55 groszy za kilogram jabłek przemysłowych. „Są pewne granice wytrzymałości” – sadownicy mówią wprost
Ciężka praca przez cały sezon, walka z wiosennymi przymrozkami i koszty produkcji, których nie rekompensuje cena skupu. W reportażu wyemitowanym 18 października w programie „Tydzień” na antenie TVP1 sadownicy z zagłębia grójeckiego opowiedzieli o swojej sytuacji. Przy stawce 55 groszy za kilogram jabłek przemysłowych część producentów wstrzymuje sprzedaż. Padają mocne słowa o granicach opłacalności i przyszłości gospodarstw.
55 groszy za kilogram. „Cena zupełnie nie do zaakceptowania”
W sadach trwa końcówka zbiorów. Skrzyniopalety wypełnione owocami czekają na odbiorców, ale dla wielu producentów sprzedaż po proponowanych stawkach oznacza kolejną stratę. Dawid Królikowski występujących w materiale TVP1 nie pozostawił wątpliwości, jak ocenia obecną sytuację.
– Jest to jabłko przemysłowe, za które obecnie zakłady przetwórcze proponują nam 55 groszy za kilogram. Dla nas jest to cena zupełnie nie do zaakceptowania, poniżej wszelkich kosztów produkcji. Dlatego też póki co wstrzymujemy się ze sprzedażą – mówił, sadownik.
Dla gospodarstw to decyzja, która również wiąże się z ryzykiem. Przetrzymywanie towaru nie rozwiązuje problemu niskiej ceny, a jedynie odsuwa moment sprzedaży. Sadownikom trudno jednak zaakceptować stawkę, która – jak podkreślają – nie pozwala pokryć poniesionych nakładów.
Przymrozki zrobiły swoje. Jabłka deserowe trafią do przetwórstwa
W materiale pokazano gospodarstwo Dawida Królikowskiego, który wraz z rodzicami prowadzi 14-hektarowy sad w zagłębiu grójeckim. Jak wyjaśniał, w normalnych latach jabłka przemysłowe stanowiły około 10–15 proc. zbiorów. W tym sezonie ich udział jest znacznie większy.
Jedną z przyczyn są wiosenne przymrozki, z którymi sadownicy zmagali się przez kilka nocy. Walka o uratowanie plonów kosztowała ich czas, pracę i dodatkowe środki. Mimo tych wysiłków część owoców nie przyniesie spodziewanego dochodu.
– To był bardzo ciężki rok dla sadowników, ponieważ w maju praktycznie przez cały tydzień zmagaliśmy się z przymrozkami. Co noc walczyliśmy o to, żeby ten plon uratować. I to tak bardzo przykre jest, że dzisiaj my nie możemy tego towaru sprzedać za godne pieniądze – mówił Dawid Królikowski w reportażu TVP1.
Sadownik zwrócił uwagę na problem, który szczególnie mocno odczuwają producenci niektórych odmian. Przymrozki ograniczyły plon, a pozostałe na drzewach jabłka osiągnęły bardzo duże rozmiary. W rezultacie owoce, na których wyprodukowanie poniesiono koszty właściwe dla jabłek deserowych, mogą ostatecznie trafić do zakładów przetwórczych.
– Z tego też względu my ponieśliśmy koszty na wyprodukowanie tych jabłek jako deserowych. Natomiast dzisiaj sytuacja wygląda tak, że będziemy musieli je sprzedać jako surowiec do przetwórstwa – tłumaczył Królikowski.
To szczególnie bolesny scenariusz dla gospodarstwa: poniesione nakłady pozostają, ale przychód zależy od tego, do jakiego odbiorcy i w jakiej cenie uda się sprzedać owoce.
Mniejsze zbiory, a ceny niższe niż przed rokiem
Sadowników dodatkowo niepokoi porównanie z poprzednim sezonem. Jak wskazano w materiale, tegoroczne zbiory jabłek są o około jedną piątą niższe, a mimo to w podobnym okresie ubiegłego roku ceny skupu były wyższe.
W reportażu przypomniano również, że przed laty zakłady przetwórcze płaciły za jabłka przemysłowe złotówkę za kilogram i więcej. Dzisiejsze stawki, wynoszące około 50–60 groszy, rodzą pytania o to, jak długo gospodarstwa będą w stanie funkcjonować w takich warunkach.
Grzegorz Pilarski ujął problem bez ogródek:
– Każdy ponosimy, wszyscy ponoszą koszty. My mamy koszty, zakłady mają koszty, ale są pewne granice wytrzymałości.
W tej wypowiedzi zawiera się istota sporu. Sadownicy nie negują, że przetwórstwo również ponosi wydatki. Oczekują jednak ceny, która pozwoli utrzymać produkcję i nie będzie spychała gospodarstw na skraj opłacalności.
„Płacą nam tyle, żebyśmy jeszcze tylko oddychali”
Najmocniejsze słowa padły w kontekście przyszłości gospodarstw sadowniczych. Dla producentów problem nie kończy się na jednym sezonie i jednej cenie. Wieloletnie inwestycje w drzewa, infrastrukturę, maszyny oraz ochronę i nawożenie upraw wymagają przychodów pozwalających finansować kolejne cykle produkcyjne.
– Jeżeli te ceny nie ustabilizują się na normalnym poziomie, to po prostu nie będziemy produkować. Już dużo sadów bankrutuje. Płacą nam tyle, żebyśmy jeszcze tylko oddychali i żebyśmy żyli nadzieją, że może w przyszłym roku będzie więcej za jabłka – mówił sadownik Grzegorz.
To nie jest wyłącznie kwestia bieżącego rachunku za tegoroczne owoce. Sad musi być przygotowany na kolejny sezon, niezależnie od tego, czy poprzedni przyniósł dochód. Bez pieniędzy na odnowienie nasadzeń, zabiegi agrotechniczne, pracowników i utrzymanie infrastruktury coraz trudniej kontynuować produkcję.
W dodatku, jak wynika z relacji przedstawionej w programie, niskie ceny jabłek przemysłowych oddziałują także na rynek owoców deserowych. Presja cenowa obejmuje więc większą część produkcji, a nie tylko jabłka przeznaczone do przetwórstwa.
Wstrzymana sprzedaż i możliwa skarga do UOKiK
Wobec obecnej sytuacji sadownicy wstrzymują sprzedaż jabłek, a także przygotowują skargę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W reportażu wspomniano również o możliwości protestów i blokowania zakładów przetwórczych.
Spór o 55 groszy za kilogram staje się zatem częścią szerszej dyskusji o relacjach między producentami owoców a odbiorcami surowca. Sadownicy chcą wyjaśnienia, dlaczego przy niższych zbiorach proponowane im ceny pozostają na poziomie, który – według ich relacji – nie pokrywa kosztów produkcji..
Dla polskich sadowników pytanie pozostaje konkretne: jak prowadzić gospodarstwo, inwestować i przygotowywać się do kolejnych zbiorów, gdy cena oferowana za część tegorocznego plonu nie pozwala – jak mówią sami producenci – pokryć kosztów jego wytworzenia?
źródło: „Tydzień” na antenie TVP1



