Czy Polska straci pozycję lidera w sadownictwie ?

Polska od wielu lat jest największym w Europie i trzecim na świecie producentem jabłek. Niewątpliwie osiągnęliśmy to dzięki wszelkiego rodzaju dofinansowaniom z Unii Europejskiej na modernizację i nowe technologie,  które nasz kraj wykorzystał rekordowo.  Trudno w tej chwili przewidzieć, czy  w najbliższej dekadzie uda nam się utrzymać pozycję niekwestionowanego dziś lidera. Natomiast jedno wiemy na pewno – konkurencja nie śpi i coraz bardziej czujemy jej oddech na plecach. Kraje, które dotychczas były ogromnymi importerami naszych owoców, obecnie na masową skalę dokonują nowoczesnych nasadzeń, bardzo często wykorzystując do tego nasz materiał szkółkarski, maszyny, czy nasz know-how. Rosja, Ukraina, Kazachstan w minionych latach byli kluczowymi odbiorcami jabłek, ale wiele wskazuje na to, że niebawem będą samowystarczalni, a nawet zaczną eksportować.

Przykładem, który dla nas jest najboleśniejszy to Rosja. Dotychczas importer w danym sezonie ponad miliona ton jabłek z Polski, dziś coraz większy ich producent. Jak wskazują dane Stowarzyszenia Sadowników w Rosji zbiory jabłek w sezonie 2018/2019 wyniosły niemal milion ton. Warto nadmienić, że jeszcze pięć lat temu ta produkcja nie przekraczała 500 tys. ton, a 50 % było przeznaczane do przetwórstwa.  Jednak dzięki dofinansowaniom rządowym w Rosji w ostatnich latach powstają bardzo nowoczesne sady, dzięki którym roczny przyrost jabłek wynosi ok. 150 tys. ton. Każdego roku w Rosji zakładanych jest od 10 – 15 tys. hektarów intensywnych sadów. Głównie uprawiane odmiany to Red Delicious, Goldstar, Granny Smith i Golden Delicious. Stowarzyszenie Rosyjskich Sadowników uważa, że w takim tempie do 2024 roku produkcja wyniesie ok. 1,3 mln ton jabłek – czyli więcej niż importowała z Polski. Wniosek jest prosty – rynek rosyjski to dla nas już przeszłość.

Będące wynikiem naszej błędnej polityki zagranicznej rosyjskie embargo ma dwa negatywne skutki. Po pierwsze nie możemy bezpośrednio sprzedawać owoców na ten bardzo atrakcyjny i tradycyjny dla nas rynek – przez co tracimy rocznie miliony. Po drugie w wyniku wysokich tamtejszych cen na owoce rozwija się w ogromnym tempie własna produkcja. Ma to miejsce w samej Rosji, jak tez wielu innych krajach zakazem handlu nieobjętych.  Oba fakty są dla nas zgubne – podkreśla Mirosław Maliszewski, Prezes Związku Sadowników RP.

 

Rosja to nie jedyny taki przykład. Kolejnym ciekawym przypadkiem jest Algieria, która swego czasu, przed wprowadzeniem tzw. embarga gospodarczego również była sporym importerem naszych jabłek. W ostatnich dniach lutego br. przedstawiciele Związku Sadowników RP uczestniczyli w wizycie studyjnej w regionie sadowniczym Algierii w miejscowości Medea. Wizyta miała na celu przyjrzenie się na jakim poziomie jest tamtejsze sadownictwo i ocenieniu, czy wkrótce również będą samo wystarczalni. Co się okazało, sytuacja jest podobna jak w Rosji – sadownictwo jest w fazie mniej lub bardziej intensywnego rozwoju. Oczywiście nadal przeważają stare nasadzenia nieprzekraczające 400 drzew na hektar, jednak wdrażane są nowe programy, które wzorowane są trendami unijnymi, niczym nieodbiegającymi od naszych sadów. Plantacje znajdują się na terenie górzystym, w paśmie gór Atlas, w którym temperatura w ciągu roku bardzo rzadko spada poniżej 5 stopni. Temperatura latem nie jest zbyt wysoka, dlatego warunki są sprzyjające do uprawy jabłek, ale także czereśni, wiśni czy borówki amerykańskiej. Przedstawiciele  Sadowników Algierii podczas spotkania podkreślali, że rolnicy coraz chętniej przekształcają swoje gospodarstwa i dokonują nasadzeń jabłoni i czereśni. Wielu z nich posiada również bazę przechowalniczą w postaci chłodni – jedną z nich mieliśmy okazję odwiedzić. Pocieszeniem jest fakt, iż poziom technologii jest na poziomie polskiego sprzed 15 lat – ręczny załadunek jabłek zarówno w sadzie jak i magazynach, mniej zaawansowana technologia- brak odpowiedniego opakowania, maszyn do sortowania, czy nowoczesnych ciągników i opryskiwaczy.  Jednak mimo to produkcja w tym kraju rośnie, a co najważniejsze rząd inwestuje duże środki finansowe w rozwój rodzimego sadownictwa, co widać na zdjęciach.

Jakie wnioski można z tego wyciągnąć? Czy to również zagrożenie dla naszej produkcji? Wszystko będzie zależało od światowej koniunktury, której nie można przewidzieć, ponieważ składa się na nią wiele elementów. Warto jednak zastanowić się nad tym czy nadal chcemy być liderem w produkcji jabłek przemysłowych, bowiem ponad 50% naszej produkcji właśnie tam trafia? Może zamiast ilości warto postawić na jakość, której cena zrekompensuje ilość? Światowe zapotrzebowanie na jabłka klasy premium rośnie. Być może to jest rozwiązanie obecnych problemów w polskim sadownictwie – uniezależnienie się od chimerów monopolu jakim są zakłady przemysłu przetwórczego?

źródło: Agnieszka Dywan, Związek Sadowników RP

UDOSTĘPNIJ
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.