Mechaniczne cięcie śliw w praktyce. Łukasz Zapora: oszczędność czasu sięga 30–40 proc.

by kobieta

12 hektarów śliw, rosnące koszty pracy i potrzeba utrzymania wysokiej jakości cięcia – to właśnie te czynniki skłoniły Łukasza Zaporę do inwestycji w mechanizację. Dziś w jego gospodarstwie pracuje maszyna EASY-CUT firmy PRO-CNC. Po pierwszym sezonie sadownik pozytywnie ocenia zmianę, a oszczędność czasu szacuje na 30–40 proc. O wyborze maszyny zdecydowały jednak nie tylko wydajność i cena, lecz także specyfika drzew oraz ukształtowanie terenu.

Od jabłoni do 12 hektarów śliw

Historia gospodarstwa Łukasza Zapory sięga 1969 roku. To wtedy jego dziadek rozpoczął działalność sadowniczą, zakładając około 3 hektarów jabłoni. Śliwy pojawiły się początkowo jako uzupełnienie nasadzeń – drzewa sadzono w otoczeniu sadu jabłoniowego, między innymi z myślą o osłonie. Z czasem jednak zaczęły zajmować coraz większą powierzchnię, zastępując kolejne kwatery jabłoni.

Obecnie gospodarstwo dysponuje 12 hektarami śliw. W jednej z kwater drzewa rosną na podkładce ałyczy, natomiast nowe nasadzenia zakładane są już na Węgierce Wangenheima. Różnice między starszymi i młodszymi nasadzeniami mają znaczenie przy planowaniu sposobu cięcia oraz organizacji pracy.

Przez lata zabieg wykonywano przede wszystkim ręcznie. Przy cięciu pracował sam Łukasz, jego ojciec i maksymalnie dwie dodatkowe osoby. Nie chodziło wyłącznie o dostępność pracowników. Sadownik chciał przede wszystkim dopilnować jakości, dlatego nie decydował się na zatrudnianie większej liczby osób tylko po to, aby szybciej zakończyć pracę.

Przy rosnących kosztach robocizny takie podejście stawało się jednak coraz bardziej wymagające organizacyjnie i finansowo. Poszukiwanie sposobu na przyspieszenie cięcia trwało kilka lat.

Decyzja o mechanizacji dojrzewała przez pięć lat

Pomysł zakupu maszyny pojawił się u Łukasza Zapory około pięciu lat przed podjęciem ostatecznej decyzji. Istotnym impulsem była obserwacja pracy pił u kuzyna, który wykorzystywał je w sadzie wiśniowym. Doświadczenia z innego gatunku nie dawały oczywiście gwarancji identycznych rezultatów w śliwie, ale pozwoliły ocenić potencjał technologii.

Mimo to do mechanicznego cięcia śliw sadownik podchodził początkowo sceptycznie. Podobne obawy miał jego ojciec. Wątpliwości dotyczyły przede wszystkim tego, czy rozwiązanie sprawdzi się w konkretnych warunkach gospodarstwa i pozwoli zachować kontrolę nad koronami drzew.

Ostatecznie decyzję o zakupie podjęto w poprzednim sezonie względem czasu przeprowadzenia wywiadu. Po pierwszym sezonie pracy podejście do mechanizacji się zmieniło. Najważniejszym argumentem okazała się widoczna oszczędność czasu, która przekonała również bardziej sceptycznie nastawionego ojca.

EASY-CUT od PRO-CNC – konfiguracja dopasowana do sadu

W gospodarstwie pracuje EASY-CUT, maszyna do mechanicznego cięcia drzew produkowana przez polską firmę PRO-CNC. Wybór konkretnej konfiguracji nie był przypadkowy. Łukasz Zapora chciał, aby urządzenie umożliwiało cięcie drzew na wysokości około 4,5–5 metrów.

Wynika to bezpośrednio ze sposobu prowadzenia produkcji i zbioru. Węgierki są zbierane z wykorzystaniem otrząsarki, natomiast pozostałe odmiany – za pomocą wysokich platform. Wysokie drzewa nie stanowią więc dla gospodarstwa przeszkody samej w sobie. Celem jest możliwie pełne wykorzystanie ich potencjału produkcyjnego, a nie ograniczanie wysokości tylko po to, aby ułatwić cięcie.

Dlatego istotnym kryterium wyboru była możliwość prowadzenia cięcia pionowego na odpowiedniej wysokości. Maszyna może przecinać gałęzie o średnicy do 6 cm, choć rzeczywisty efekt pracy zależy między innymi od konfiguracji urządzenia i warunków w sadzie.

Ciekawym przykładem indywidualnego doboru wyposażenia jest dolna część maszyny. Początkowo Łukasz Zapora rozważał zastosowanie trzech pił na dole agregatu. Zdecydował się jednak na dolny podcinacz listwowy. Z rozmów z innymi użytkownikami wynikało, że dolne piły w śliwie mogą się zapychać gałęziami spadającymi z wyższych partii korony, co prowadzi do zatrzymywania elementów tnących.

Dolna listwa ma przede wszystkim służyć do usuwania dolnych odrostów w wiśniach. W kwaterze śliw również znajduje zastosowanie, przycinając część nisko położonych gałązek. Podcinacz jest uchylny, dlatego podczas pracy trzeba zwracać uwagę na nisko rosnące gałęzie, które mogą zostać przez niego pochwycone.

To istotna lekcja dla sadowników planujących zakup podobnego urządzenia: konfiguracja sprawdzająca się w jabłoni czy wiśni nie musi być optymalna w śliwie. Warto uwzględnić pokrój drzew, gęstość koron, wysokość nasadzeń oraz sposób, w jaki gałęzie zachowują się podczas cięcia.

Nie tylko moc i liczba pił. Liczy się również ciągnik

Na ostateczny wybór wersji EASY-CUT wpłynęły także warunki pracy w gospodarstwie. Łukasz Zapora zdecydował się na prostszą wersję bez joysticka i przesuwu bocznego. Ma wąski ciągnik, którym może poruszać się wzdłuż wyznaczonej linii, dlatego dodatkowa funkcja przesuwu nie była dla niego niezbędna.

Prostsza konfiguracja oznacza również mniejszą masę urządzenia. Dodatkowo, zgodnie z ustaleniami z producentem, przygotowano specjalne, krótkie ramiona mocujące do tylnego układu zawieszenia narzędzi (TUZ), dzięki którym maszynę można było zbliżyć do ciągnika o około 20 cm. W ocenie sadownika takie rozwiązanie ma znaczenie dla stabilności całego zestawu.

To szczególnie ważne, ponieważ gospodarstwo dysponuje również mocno pagórkowatymi działkami. Łukasz Zapora zwraca uwagę na ryzyko utraty stabilności ciągnika i rozważa jego dodatkowe dociążenie. W tym przypadku wybór maszyny nie może być więc oceniany wyłącznie pod kątem wydajności samego elementu tnącego. Znaczenie mają masa agregatu, sposób jego zamocowania, szerokość ciągnika oraz nachylenie terenu.

Sadownik ocenia również, że do napędu agregatu w jego konfiguracji powinno wystarczyć około 50 KM. To jednak jego doświadczenie z konkretnym zestawem, a nie uniwersalna wartość dla każdej wersji maszyny. Przy doborze urządzenia należy kierować się zaleceniami producenta i parametrami ciągnika.

Ile można zaoszczędzić na cięciu śliw?

Najbardziej wymiernym argumentem za mechanizacją są koszty i czas pracy. Łukasz Zapora szacuje, że dzięki maszynie można oszczędzić około 30–40 proc. czasu potrzebnego na cięcie. Jak podkreśla, przy obecnych stawkach za robociznę nawet pozornie niewielka różnica przekłada się na istotne kwoty w skali całego gospodarstwa.

W jego kalkulacji ręczne cięcie hektara śliw na ałyczy kosztowało około 4 tys. zł. Po wdrożeniu maszyny koszt zabiegu oszacował na około 2 tys. zł na hektar. Są to orientacyjne wartości odnoszące się do warunków jego gospodarstwa, a nie gwarantowany wynik dla każdego sadu. Ostateczny rachunek zależy między innymi od kosztu pracy, intensywności cięcia, konieczności ręcznych poprawek oraz kosztów eksploatacji i utrzymania maszyny.

Zakup EASY-CUT kosztował sadownika około 79 tys. zł netto w momencie nabycia urządzenia. Dla gospodarstwa posiadającego 12 hektarów śliw znaczenie ma zatem nie tylko koszt jednego zabiegu, ale również możliwość wykorzystywania maszyny w kolejnych sezonach i przy innych pracach. Łukasz Zapora wykorzystuje ją także w wiśniach. Rozważa ponadto świadczenie usług, ponieważ pojawiły się już pierwsze zapytania od osób z jego otoczenia.

Nie oznacza to, że ekonomika mechanicznego cięcia będzie identyczna w każdym gospodarstwie. Przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnej warto policzyć rzeczywisty koszt hektara przed i po mechanizacji, uwzględniając również amortyzację, paliwo, serwis i zakres koniecznych poprawek wykonywanych ręcznie.

Wnioski po pierwszym sezonie

Łukasz Zapora deklaruje, że na obecnym etapie nie zmieniłby wybranej konfiguracji EASY-CUT. Największą korzyścią jest dla niego skrócenie czasu cięcia i wynikające z tego ograniczenie kosztów. Ważne okazało się także dopasowanie maszyny do specyfiki własnego gospodarstwa, zamiast wyboru najbardziej rozbudowanej wersji wyposażenia.

Jego doświadczenie pokazuje, że mechanizacja cięcia śliw wymaga spojrzenia na cały system produkcji: od wysokości drzew i sposobu zbioru, przez układ koron, aż po możliwości ciągnika i ukształtowanie terenu. Sama maszyna nie rozwiąże wszystkich problemów związanych z prowadzeniem sadu, ale właściwie dobrana może stać się ważnym narzędziem ograniczania nakładów pracy.

Najważniejszy wniosek z gospodarstwa Zapory jest prosty: mechaniczne cięcie warto rozpatrywać nie jako bezwarunkowe zastąpienie pracy ręcznej, lecz jako sposób na zwiększenie wydajności całego zabiegu. O powodzeniu decydują konfiguracja urządzenia, dopasowanie do sadu i rzetelne policzenie kosztów.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.