w

Ocena strat w sadzie z Cezarym Rokickim. Na 1000 pąków tylko 50 jest do regeneracji!

Katastrofa w sadach pod Białą Rawską. „To nie były przymrozki, to był mróz”

Tegoroczna wiosna przyniosła sadownikom dramatyczne straty. Jak relacjonuje Cezary Rokicki z rejonu Białej Rawskiej, skala zniszczeń w sadach może sięgać nawet 99%, a sytuacja porównywana jest do najgorszych lat w historii polskiego sadownictwa.

„Nie mieliśmy do czynienia z przymrozkami, tylko z pełnoprawnym mrozem” — podkreśla Cezary Rokicki. Jak wyjaśnia, przymrozki to krótkotrwałe spadki temperatury do około -2°C, tymczasem w ostatnich tygodniach temperatury przy gruncie spadały nawet do -7°C, a lokalnie — według pomiarów — jeszcze niżej. Co więcej, chłód utrzymywał się przez wiele godzin nocnych, co spotęgowało szkody.

Kumulacja niekorzystnych zjawisk

Problemy zaczęły się już zimą. Temperatury w sadach spadały nawet do -27°C, a przy gruncie mogły osiągać -30°C. To doprowadziło do uszkodzeń pąków i osłabienia drzew. Następnie przyszła susza — ostatnie znaczące opady w regionie odnotowano w lutym. Brak wody uniemożliwił roślinom pobieranie składników odżywczych, co dodatkowo zwiększyło ich podatność na stres.

Kulminacją były nocne spadki temperatur w drugiej połowie kwietnia. Najgorsza noc, z niedzieli na poniedziałek, przyniosła temperatury od -4°C do -7°C, utrzymujące się przez wiele godzin. Choć zachmurzenie częściowo ograniczyło spadki, straty okazały się ogromne.

Zniszczenia we wszystkich odmianach

W sadach nie ma praktycznie odmiany, która uniknęłaby uszkodzeń. Straty dotyczą zarówno popularnych jabłoni, jak i innych gatunków.

„W Goldenie znaleźliśmy dwa zdrowe pąki na tysiąc. W Gali podobnie — trzeba naprawdę szukać. W Jonagoldzie nie ma praktycznie nic” — relacjonuje sadownik. Uszkodzenia dotyczą zarówno pąków głównych, tzw. królewskich, jak i bocznych. Po przekrojeniu są one czarne — martwe.

Problem dotyczy nie tylko jabłoni, ale też czereśni, śliw, grusz czy borówek. „Nie znajdziemy nic dobrego. Sytuacja jest dramatyczna” — słyszymy.

Brak zapylania i możliwości regeneracji

Dodatkowym problemem jest brak aktywności owadów zapylających. Niskie temperatury (5–6°C w dzień) uniemożliwiają loty pszczół, mimo że w sadach ustawiono ule.

Sadownicy nie mają też realnych możliwości przeciwdziałania skutkom mrozu. Metody takie jak zraszanie nadkoronowe czy ogrzewanie sadów działały jedynie przy lżejszych spadkach temperatur. Przy obecnej skali mrozów okazały się niewystarczające.

„Najlepsze preparaty tego nie odwrócą — to już jest martwe” — mówi Cezary Rokicki.

Najgorszy rok od dekad

Sadownicy porównują obecną sytuację do katastrofalnej zimy z 1986 roku, kiedy przemarzły całe sady w Polsce. Jednak wówczas straty miały charakter lokalny — inne regiony kraju mogły częściowo zrekompensować niedobory.

„W tym roku mróz był wszędzie — od Helu po Zakopane, od Zielonej Góry po Białystok” — podkreślają producenci.

Sezon praktycznie stracony

Choć drzewa zakwitną, większość zawiązków opadnie w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Sadownicy planują jeszcze wykonać pojedyncze zabiegi regeneracyjne, jednak — jak sami przyznają — bardziej „dla własnego sumienia” niż z realną nadzieją na uratowanie plonów.

„Można powiedzieć, że sezon jest zakończony” — podsumowuje Cezary..

Eksperci ostrzegają, że skutki tegorocznych mrozów mogą być odczuwalne nie tylko dla producentów, ale i konsumentów — zwłaszcza w postaci ograniczonej dostępności owoców i wyższych cen w nadchodzących sezonach.

UDOSTĘPNIJ

Lubelska Izba Rolnicza alarmuje o poważnych skutkach wiosennych przymrozków

Truskawki po przymrozkach | Komunikat jagodowy – Tomasz Domański