W sadownictwie nie brakuje dziś młodych ludzi, którzy poza wiedzą o prowadzeniu sadu mają także smykałkę do mechaniki, techniki i majsterkowania. Gdy do tego dochodzi własne gospodarstwo i potrzeba usprawnienia codziennej pracy, własny pomysł może przerodzić się w konkretne rozwiązanie. Tak było w przypadku Gabriela Wincka, który opracował koncepcję platformy i dokładnie wiedział, jak ma ona wyglądać oraz jakie funkcje powinna spełniać w jego gospodarstwie. Przy jej realizacji wykorzystał zabudowę firmy specjalizującej się w produkcji platform, a pracach technicznych skorzystał również z pomocy lokalnego mechanika.
Odwiedziliśmy gospodarstwo rodzinne Gabriela Wincka. To gospodarstwo w okolicach Sadkowic o powierzchni kilkudziesięciu hektarów, a więc skala produkcji jest już na tyle duża, że przy codziennej pracy liczy się nie tylko organizacja ludzi, ale również odpowiednie wyposażenie techniczne.

Pomysł zrodził się z potrzeby
Sadownicy mają już dwie platformy znanej marki, ale przy gospodarstwie liczącym kilkadziesiąt hektarów i ekipie przekraczającej 20 osób okazało się, że to po prostu za mało.
– Rozglądałem się z rodzicami za kupnem kolejnej platformy i w pewnym momencie stwierdziłem, że stworzę swoją. Miałem pomysł, musiałem tylko załatwić odpowiednie części, w tym zabudowę oraz pomoc mechanika – opowiada Gabriel.
Tak rozpoczęła się budowa samojezdnej platformy sadowniczej.
Pierwsze dwie maszyny powstały w 2025 roku i zostały zbudowane na potrzeby własnego gospodarstwa, przy pomocy mechanika i wykorzystania zabudowy WojTech. Koszt części, mechanika i wyposażenia jednej platformy wyniósł o wiele mniej niż, nowej kupionej u polskiego producenta.
I na dwóch się nie skończy.
– Będziemy robił trzecią, również na własne potrzeby – mówi Gabriel.

Garaż zamiast katalogu producenta
Profesjonalne platformy sadownicze to dziś wydatek, który dla wielu gospodarstw jest bardzo poważną inwestycją. Jak zauważa sadownik, za model Herkules trzeba zapłacić około 250 tysięcy złotych, natomiast nowe platformy samojezdne oferowane przez producentów również kosztują ponad 100 tysięcy złotych.
– To dużo pieniędzy na ten moment. Jeżeli mam pomysł, umiejętności, mam garaż, mogę skorzystać z znajomego mechanika i wiem, jak to zrobić, to po co kupować nową – tłumaczy.
W jego przypadku konstrukcja nie jest więc wyłącznie hobby. To przede wszystkim sposób na rozwiązanie konkretnego problemu w gospodarstwie.

Technologia daje dziś dużo większe możliwości
Warto też spojrzeć na takie konstrukcje z perspektywy ostatnich kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Dostęp do części jest znacznie lepszy, a rynek oferuje ogromną liczbę gotowych podzespołów, elementów hydraulicznych, elektrycznych i mechanicznych. Do tego dochodzą urządzenia i narzędzia, które pozwalają wykonać precyzyjnie rzeczy, o których dawniej można było tylko pomarzyć.
To wszystko sprawia, że granica między „sadownikiem” a „konstruktorem” zaczyna się zacierać.
Jak zaznacza Gabriel, przy budowie platformy korzystał z pomocy lokalnego mechanika. Jak podkreśla, jego wsparcie było ważnym elementem całej realizacji konstrukcji.

Efekt, który przyciąga uwagę
Platforma Gabrysia Wincka niewątpliwie przyciąga uwagę. Co ciekawe, na pierwszy rzut oka trudno odróżnić ją od maszyn przygotowanych przez profesjonalnych producentów – zarówno polskich, jak i włoskich.
I właśnie to jest chyba najciekawsze w tej historii.
Nie chodzi wyłącznie o oszczędność pieniędzy. Chodzi również o pokazanie, że współczesny sadownik może być kimś więcej niż tylko użytkownikiem gotowych maszyn. Może sam szukać rozwiązań, budować i poprawiać to, co już ma.
W gospodarstwie o powierzchni kilkudziesięciu hektarów takie podejście może mieć bardzo praktyczne znaczenie. Maszyna powstaje bowiem nie po to, żeby dobrze wyglądała w katalogu, ale po to, żeby codziennie pracowała w konkretnym gospodarstwie i odpowiadała na jego potrzeby.
Historia Gabriela Wincka pokazuje, że młode pokolenie sadowników coraz częściej łączy tradycyjną wiedzę o produkcji sadowniczej z technicznym zacięciem.




1 komentarz
Brakuje tylko info, że główna baza tej platformy to pojazd komunalny Ladog