwiększone zapotrzebowanie na energię. Dzięki temu możliwe jest uzyskanie większego rozmiaru i grubości owoców, a więc ogólnej zwyżki plonu. Po pierwszym majowym zabiegu, wykonanym w dawce 0,5 kg/ha, w drugiej połowie czerwca planowane są jeszcze dwa kolejne.
Ponieważ porzeczka jest zbierana kombajnowo, istotny czynnik jakościowy to odpowiednia twardość owoców. Ma ona znaczenie nie tylko w przypadku plonów przeznaczonych do handlu detalicznego, ale i tych trafiających do przetwórstwa. Zbyt delikatne owoce ulegają zgniataniu na etapie zbioru i transportu, co realnie oznacza stratę dla producenta. Rozwiązaniem, które pozwala temu zapobiec, jest aplikowanie na plantacji składników odżywczych, takich jak wapń i krzem. Dzięki nim można uzyskać lepszą strukturę i konsystencję owoców, co przekłada się na większą twardość, lepszą jakość i atrakcyjny wygląd plonów po zbiorach. Dlatego na kolejnych etapach wegetacji do programu nawożenia plantacji czarnej porzeczki u Pawła Stawarza zostanie włączony produkt BESTSIL+CA o wysokiej koncentracji tych pierwiastków – stosowany w dwóch zabiegach, w dawce 1 kg/ha.
Owoce ocalone dzięki biostymulacji
Tak trudna wiosna okazała się testem dla produktów Amagro, dostępnych w tym roku pierwszy raz w ofercie firmy Agrochemik. Niesprzyjające warunki pogodowe i liczne stresy, jakich doświadczały w tym sezonie rośliny, sprawiły, że producenci owoców z Limanowszczyzny byli bardziej niż zwykle zainteresowani możliwościami regeneracji i wspomagania upraw. Dlatego chętnie zasięgali porad u zaufanych lokalnych dystrybutorów.
– Mamy w tym roku porównanie, bo doświadczenia były realizowane jakby naturalnie. Jedni klienci mówili po przymrozkach, że to już koniec sezonu. Inni nie poddali się i szukali u nas rozwiązań. Teraz widać, kto miał rację. Nie ma nic lepszego niż to, kiedy klient widzi przez siatkę, że u sąsiada jest trochę inaczej. U tych, którzy nie stosowali takiego wspomagania, zawiązki były na ziemi. U klientów, którzy zdecydowali się na biostymulację, owoce rosną – opowiadał Tomasz Kalita z firmy Agrochemik. – Myślę, że po takim sezonie biostymulacja będzie na topie i będzie na nią popyt. Do tej pory to raczkowało. Aminokwasy bywały stosowane, ale na przykład produkty algowe nie były standardem w uprawach sadowniczych. Moim zdaniem te rozwiązania sprawdzają się w 100%. My i klienci jesteśmy z nich zadowoleni, więc będziemy nadal współpracować z firmą Amagro i polecać jej produkty.
