Zbiory jabłek pod presją. Mało owoców, brak ludzi i słaba sprzedaż
Sezon zbiorów jabłek w gospodarstwie Bartłomieja Sijki z okolic Łęczeszyc jest już mniej więcej na półmetku. Sadownik kończy zbiór Goldena, a przed nim jeszcze Red Pinova, Najdared i Idared. Tegoroczny sezon ocenia jednak bardzo źle. Problemem jest nie tylko niski plon, ale także coraz większe trudności ze znalezieniem i utrzymaniem pracowników oraz słaby popyt na jabłka.
– Jestem na etapie zbiorów. Kończymy Goldena. Z innych odmian została mi jeszcze Red Pinova, Najdared i Idared – mówi Bartłomiej Sijko.
Jak podkreśla, tegoroczne plony są wyjątkowo niskie. W przypadku Prince’a z hektara udało się zebrać zaledwie 16–18 ton.
– To jest bardzo mało. Nawet jeżeli chodzi o Prince’a, to z hektara w tym roku wyszło między 16 a 18 ton. Takiego szybkiego roku jeszcze nie było – ocenia.
Nawet intensywna ochrona nie pomogła
Sadownik zwraca uwagę, że niskich plonów nie można tłumaczyć brakiem zastosowanych zabiegów. W jednej z kwater po przymrozkach wykorzystano chemię pomrozową, biostymulatory i odżywki. Jednocześnie na powierzchni 0,7 ha przeprowadzono doświadczenie, w którym nie stosowano tego typu preparatów po przymrozkach.
– Ta kwatera już na wiosnę wyglądała słabiej, było widać, że przez zimę ucierpiała. Stwierdziliśmy jednak, że zrobimy test. Nic nie stosowaliśmy, jeśli chodzi o odżywki i biostymulatory po przymrozkach. Oczywiście później wszystkie środki ochrony roślin były stosowane normalnie – wyjaśnia. Z tej niewielkiej kwatery zebrano 14 skrzyń z 0,7 ha.
Golden zebrany w ostatnim terminie
W gospodarstwie kończy się również zbiór Goldena. Jak przyznaje Sijka, termin jest już bardzo późny.
– Golden to już ostatni gwizdek. Właśnie dzisiaj go skończymy – mówi.
Część wcześniejszych zbiorów została już sprzedana. Dotyczy to przede wszystkim Gali, której całość została zakontraktowana.
– Mam ją w teorii sprzedaną. Część już została zabrana, reszta jest zadatkowana i czekam na odbiór – wyjaśnia.
Za Galę, w zależności od sortu, sadownik uzyskał około 1,80–2 zł za kilogram za wagę w skrzyni.
„Nie ma zbytu i nie ma ceny”
Z pozostałymi odmianami sytuacja wygląda znacznie gorzej. Bartłomiej Sijka na razie nie planuje ich sprzedawać, ponieważ – jak mówi – na rynku brakuje zarówno zainteresowania, jak i odpowiedniej ceny.
– Patrząc na rynek i rozmawiając ze znajomymi, dochodzę do wniosku, że prawdopodobnie nic nie sprzeda się teraz w dobrych pieniądzach. Po pierwsze, nie ma na to zbytu, bo nikt nawet nie jest zainteresowany kupnem. Po drugie, nie ma ceny – mówi.
Oznacza to, że większość jabłek pozostanie na razie w gospodarstwie i będzie przechowywana z myślą o późniejszej sprzedaży.
Coraz większy problem z pracownikami
Nie wiadomo również, kiedy dokładnie zakończą się tegoroczne zbiory. Początkowo planowano, że pracownicy pozostaną do końca sezonu, ale część z nich zaczęła wcześniej rezygnować z pracy.
– Na ten moment nawet nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy skończymy. Ludzie powoli zaczynają się wykruszać. Mieli zostać do końca sezonu, a teraz mówią, że kończą za siedem dni. Za tydzień odjeżdża mi jedna osoba, za półtora tygodnia dwie kolejne – relacjonuje rolnik.
W ostatnich dniach gospodarstwo musiało również rozstać się z dwoma pracownikami. Jego zdaniem problem z pracownikami jest w tym sezonie ogromny i nie dotyczy wyłącznie jego gospodarstwa.
Technologia nie rozwiązuje problemu wydajności
Gospodarstwo od lat inwestuje w rozwiązania, które mają ułatwiać i przyspieszać zbiory. Tradycyjne sanki zostały już dawno zastąpione wózkami i platformami. Jabłka trafiają również do boksów, a wiadra – jak określa to Sijka – są już „prehistorią”.
Mimo postępu technologicznego wydajność pracowników nadal jest jednak coraz niższa.
– Cały czas rozwijamy gospodarstwo. Sanki już dawno wypadły u nas z obiegu. Wszystko jest na wózeczkach i platformach, rozwijamy też rozwiązania, które mają przyspieszyć pracę. Wiadra to już prehistoria. A mimo tego nie ma tej wydajności – zauważa.
Jego zdaniem tegoroczny niski plon dodatkowo utrudnia pracę, ponieważ jabłek jest po prostu mniej. Jednocześnie dostrzega problem, który jego zdaniem narasta od kilku lat.
– W tym roku jabłko jest rzadsze, więc wiadomo, że trudniej o wydajność. Ale widzę to już na przestrzeni lat: z roku na rok jest coraz gorzej – podsumowuje Bartłomiej Sijko.



