Zbiory jabłek trwają i prawdopodobnie będą trwać do listopada, ale sen z powiek spędza sadownikom temat pracowników.
Krótko i na temat: Pracowników nie ma, odchodzą, szukając lepszych warunków, a co ważne stawki godzinowe, jakie życzą sobie za zbiór jabłek są horrendalnie wysokie.
Dyskusja niestety na temat pracownikow, wraca na forach jak bumerang. W tym tygodniu jedna z sadowniczek na naszej grupie Facebook „Sadownictwo – Doradztwo „ dodała wpis:
Dobry wieczór. Mam pytanie czysto teoretyczne? Kto liczy koszty pracownika? Widze ogłoszenia, że stawka 15-20 zł i łapię się za głowę, co się dzieje!
Czy, ktoś liczy, że oprócz tego, że płacimy stawkę godzinowa dajemy zakwaterowanie (mieszkanie+ opłaty woda prąd gaz) ubezpieczenie (KRUS lub ZUS) KRUS w tej chwili ponad 200 zł miesięcznie ZUS nie wiem, ewentualnie pełne wyżywienie, a pracownik wyjeżdża z czysta gotówka? Przy stawce godzinowej 12 zł na czysto przy przepracowanych 26 dniach w miesiącu z wolną niedziela po 10 h dziennie daje to miesięcznie 3120 zł do tego ubezp 240 zł zakwaterowanie dziennie ok. 35 zł i żywienie 750 zł na osobę daje nam 5195 zł miesięcznie. Jeśli nie damy wyżywienia, a dołożymy 2 zł na godzinie to wtedy daje nam 520 zł więcej wynagrodzenia, ale koszty ubezpieczenia i mieszkania nadal zostają te same.
Czy przy stawce 15-20 zł zwyczajnie odliczacie im te koszty? Nie rozumiem jednego. U nas średnia krajowa wynosi aktualnie 6778,63 zł, najniższa krajowa 3010 zł – są to stawki brutto. Wiele osób pracuje za najniższą za średnią nie wiem – ale my z tego odprowadzone mamy podatki do państwa, płacimy wszystkie rachunki, ubezpieczenia, utrzymanie domu mieszkania gospodarstwa i żywienie. A pracownik przyjeżdża bierze czyste pieniądze nie obchodzi go nic, a co niektórzy jeszcze śniadanie obiad i kolacje im szykują.
Ja się pytam, gdzie sens i logika takiego zachowania?! Coraz mniej się wszystko opłaca – dla jasności nie mam 10 ha sadu, truskawek, malin itd., posiadam niewielkie uprawy, do których wystarcza mi 2-4 osób plus praca własna wszystkich członków rodziny i o ile 5 lat temu nie było problemu z pracownikami i ich wymaganiami o tyle teraz przyjeżdżają patrzą, że kupiłeś nowy samochód, czy wymieniłeś ogrodzenie wokół domu i już wołają podwyżkę. Ale oni przyjeżdżają na maks 3 miesiące pracy, a ty tyrasz cały rok zeby mieć coś z tego wszystkiego. Jaki jest sens nasadzeń i brania ludzi do pracy? No chyba, że zatrudniacie na czarno, a ludzie nie maja dostępu do prądu i kapią się w rzece… może rozpętam gównoburze, ale chce odpowiedzi prawdziwych rolników, a nie troli i pseudorolników którzy pracują na etacie i dokładają do interesu.
Zapraszamy do forum w celu udzielenia odpowiedzi na wpis sadowniczki >>>







4 komentarze