Rynek, czyli najpierw plotka, potem jabłko

by kobieta

W sadownictwie jest taka stara, niepisana zasada: zanim na rynek trafi owoc, najpierw trafia na niego informacja o tym owocu. A czasami nawet kilka informacji. Jedna mówi, że owoców nie będzie. Druga, że będą, ale mało. Trzecia, że jednak są. Czwarta, że są, ale tylko u sąsiada. Piąta pojawia się już wtedy, kiedy wszyscy zdążyli sprzedać albo kupić.

I tak właśnie działa nasz wspaniały, doskonale poinformowany rynek owoców.

Rynek, na którym czasami więcej waży jedno zdanie powiedziane przy skupie niż kilkaset hektarów sadów.

Bo przecież rynkiem rządzi nie tylko podaż i popyt. Rządzą nim również doniesienia, prognozy, spekulacje, przewidywania, medialne sensacje i — co chyba najważniejsze — przekonanie, że ktoś wie coś, czego inni jeszcze nie wiedzą.

Wiśnia prawdę ci powie

Przez ostatnie dziesięć lat mieliśmy już kilka pięknych lekcji. Bywało, że media krzyczały: wiśni nie będzie! No i skoro nie będzie, to przecież cena musi być. Cena wystartowała wysoko. Sadownik patrzył na samochód jadący na skup i przez chwilę miał wrażenie, że właśnie odzyskał pieniądze z kilku poprzednich sezonów. A potem przyszła druga połowa zbiorów. I nagle okazało się, że wiśnie jednak są.

Nie wszystkie, nie wszędzie, ale wystarczająco dużo, żeby rynek powiedział:

„Spokojnie, panowie. Trochę się zagalopowaliśmy.”

Cena potrafiła spaść o połowę.

I wtedy człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie zbierał owoców, tylko informacji. Z porzeczką było odwrotnie Bywa też drugi scenariusz. Przymrozki zrobiły swoje. Porzeczek jest mniej. Tylko że rynek o tym specjalnie nie wie.

Przetwórca patrzy więc na skup i myśli:

— Porzeczka jest. Czyli tragedii nie ma.

Cena startuje stosunkowo nisko.

Sadownik patrzy na cenę i myśli:

— No trudno. Jakoś trzeba będzie przeżyć.

A potem przychodzi druga połowa zbiorów. I nagle okazuje się, że tej porzeczki jednak bardzo brakuje. Cena potrafi zrobić dwa kroki w górę. Wtedy wszyscy już wiedzą, że owocu jest mało. Tylko że informacja przyszła trochę późno. Jak zwykle.Teraz mamy jabłka

I tutaj dochodzimy do naszego ulubionego tematu, czyli jabłek.

Bo z jabłkami jest jeszcze ciekawiej. Najpierw słyszymy, że jabłek będzie mało. Potem pojawia się informacja, że jednak gdzieś są. Potem ktoś pokazuje sad, w którym jabłek jest całkiem sporo. Następnie ktoś pokazuje sad, w którym nie ma prawie nic. Czyli klasyczny polski rynek. W jednym sadzie klęska, w drugim urodzaj, a średnia wychodzi taka, jakiej potrzebuje rynek.

Gala w tym roku jest tutaj bardzo ciekawym przykładem. W wielu sadach przetrwała przymrozki zaskakująco dobrze. W niektórych plon można wręcz uznać za normalny, a czasami nawet bardzo dobry. Ale wystarczy przejść do Jonagoldów, Prince’a czy innych odmian mocniej dotkniętych przymrozkami i obraz zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. A przecież nie mówimy o odmianach, które można postawić gdzieś w kącie i zapomnieć. Prince i Jonagoldy to przecież ścisła czołówka polskiej produkcji. I właśnie tutaj zaczyna się ciekawa część naszej historii.

Przemysł patrzył i liczył

Rynek przetwórczy przez całe lato i początek jesieni widział jabłka. Gala przyjeżdżała na skup. Jabłka z komór były otwierane w czerwcu, lipcu, sierpniu, a nawet we wrześniu. Część trafiała do przetwórni jako przemysł. Samochody jeździły. Sortownie pracowały. Przetwórnie odbierały towar. Więc można było pomyśleć:

„Spokojnie. Jabłka są. Jeszcze będą.”

I być może właśnie tutaj rynek może popełnić swój mały, słodki błąd.

Bo pytanie nie brzmi: czy jabłka były?

Pytanie brzmi:

ile jabłek zostało?

To zasadnicza różnica.

Bo jeżeli przez pierwszą część sezonu do przemysłu trafiały w dużej mierze jabłka z poprzedniego sezonu, wyciągane z komór, to nie oznacza to automatycznie, że w listopadzie, grudniu czy styczniu pojawi się równie duża masa świeżego przemysłu.

Komora nie jest przecież magicznym sejfem, z którego można bez końca wyciągać jabłka.

Kiedyś trzeba powiedzieć:

„Koniec. Nic więcej nie mamy.”

A teraz nadchodzi Prince

I tutaj zaczyna się najciekawsza część. Wchodzimy w okres Szampiona, Ligola, Jonagolda, Prince’a.

I właśnie tutaj może się okazać, że rynek przetwórczy patrzył na niewłaściwy moment. Bo Gala była. Jabłka z komór były. Towar przyjeżdżał. Samochody się zgadzały. Tabele się zgadzały. Tylko że teraz trzeba będzie zobaczyć, co rzeczywiście zostało na drzewach i pod nimi. A tam może już być znacznie mniej optymistycznie. Szczególnie w przypadku Prince’a.

Jeżeli w wielu sadach przymrozki mocno ograniczyły plon, to może się okazać, że przetwórnie, które spokojnie czekały na jesienny wysyp przemysłu, będą musiały zrobić coś bardzo nieprzyjemnego. Zacząć szukać jabłek. A to na rynku przetwórczym jest moment szczególny. Bo maszyna może być gotowa. Pracownik może być gotowy. Prąd może być. Linia produkcyjna może być. Tylko jednego może zabraknąć. Jabłka. Maszyna nie przerobi powietrza I tutaj pojawia się pytanie, czy przypadkiem rynek nie założył sobie zbyt optymistycznego scenariusza schodząc z ceną jabłek poniżej 60 groszy za kilogram.

Sad nie czyta prognoz.

Przymrozek nie czyta raportów.

Jabłko nie czyta portali branżowych.

A drzewo już w ogóle nie wie, jakie ktoś miał oczekiwania.

Dlatego wcześniej czy później przychodzi moment, w którym kończą się prognozy, a zaczyna się waga na skupie.

I wtedy wychodzi cała prawda. Nie ta medialna. Nie ta z Facebooka. Nie ta z grupy sadowniczej. Tylko ta, którą pokazuje tonaż. Może więc warto trochę poczekać Nie twierdzę, że jabłek nie będzie. Nie twierdzę też, że ceny muszą wzrosnąć. Rynek może zaskoczyć w jedną albo w drugą stronę.

Bo można trzy miesiące przekonywać wszystkich, że jabłek jest dużo. Można też trzy miesiące przekonywać wszystkich, że jabłek nie ma. Tylko na końcu i tak przyjedzie samochód na skup. I wtedy okaże się, kto miał jabłka. A kto miał tylko informacje o jabłkach.

Zostaw komentarz

Może Cię również zainteresować

Kobieta w sadzie
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.