Sadownicy alarmują: ceny jabłek przemysłowych nie pokrywają kosztów produkcji. Spór o winę między producentami a przetwórcami
50–55 groszy za kilogram jabłek przemysłowych to cena, która nie pokrywa kosztów produkcji – alarmuje Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP. Przedstawiciel branży przetwórczej odpowiada, że stawki wynikają z sytuacji na światowym rynku koncentratu jabłkowego, a zakłady nie mogą płacić za surowiec więcej, niż pozwalają im warunki sprzedaży. O przyczynach kryzysu i możliwościach porozumienia rozmawiano 18 października w programie „Tydzień” na antenie TVP1.
Tegoroczny sezon jest wyjątkowo trudny dla polskich sadowników. Wiosenne przymrozki i późniejsza susza przyczyniły się do strat w sadach, a zbiory są mniejsze niż w poprzednim roku. Mimo tego ceny jabłek przemysłowych pozostają na poziomie, który – zdaniem producentów – nie daje szans na pokrycie poniesionych nakładów.
Mirosław Maliszewski podkreśla, że sadownicy musieli ponieść wysokie koszty ochrony upraw i ratowania plonów. Teraz, gdy owoce trafiają do skupu, wielu z nich staje przed kolejnym problemem: niską ceną za surowiec.
– Absolutnie nie pokrywa kosztów produkcji. Mamy taki sezon, w którym zbiory w Polsce i w innych krajach Unii Europejskiej są zdecydowanie mniejsze niż w roku ubiegłym i niż wynosi średnia wieloletnia. Tymczasem popyt na jabłka deserowe i przemysłowe na rynkach międzynarodowych jest stabilny – argumentował Maliszewski w programie „Tydzień”.
Jak zaznaczył, nie ma podstaw, by tak znaczący spadek cen tłumaczyć zmniejszonym zapotrzebowaniem na jabłka czy produkowane z nich soki. Związek Sadowników RP zaapelował więc o zmianę podejścia do cen skupu.
– Poziom 50–55 groszy za kilogram jabłek przemysłowych jest nie do zaakceptowania. Nie sposób zgodzić się z takimi warunkami. Nic nie wskazuje na to, by tak niskie ceny miały uzasadnienie – mówił przedstawiciel sadowników, zastrzegając jednocześnie, że funkcjonowanie na otwartym, konkurencyjnym rynku ogranicza możliwość dowolnego kształtowania stawek.
Przetwórcy wskazują na rynek światowy
Inną perspektywę przedstawił Andrzej Gajowniczek, członek zarządu Krajowej Unii Producentów Soków. Jego zdaniem niskie ceny skupu nie wynikają z chęci wykorzystania rolników, lecz z sytuacji na globalnym rynku koncentratu jabłkowego.
Jak wyjaśniał, Polska konkuruje z krajami, w których koszty produkcji są niższe, między innymi z Mołdawią, Ukrainą i Turcją. Koncentrat pochodzący z tych państw może być oferowany odbiorcom taniej, co wpływa na ceny na rynku międzynarodowym.
Gajowniczek wskazał, że w poprzednim roku średnia cena kilograma koncentratu wynosiła około 1,78 euro, natomiast w bieżącym sezonie spadła do około 1,45 euro.
– Jeśli otrzymujemy niższą cenę za koncentrat, nie możemy płacić wyższej ceny za surowiec. Nie ma możliwości, żeby zmieścić się w kosztach produkcji – tłumaczył.
Jednocześnie zwrócił uwagę, że koszty działalności zakładów przetwórczych również rosną. Dotyczy to między innymi paliw, energii i wynagrodzeń, podczas gdy ceny koncentratu spadają. W takich warunkach, jak przekonywał, możliwości podnoszenia cen skupu są ograniczone.
Czy Polska może wpływać na ceny?
Mirosław Maliszewski nie zgodził się z argumentem, że polska branża musi jedynie dostosowywać się do cen ustalanych za granicą. Podkreślił, że Polska należy do najważniejszych producentów koncentratu jabłkowego na świecie i zajmuje szczególnie silną pozycję w Europie.
Jego zdaniem część problemu może wynikać nie tylko z globalnej konkurencji, lecz także z praktyk stosowanych przez duże międzynarodowe firmy działające w kilku krajach.
Maliszewski zwrócił uwagę na sytuacje, w których przedsiębiorstwa sprowadzają surowiec do zakładów w Polsce ze swoich zakładów za granicą. W jego ocenie cena ustalana w ramach tej samej grupy kapitałowej nie musi odzwierciedlać rzeczywistych warunków niezależnej transakcji rynkowej.
– Nie mówmy, że Polska nie ma wpływu na to, co się dzieje na światowym rynku koncentratu. Mamy taki wpływ – przekonywał, dodając, że argument o sytuacji międzynarodowej nie powinien automatycznie usprawiedliwiać tak niskich cen oferowanych polskim producentom.
Andrzej Gajowniczek podkreślił natomiast, że Polska jest trzecim producentem koncentratu jabłkowego na świecie, za Chinami i Stanami Zjednoczonymi, ale skala krajowej produkcji jest znacznie mniejsza niż w Chinach. W jego ocenie konkurencja cenowa ze strony zagranicznych dostawców sprawia, że odbiorcy mogą wybierać tańszy koncentrat lub mieszać go z produktem pochodzącym z różnych źródeł. To pozwala oferować niższe ceny, którym nie wszyscy producenci są w stanie sprostać.
Import koncentratu pod lupą
W rozmowie poruszono również kwestię ochrony polskiego rynku przed importem koncentratu jabłkowego. Andrzej Gajowniczek wskazał na różnice w zasadach handlu z Mołdawią i Ukrainą. Jak mówił, koncentrat z Mołdawii nie jest objęty cłem, natomiast w przypadku Ukrainy po wyczerpaniu określonego kontyngentu obowiązuje cło na poziomie 18%. Zasugerował też, że część importu może trafiać na rynek za pośrednictwem innych państw.
Maliszewski uznał jednak, że import nie jest główną przyczyną obecnego kryzysu cenowego. Według niego przywóz koncentratu z Ukrainy w przeszłości nie przekraczał 10 proc. krajowej produkcji, dlatego nie można na tej podstawie wyjaśnić skali obecnych obniżek.
– To tylko jeden z elementów wpływających na to, że cena jest niższa niż w roku ubiegłym. Nie oznacza to jednak, że powinna być obniżona do obecnego poziomu – argumentował.
Prezes Związku Sadowników RP wskazywał przede wszystkim na działania dużych międzynarodowych koncernów, które – jego zdaniem – mają istotny wpływ na warunki funkcjonowania rynku.
Tania produkcja, ale czy tańszy sok?
Spadek cen koncentratu rodzi również pytanie o to, czy konsumenci zapłacą mniej za soki. Andrzej Gajowniczek przyznał, że nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
Tym samym w centrum sporu pozostaje kwestia podziału kosztów i korzyści w całym łańcuchu produkcji: od sadownika, przez zakład przetwórczy, po odbiorcę gotowego produktu. Sadownicy wskazują na wysokie koszty uprawy i ceny skupu, które nie rekompensują poniesionych nakładów. Przetwórcy odpowiadają, że muszą konkurować na rynku, na którym ceny koncentratu spadają, a własne koszty działalności rosną.
Prowadzący program „Tydzień” zwrócił uwagę, że niższe ceny surowca nie muszą automatycznie przekładać się na niższe ceny dla klientów. Zaapelował również o porozumienie między obiema stronami, podkreślając, że przyszłość polskiego sadownictwa zależy zarówno od opłacalności produkcji owoców, jak i od dostępu zakładów do krajowego surowca.
Jedno pozostaje bezsporne: długotrwały konflikt między sadownikami a przetwórcami nie rozwiąże problemu niskiej opłacalności. Jeśli producenci nie będą w stanie pokryć kosztów uprawy, może to zagrozić stabilności dostaw polskich jabłek. Z kolei przetwórstwo potrzebuje konkurencyjnego surowca, aby utrzymać swoją pozycję na rynku. Wyzwaniem pozostaje więc znalezienie takich warunków współpracy, które pozwolą pogodzić realia międzynarodowej konkurencji z ekonomiczną opłacalnością polskiej produkcji.
źródło:



