Na targach sadowniczych nad Jeziorem Bodeńskim — między tradycją a zmianą
Na targi sadownicze nad Jeziorem Bodeńskim wybrałam się w towarzystwie sadownika z okolic Warki, Daniela Piaseckiego, który od wielu lat utrzymuje relacje z tutejszymi producentami. Dzięki jego doświadczeniu i znajomości regionu wyjazd stał się nie tylko okazją do odwiedzenia targów, ale przede wszystkim do poznania specyfiki jednego z najważniejszych obszarów sadowniczych w tej części Europy.
Dwa oblicza regionu
Rejon nad Jeziorem Bodeńskim można wyraźnie podzielić na dwie części. Pierwsza z nich to obszary zdominowane przez winnice — okolice takich miejscowości jak Konstanz, Meersburg, Überlingen, Uhldingen-Mühlhofen, Allensbach, Reichenau, czy Salem. To krajobraz typowo winny, z tarasowymi nasadzeniami i łagodnym klimatem sprzyjającym uprawie winorośli.

Druga część, bliższa miejscom, które odwiedzaliśmy — Ravensburg, Oberteuringen, Meckenbeuren czy Tettnang — to tereny sadownicze, gdzie dominują jabłonie. To właśnie tam mogliśmy zobaczyć, jak w praktyce wygląda współczesne sadownictwo w tym regionie.

Sady, które znikają
Jak opowiadał Daniel Piasecki, jeszcze 20 lat temu okoliczne pola były niemal wyłącznie sadami jabłoniowymi. Dziś sytuacja zmieniła się diametralnie — około połowa dawnych sadów została przekształcona w uprawy chmielu i winnic. Sadownicy coraz częściej decydują się na zmianę profilu produkcji, wyrywając stare nasadzenia.

Co ciekawe, tamtejsze sady nie są odnawiane tak często jak w Polsce. Wiele drzew ma ponad 20 lat i nadal pozostaje w produkcji.

Nowych nasadzeń jest stosunkowo niewiele, a inne uprawy sadownicze pojawiają się sporadycznie — podczas podróży natrafiliśmy jedynie na kilka niewielkich plantacji truskawek w tunelach oraz jedną plantację borówki.

Sadownictwo w praktyce
W oczy rzucała się obecność mchu w sadach, co może świadczyć o mniejszym stosowaniu środków ochrony roślin. Podczas wizyt w sadach często widzieliśmy kilkuosobowe ekipy zajmujące się cięciem drzew — używano sekatorów elektrycznych, jednak podłączonych do kabli.

Większość sadów wyposażona była w konstrukcje przeciwgradowe oparte na drewnianych słupach. Co interesujące, wiele z nich funkcjonuje nieprzerwanie od kilkunastu lat — niektóre konstrukcje zainstalowano w 2007 roku.

Zaufanie przy drodze
Oddalając się od jeziora w kierunku Ailingen, natrafiliśmy na przydrożny sklep sadowniczy. Przy drodze ustawione były zapakowane w torebki i kartony jabłka różnych odmian. Klienci zatrzymywali się, wrzucali do stojącej obok kasetki 3 euro i zabierali owoce. Nikt tego miejsca nie pilnował — system opierał się wyłącznie na zaufaniu. To obraz, który robi duże wrażenie i pokazuje lokalną kulturę handlu bezpośredniego.

Same targi i spotkania
Na targach spotkałam wielu polskich sadowników, choć wydarzenie było okazją do rozmów i wymiany doświadczeń, same targi okazały się stosunkowo niewielkie.

Pojawiło się kilka interesujących rozwiązań i technologicznych „smaczków”, jednak skala wydarzenia była mniejsza, niż można by się spodziewać po regionie o tak długiej tradycji sadowniczej.
Wątek ludzi — i mężczyzn, których spotkałam
Ten wyjazd był także spotkaniem z ludźmi — w dużej mierze z mężczyznami, bo sadownictwo wciąż pozostaje branżą mocno zmaskulinizowaną. Wśród napotkanych osób byli doświadczeni gospodarze, otwarci na rozmowę, dzielący się wiedzą i pokazujący swoje gospodarstwa z autentyczną dumą. Wielu z nich imponowało spokojem, rzeczowością i szacunkiem wobec pracy — zarówno własnej, jak i innych.

Podczas targów spotkałam także polskich sadowników, którzy przybyli na wydarzenie w ramach zorganizowanego „wyjazdu dla młodych sadowników”. I tu dochodzimy do momentu, w którym rzeczywistość brutalnie zderza się z wyobrażeniami o branżowej solidarności i elementarnej kulturze osobistej. W swoim życiu poznałam wielu zakompleksionych i prymitywnych mężczyzn, jednak przewodnik wycieczki zorganizowanej dla młodych polskich sadowników, Mirosław, jest największym mizoginem, jakiego dotąd spotkałam. Określenie go mianem mężczyzny o wątłej pewności siebie maskowanej arogancją byłoby zbyt łagodne. Na szczęście wśród mężczyzn są także prawdziwi dżentelmeni — z mojej strony ogromne podziękowania dla pana Remigiusza.
Podsumowanie wyjazdu
Największą wartością tej podróży okazały się nie tyle same targi, ile możliwość zobaczenia sadów nad Jeziorem Bodeńskim. To właśnie wizyty w gospodarstwach, obserwacja zmian w strukturze upraw i porównanie ich z polskimi realiami dały najwięcej do myślenia.

Wyjazd oceniam na 7/10. Gdyby nie świetne towarzystwo oraz możliwość zwiedzania okolicznych sadów, jego wartość byłaby znacznie mniejsza. Same targi nie dorównują rozmachem i różnorodnością polskim TSW, które oferują więcej nowości w dziedzinie techniki sadowniczej.
Mimo to podróż pozwoliła spojrzeć szerzej na przyszłość europejskiego sadownictwa — na kierunek zmian, odchodzenie od tradycyjnych sadów jabłoniowych i rosnącą rolę dywersyfikacji upraw. Była to cenna lekcja pokazująca, że nawet w regionach o ugruntowanej pozycji nic nie pozostaje niezmienne, a sadownictwo — podobnie jak inne gałęzie rolnictwa — musi nieustannie dostosowywać się do nowych realiów.












