Walka z przymrozkami: sadownik z regionu Sompolna inwestuje w wodę, by ratować plony
W ostatnich latach przymrozki stały się jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla sadownictwa w centralnej Polsce. Coraz częściej nie są to już pojedyncze incydenty, lecz kilkudniowe fale zimna, które potrafią zniszczyć znaczną część plonów. O doświadczeniach z tym zjawiskiem i sposobach walki opowiada sadownik Klaudiusz, prowadzący gospodarstwo w gminie Sompolno.
Coraz częstsze i bardziej dotkliwe przymrozki
Jak podkreśla Klaudiusz, zmiany w przebiegu przymrozków są wyraźne:
– Jeszcze kilkanaście lat temu zdarzało się, że przymrozek przyszedł na jedną noc i to wszystko. Teraz to są trzy noce z rzędu, a straty są ogromne – mówi sadownik. – Tak naprawdę od około 9–10 lat widzimy, że to jest poważny problem.
W jego gospodarstwie zdarzały się sezony, w których straty sięgały nawet 70–80 procent plonów. W takich warunkach prowadzenie produkcji staje się ryzykowne ekonomicznie.
– Były lata, że dokładaliśmy z jednego sezonu na kolejny. Trafił się lepszy rok, a potem znowu przymrozki. W pewnym momencie człowiek zaczyna się zastanawiać, czy to ma sens – przyznaje.

Pierwsze kroki: zraszanie nadkoronowe
Początkowo rozwiązaniem miało być zraszanie nadkoronowe. W gospodarstwie pojawiły się tzw. „flippery”, czyli zraszacze antyprzymrozkowe.
– Najpierw zrobiliśmy najprostszy system – filtry, pompa i woda bezpośrednio ze studni. To było jakieś 3–3,5 hektara na próbę – tłumaczy.
Jednak szybko okazało się, że sama studnia to za mało, by skutecznie chronić większy areał.
Kluczowa inwestycja: zbiorniki wodne
Przełomem była decyzja o budowie zbiorników retencyjnych. Dziś gospodarstwo dysponuje dwoma takimi obiektami: o pojemności około 1200 m³ oraz 3500 m³.
– Wiedzieliśmy, że bez magazynowania wody nie mamy szans. Studnia nie była w stanie zasilić całego systemu – wyjaśnia sadownik.

Zbiorniki powstały w dużej mierze własnymi siłami, przy wsparciu lokalnych usługodawców. Kluczowym elementem była specjalna folia uszczelniająca, która pozwala traktować obiekt jako zbiornik techniczny, a nie naturalny staw.
Jak działa system?
System opiera się na stałym obiegu wody:
- studnia głębinowa uzupełnia zbiornik,
- pompa tłoczy wodę ze zbiornika do zraszaczy,
- w trakcie pracy zbiornik jest na bieżąco dopełniany.
– Nawet jeśli zbiornik jest pełny, uruchamiamy oba systemy jednocześnie. Dzięki temu zmniejszamy tempo jego opróżniania – tłumaczy Klaudiusz.
Dobór pojemności zbiorników nie był przypadkowy. Sadownik oparł się na:
- doświadczeniach innych producentów,
- konsultacjach z bardziej doświadczonymi kolegami,
- własnych obliczeniach zużycia wody i wydajności instalacji.

Koszty i realia budowy
Budowa większego zbiornika (3500 m³) to inwestycja rzędu około 60 tys. zł – przy założeniu, że większość prac wykonuje się samodzielnie.
– Same roboty ziemne to około 8–10 tysięcy złotych. Największy koszt to folia i jej montaż – nawet 20–25 zł za metr kwadratowy – wylicza sadownik.

Dodatkowym wyzwaniem są przepisy. Kluczowe znaczenie ma tu klasyfikacja zbiornika:
- zbiornik bez folii → podlega prawu wodnemu i wymaga zgłoszeń,
- zbiornik z folią (techniczny) → podlega prawu budowlanemu.
– Jeśli nie przekracza 3 metrów głębokości i 1000 m² powierzchni, nie trzeba go zgłaszać. Dlatego część konstrukcji wykonaliśmy w formie nasypów, żeby zmieścić się w przepisach – wyjaśnia.

Walka trwa każdej nocy
Mimo inwestycji walka z przymrozkami wciąż wymaga ogromnego zaangażowania.
– Przy dużych różnicach temperatur w terenie – nawet 2°C na odcinku półtora kilometra – trzeba cały czas kontrolować sytuację. Wstajemy co godzinę i sprawdzamy – mówi sadownik.
W przyszłości planuje wdrożenie systemu monitoringu temperatury, który pozwoli ograniczyć nocne kontrole.
Woda jako fundament przyszłości sadownictwa
Historia gospodarstwa Klaudiusza pokazuje, że w obliczu zmian klimatycznych inwestycje w retencję wody stają się koniecznością, a nie wyborem.
– Gdy przymrozki są co roku albo co drugi rok, nie ma już miejsca na zastanawianie się, czy inwestować. Trzeba działać – podsumowuje sadownik.
Rozwiązania oparte na wodzie – choć kosztowne i wymagające – coraz częściej decydują o tym, czy sad przetrwa sezon.







