Tego się jeszcze nikt nie spodziewał. Dzisiejsza noc pokazała, jak brutalna potrafi być pogoda w środku zimy – nawet dla tych, którzy od lat są przyzwyczajeni do mrozów. W sadach centralnej Polski, w rejonie Warki i Grójca, termometry zarejestrowały wartości sięgające -30°C. Dla wielu producentów to absolutny szok i jeden z najniższych wyników notowanych w ostatnich latach w sadownictwie.
Jeszcze niedawno pisaliśmy, że spadki temperatur do -20 czy nawet -25°C nie stanowią większego zagrożenia dla jabłoni. Drzewa w stanie pełnego spoczynku są w stanie wytrzymać takie warunki. Jednak -30°C i mniej to już zupełnie inna liga – granica, przy której nawet najbardziej odporne odmiany mogą zacząć wykazywać pierwsze objawy uszkodzeń.
Rekordowe pomiary w sadach
Z różnych lokalnych stacji i prywatnych czujników napływają dane potwierdzające skalę zjawiska. W niektórych punktach pomiarowych różnice na dystansie kilkuset metrów sięgały nawet 3°C, co pokazuje, jak bardzo lokalny charakter miała ta fala mrozu. Najzimniejsze miejsca – zagłębienia terenu, doliny i zastoje mrozowe – zebrały najcięższe żniwo.
Jak drzewa zniosły taki mróz?
Na pełną ocenę strat trzeba będzie poczekać do wiosny, ale już teraz sadownicy mówią o pierwszych obawach:
-
możliwe uszkodzenia kory i drewna jednorocznego,
-
ryzyko przemarznięcia pąków kwiatowych,
-
osłabienie drzew, które może odbić się na plonowaniu w całym sezonie.
Największe znaczenie ma nie tylko sama minimalna temperatura, ale też czas jej trwania. Kilka godzin przy -30°C to coś zupełnie innego niż krótkotrwały „strzał” mrozu.
Największe obawy: grusze i odmiana Konferencja
Pierwsze sygnały z sadów są jednoznaczne – najbardziej boją się producenci gruszek, a zwłaszcza ci, którzy mają nasadzenia odmiany Konferencja.
Konferencja uchodzi za jedną z najbardziej wrażliwych odmian na silne mrozy. W porównaniu do jabłoni:
-
szybciej reaguje na ekstremalne spadki temperatur,
-
ma delikatniejsze pąki kwiatowe,
-
gorzej znosi długotrwały mróz.
Przy wartościach rzędu -28 do -30°C realnym zagrożeniem jest:
-
częściowe lub całkowite wymarznięcie pąków,
-
uszkodzenia przewodzenia soków w drewnie,
-
spadek plonu nawet o kilkadziesiąt procent.
Nie tylko grusze. Uprawy pestkowe również w strefie najwyższego ryzyka
Choć najwięcej uwagi skupia się dziś na gruszach, to równie poważne, a w wielu przypadkach nawet większe zagrożenie dotyczy upraw pestkowych. Dla takich gatunków jak wiśnia, śliwa, brzoskwinia, czereśnia czy morela, temperatury rzędu -25°C są już uznawane za krytyczne – a przy wartościach zbliżonych do -30°C można mówić wręcz o bardzo wysokim prawdopodobieństwie strat plonu.
W przypadku moreli i brzoskwini granica bezpieczeństwa jest najniższa – pąki kwiatowe tych drzew często giną już przy -22 do -24°C, dlatego noc z temperaturą około -30°C praktycznie eliminuje szanse na normalne owocowanie w nadchodzącym sezonie.
Czereśnie i wiśnie są nieco bardziej odporne, ale również dla nich poziom -25 do -27°C oznacza poważne ryzyko. Przy dłuższym utrzymywaniu się tak niskich temperatur dochodzi nie tylko do wymarznięcia pąków, ale także do uszkodzeń drewna jednorocznego, co może mieć konsekwencje również w kolejnych latach.
Śliwy, w zależności od odmiany, wykazują zróżnicowaną odporność, jednak przy wartościach poniżej -28°C nawet odmiany uznawane za względnie wytrzymałe mogą stracić znaczną część pąków kwiatowych.
W praktyce oznacza to, że dla większości upraw pestkowych tegoroczna noc z ekstremalnym mrozem może być sezonem „bez owoców”, a pełna skala strat stanie się widoczna dopiero wiosną, po rozcięciu pąków i pierwszych oznakach wegetacji. W wielu sadach realny staje się scenariusz, w którym drzewa wypuszczą liście, ale plon handlowy będzie symboliczny lub nie pojawi się wcale.
Co dalej?
Najbliższe tygodnie będą kluczowe. Sadownicy będą:
-
rozcinać pąki i sprawdzać ich żywotność,
-
obserwować rozwój drzew na przedwiośniu,
-
przygotowywać się na ewentualne zabiegi regeneracyjne.
Jedno jest pewne – noc z temperaturą -30°C zapisze się w pamięci sadowników na długo. To przypomnienie, że nawet w czasach łagodniejszych zim natura potrafi w jednej chwili pokazać swoje surowe, nieprzewidywalne oblicze. Dla wielu gospodarstw tegoroczny sezon zaczyna się nie od planowania zbiorów, ale od pytania: ile drzew i pąków naprawdę przetrwało tę noc?







