Tegoroczne wiosenne przymrozki mocno dały się we znaki sadownikom, jednak – jak podkreśla sadownik Jacek Pruszkowski w opublikowanej na Facebooku wypowiedzi – pełny obraz strat wciąż może się jeszcze zmienić. Mimo to już dziś można ocenić, które odmiany ucierpiały najbardziej, a które zaskakująco dobrze poradziły sobie po chłodnych nocach.
– „Choć wiadomo, że jeszcze opad świętojański różne może przynieść skutki, to w tej chwili już zawiązki rosną tam, gdzie oczywiście nie zmarzły” – mówi sadownik.
Jak zaznacza Pruszkowski, sytuacja w sadach jest bardzo zróżnicowana i zależy zarówno od odmiany, jak i lokalizacji. Pozytywnym zaskoczeniem okazała się odmiana Gala. Choć początkowo wydawało się, że została mocno uszkodzona przez mróz, obecnie na drzewach widać rozwijające się zawiązki.
– „Zanosi się na to, że jeżeli chodzi o odmiany Gala, jakichś wielkich czy ogromnych strat nie będzie” – ocenia.
Podobnie sytuacja wygląda w przypadku odmiany Idared. Także tutaj zawiązki, mimo wcześniejszych obaw, rozwijają się prawidłowo i osiągają już wyraźne rozmiary.
Znacznie gorzej prezentuje się natomiast odmiana Prince oraz grupa Jonagoldów. Jak relacjonuje sadownik, nawet niewielkie różnice wysokości terenu mają ogromny wpływ na skalę uszkodzeń.
– „W miejscach tych najbardziej ciepłych, gdzie nigdy nie marznie, jest w zasadzie normalnie, natomiast już troszkę niżej, kilka metrów, okazuje się, że zawiązków nie ma praktycznie w ogóle” – podkreśla.
W przypadku grusz sytuacja również nie jest jednoznaczna. Na wyżej położonych stanowiskach drzewa poradziły sobie bez większych strat, nawet bez dodatkowej ochrony przeciwprzymrozkowej. Na niższych terenach widoczne są już jednak uszkodzenia i deformacje zawiązków.
Pruszkowski zwraca uwagę, że większym problemem niż same przymrozki mogą okazać się choroby i szkodniki.
– „Większe straty pewnie będą, jeśli chodzi o pseudomonę i o miodówkę, niż o same mrozy” – zauważa.
Równie zróżnicowana sytuacja dotyczy śliw. W okolicach Pronnej odmiana Lepotica zapowiada plonowanie, jednak odmiana President prawdopodobnie straci większość owoców.
– „Zostaną tylko pojedyncze sztuki. Reszta spadnie” – mówi sadownik.
Zdaniem Jacka Pruszkowskiego kluczowe będzie teraz rzetelne oszacowanie strat przez komisje powołane do oceny szkód. Jak podkreśla, pomoc powinna trafić przede wszystkim do gospodarstw, które rzeczywiście ucierpiały najbardziej.
– „Sadów całkowicie zmarzniętych jest bardzo dużo. Natomiast spora ilość jest sadów, gdzie wielkich strat albo nie ma, albo są nieduże” – zaznacza.
Sadownik apeluje, aby proces szacowania szkód przebiegał uczciwie i dokładnie.
– „Trzeba to zrobić w sposób prawidłowy i rzetelny, by nie skrzywdzić tych, którzy naprawdę tej pomocy potrzebują” – podsumowuje.





