„Sadownik to nie tylko traktorzysta, udowadniam to poniżej” – tym zdaniem Grzegorz Gwardys rozpoczyna swój wpis, który szybko przeradza się w interesującą analizę rzeczywistej struktury pracy w gospodarstwie sadowniczym. To nie jest jednak teoria ani opracowanie zza biurka, lecz zapis codzienności – oparty na doświadczeniach z własnego, średniej wielkości gospodarstwa.
Już na wstępie jasno określa swoją misję:
„Od początku tej strony zależało mi, by trafiać do osób spoza branży. Chciałem rozwiewać mity, pokazywać statystyki i udowadniać, że polski sadownik […] radzi sobie doskonale na tle świata”.
To ważny kontekst, ponieważ projekt ma nie tylko charakter poznawczy, ale również edukacyjny i wizerunkowy dla całej branży.
Projekt, który pokazuje prawdę o pracy w sadzie
Od stycznia Grzegorz Gwardys realizuje inicjatywę pod nazwą „Struktura pracy sadownika”, której celem jest uchwycenie rzeczywistego rozkładu obowiązków w ciągu roku.
Jak podkreśla:
„Aby pokazać Wam, jak naprawdę wygląda rok w sadzie […] zmierzam do przedstawienia wyników pierwszego kwartału”.
Dane – co istotne – nie są modelowe ani laboratoryjne.
„Dane pochodzą z mojego, średniej wielkości gospodarstwa. Wyniki mogą być bazą do ostrożnych wniosków, że u innych wygląda to podobnie”.
Jednocześnie autor świadomie zrezygnował z pełnej ewidencji czasu pracy:
„Zrezygnowałem z aptekarskiej dokładności […] bo moje dodatkowe zajęcia […] zbytnio zaciemniłyby obraz czystego sadownictwa”.
Cztery obszary pracy
Aby uporządkować codzienność, Grzegorz Gwardys podzielił pracę na cztery główne kategorie.
Pierwszą z nich są prace manualne. Jak zaznacza:
„Styczeń–marzec to głównie cięcie sadu […] i szykowanie jabłek na sprzedaż”.
To właśnie ten obszar okazał się najbardziej czasochłonny.
Drugą kategorią jest transport i logistyka.
„To ta część pracy, której nie widać z drogi” – podkreśla sadownik, wskazując na handel, dostawy, załadunki oraz organizację pracy w chłodni.
Trzeci obszar stanowi obsługa maszyn, która w pierwszym kwartale miała jeszcze niewielkie znaczenie.
„Dopiero ostatnie dni to start sezonu: wygarnianie gałęzi, nawożenie i pierwsze opryski”.
Czwartą kategorią są sprawy biurowe, które – jak wynika z opisu – zajmują coraz więcej czasu.
„Faktury (także te do korekty), szkolenia, organizacja wydarzeń, wizyty u księgowej, w banku”.
Jak liczyć czas pracy
Istotnym elementem projektu jest sposób przypisywania czynności do poszczególnych kategorii. Grzegorz Gwardys zwraca uwagę na konieczność elastycznego podejścia:
„Kiedy jadę ciągnikiem do sadu, by cały dzień ciąć sekatorami, zaliczam to do prac manualnych”.
Z kolei krótsze czynności techniczne dzieli między różne obszary:
„Gdy przygotowuję opryskiwacz po zimie […] staram się to odhaczyć w pracy manualnej, a potem dodać obsługę maszyn”.
Wyniki pierwszego kwartału
Podsumowanie pierwszych trzech miesięcy roku przynosi konkretne dane, które pokazują rzeczywisty rozkład pracy w gospodarstwie.
Największy udział mają prace manualne – 57 proc.
„To tutaj spędziłem większość czasu […] cięcie sadu i szykowanie jabłek, ale też porządki […] czy łażenie po polu i mierzenie”.
Transport i logistyka stanowią 23 proc. czasu pracy.
„To przede wszystkim czas, kiedy jeżdżę i handluję […] odbieranie pustych skrzyń i ich ustawianie w chłodni”.
Sprawy biurowe zajmują 12 proc.
„Fakturowanie, walka z systemem KSeF […] dojazdy do księgowej i banku”.
Najmniejszy udział w analizowanym okresie ma obsługa maszyn – 8 proc.
„To, co rzutem na taśmę pojawiło się w końcówce kwartału […] i co prawdopodobnie zdominuje kolejne miesiące”.
Sadownik – zawód wielowymiarowy
Analiza przedstawiona przez Grzegorza Gwardysa pokazuje wyraźnie, że współczesny sadownik pełni wiele ról jednocześnie. To nie tylko operator maszyn, ale również pracownik fizyczny, logistyk, handlowiec i administrator.
Wraz z kolejnymi miesiącami struktura pracy będzie się zmieniać. Jak zauważa autor, wyzwania logistyczne pozostaną istotnym elementem działalności:
„Na Broniszach… cała doba wygrzewania na pace – to też logistyka”.
Perspektywa na kolejne miesiące
Projekt „Struktura pracy sadownika” będzie kontynuowany, a jego kolejne etapy mogą dostarczyć cennych informacji dla całej branży.
Już dziś jednak widać, że rzeczywisty obraz pracy w sadownictwie znacząco odbiega od utartych schematów. Dane z pierwszego kwartału pokazują jasno, że fundamentem tej pracy pozostaje wysiłek manualny, wspierany przez logistykę, administrację i – w dalszej części sezonu – intensywną pracę maszyn.






