“Zasady doboru maszyn rolniczych” – wyjaśnienia i absurdy…

„Zasady doboru maszyn rolniczych”– jest to kilkudziesięciostronicowy materiał poświęcony temu, o jakie maszyny i o jakich parametrach można ubiegać się w ramach różnego rodzaju dotacji. Mam delikatnie mówiąc złe zdanie o tej publikacji, dlatego też na potwierdzenie swojego zdania podam prosty przykład dlaczego to nie działa do końca tak jak powinno. Do tego po raz kolejny powtórzę, że będę mocno walczył ze stereotypem rolnika, który wszystko zawdzięcza unijnym dotacjom.

 

Jako przykład podam opryskiwacze sadownicze. Najczęściej opryskiwacze sadownicze są dostępne ze zbiornikami o pojemnościach 1000, 1500 i 2000 litrów. Najczęstszym wyborem wśród sadowników według tego co widzę we wnioskach o przyznanie pomocy są te średnie, o pojemności 1500 litrów.

I teraz tak – na pierwszy rzut oka wydaje się całkiem logiczne, że „zasady doboru maszyn rolniczych” mówią o tym, że odpowiednia pojemność planowanego do zakupu sprzętu musi wiązać się z odpowiednim areałem sadu. Niestety jest to mocno przesadzone -wg. tej publikacji, aby ubiegać się o opryskiwacz o pojemności 1500 litrów musimy mieć ok. 8 ha sadu

A jak to wygląda w praktyce?
Sięgamy po etykiety środków ochrony roślin i widzimy najczęściej: „Zalecana ilość wody: 500 – 750 l/ha” w przypadku Miedzianu, czy „Zalecana ilość wody : 600-800 l/ha” w przypadku Kaptanu .

Także pierwszy wniosek nasuwa się sam: w praktyce przy takich dawkach opryskiwacz o tej pojemności jest uzasadniony już do powierzchni 2-3 hektarów, chociażby po to, żeby taki obszar opryskać „na raz”, bez konieczności ponownego uzupełniania zbiornika.
Prosta matematyka – 2 x 750 litrów wody na hektar i dwa hektary załatwione za jednym zamachem.

Dodatkowo może się zdarzyć, że jakaś działka znacznie jest oddalona od ujęcia wody, co powoduje sytuacje tego typu, że mniejszym opryskiwaczem musielibyśmy jeździć tam dwa razy, tracąc masę czasu i wcale nie mało paliwa.
Co więcej – tak naprawdę różnica w cenie między zbiornikami o różnej pojemności jest naprawdę niewielka w porównaniu do ceny całego opryskiwacza. W tym przypadku argument o tym, żeby nie dofinansowywać inwestycji ze względu na zbyt duże, czy nieuzasadnione kwoty nie ma sensu 🤐

Według „Zasad doboru maszyn rolniczych”: „Zwykle w sezonie agrotechnicznym opryskiwacze są na stałe zagregowane z ciągnikami, aby w razie wystąpienia zagrożenia natychmiast wykonać opryskiwanie drzew, bez konieczności pracochłonnego podłączania maszyny do ciągnika. Z uwagi na konieczność wykonania oprysku jednego gatunku w ciągu jednego dnia, liczbę niezbędnych zestawów (ciągnik + opryskiwacz) dobiera się do powierzchni sadu i wydajności oprysku. Najczęściej 1 zestaw wystarcza na 10-12 ha jednego gatunku drzew lub krzewów.”

I teraz tak: w praktyce mając 12 ha sadu, zwłaszcza w kilku oddalonych od siebie działkach i próbując to „obrobić” jednym zestawem można całą wiosnę z tego ciągnika nie schodzić. Ile czasu się z tym schodzi będę opisywał jak będę to wszystko robił, w każdym razie – nie mało.

Podobne zasady, często równie abstrakcyjne dotyczą również innych maszyn i czasami dziwi mnie to, że w urzędniczym języku mówi się o „nowoczesnych technologiach”, czy „innowacjach w rolnictwie”, a sam podmiot odpowiedzialny za rozpatrywanie tych wniosków często sam na takie rozwiązania nie pozwala, publikując jakieś abstrakcyjne zasady, które często nie mają pokrycia w praktyce.

I pomijając urzędowe słownictwo o innowacji i organizacji produkcji – czasami martwi mnie to, że ktoś przez jakieś tabelki z wytycznymi z kosmosu po prostu nie rozwinie swojego biznesu. Zbyt często w takich publikacjach brany pod uwagę jest tylko jeden z naprawdę wielu czynników. Wierzcie mi, że rolnik od urzędnika wie lepiej, czego jest mu potrzeba. A niestety wielokrotnie zdarzyło się, że przez tego typu publikacje trzeba było zmieniać zakres inwestycji.

źródło: Gospodarstwo Sadownicze Grzegorz Gwardys

UDOSTĘPNIJ
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.